MIŁOŚĆ RATUJE?
Czuję natchnienie pod opuszkami palców. Czuję, że jeszcze parę razy zaciągnę się tą atmosferą, tym dzisiejszym wieczorem i będę naprawdę tą lepszą sobą.
Trochę poświęcenia i można siebie nie przestawać lubić. Wygrywać walkę ze sobą to najwspanialsze zwycięstwo.
Odpadają zasady, przestają mieć znaczenie nakazy. Niebezpieczny stan.
Przelewa się, przekształca w coś o wiele piękniejszego uczucie bliskości niepełnej ale przez to doskonałej mur niezburzonego pragnienia i strachu piękna i doprawadzająca do szaleństwa nieśmiałość, spojrzenia prawdziwie celowe, walka ze swoimi myślami, miłość albo tylko jej namiastka, nie, raczej coś na kształt długo tłumionej samotności która wybucha pod powłoką zdrowego rozsądku i opanowania, które jest jednocześnie konieczne i niepotrzebne. Szukanie szczęścia z inną osobą ale ciągłe zawieszenie w niepewności tego co będzie ale też tego co jest i co było, niewykrywalność szczerości, tej prawdziwej nieistniejącej.
"Świat bawi się umierając"
Jedno spotkanie i rozmowa jak 10 wizyt u psychologa, mini grupa samopomocy i nowego, od nowa poznawania siebie, swoich pragnień, lęków, możliwości, analizowanie przeszłości z dystansem ale i zrozumieniem którego dawniej brakowało a teraz przyszło nie wiadomo skąd. Powstrzymywanie swoich pragnień, tych o których się śniło i marzyło. Pilnowanie siebie.
Zabawa, radość bycia chwilowa, zachwyt pięknem, akceptacja siebie w każdej (prawie) postaci i przy stonowanej postawie wobec życia ale bez przesady w żadną stronę. Nie trzeba się katować, wystarczy odrobinę pozytywnej energii do wyzwolenia.
Nie pozostaje nic oprócz pełnej akceptacji rzeczywistości nawet tych jej aspektów, których nie da się zaakceptować. Przemijalność przestaje uwierać, staje się swoistym wyzwoleniem i nie ma potrzeby się odurzać ani smucić bo można zająć myśli konkretnym tematem. Banalne rozmyślania, głębokie odczucia, dobre emocje do niektórych ludzi, przełamywanie pewnych stałych dla siebie barier i pielęgnowanie w sobie i utwierdzanie się w ideałach piękna i zasadach, które są kruche, ale nadają życiu charakteru uporządkowanego i ścisłego które można opisać wzorem, ująć w konwencję, przedstawić w filmie wysokobudżetowym. Nie trzeba myśleć o poddawaniu się o rzyganiu poczuciem winy i strachem przed rzeczywistością zdolną zniszczyć struktury umysłu. Jest za to zachwyt na przykład szczątkami człowieczeństwa albo tym, ze należy dbać o maskę gazową bo może kiedyś uratować życie. Pragnienie powrotu do początku, powoli i raz jeszcze - chciałoby się zacytować. Nie ma miejsca na widzenie źle i brak powonienia i brak poczucia humoru.
Zaczyna się kochać spontaniczność bo jest przejawem bycia naturalnym, szczerym.
Jest coraz lepiej, wszystkie dane na to wskazują bezsprzecznie nie ma wątpliwości co do tego. Plany na przyszłość są klarowne i rozpościerają się radośnie próbując wywalczyć pierwsze miejsce, łatwiej jest idealizować ludzi niektórych. Koniec totalnej alienacji, czas wojny duchowej zakończonej zwycięstwem, szczerość łatwo przechodząca przez drogi oddechowe, łatwość oddychania, ciepłe uczucia do wszystkiego co je odwzajemnia przypomnienie całego piękna zaklętego w muzyce i obrazach jakie się zna, chęć dzielenia się nim i poddanie się ostatecznie temu stanowi, zapadnięcie się całkowicie, poddanie rozsądku, umysłu, całej reszty...
asztaka
asztaka@gazeta.pl