Przeglądałem niedawno pięćdziesiąty, jubileuszowy numer AM i w Historii natrafiłem na Twój artykuł pt. Pomyłka Stwórcy. Czytając go, doszedłem do wniosku, że Ty również popełniłeś w swoim życiu kilka pomyłek, a jedną z nich było napisanie wspomnianego tekstu. Nie chodzi mi nawet o to, że wydaje mi się on zwyczajnie grafomański. To można nawet wybaczyć, choć dziwię się Qn`ikowi, że wyróżnił tak radosny popis rozszalałego szesnastoletniego pióra. Czepiać będę się czego innego. (Donald ostatnio narzekał, że polemizowanie na łamach naszego maga umarło, a przecież czepiactwem ono żyło, więc pragnę powrócić do tej jakże owocnej praktyki.) Mam Ci za złe przede wszystkim: hipokryzję, brak konsekwencji, nadęte moralizatorstwo i mówienie o rzeczach, o których nie masz zielonego pojęcia.
Ale po kolei. W Pomyłce... opisujesz historię chłopaka, który umówił się ze swoją byłą dziewczyną na seks - po prostu, bez zobowiązań, żadnych podtekstów, żadnych konsekwencji, zwykła powtórka tego, co robili, gdy byli razem. Wyrzucasz im obojgu, że zrobili źle, że postąpili jak niewyżyte zwierzęta. Oburzasz się na nich, wyzywasz od kurew, piszesz, że zawiodłeś się na ludziach. Jesteś święcie przekonany o swojej nieomylności i gdybyś tylko mógł, utopiłbyś tę Sodomę i Gomorę w morzu ognia. Jest w Tobie wiele złości, ale ani krzty empatii. Oceniać innych jest bardzo łatwo - o wiele trudniej, niż zrozumieć ich czyny.
Zanim wytłumaczę dokładnie, o co mi chodzi, muszę się odwołać do Twoich słów: "byli podnieceni (...) z powodu wizji zaspokojenia swoich animalistycznych potrzeb masturbacji z użyciem partnera (uważam, że już zwykły, jednoosobowy samogwałt jest lepszy, bo nie wykorzystuje się do tego drugiej osoby, więc nie rani się czyichś uczuć i nie plami czyjegoś honoru, a i przez to swój w mniejszym stopniu)" (podkreślenie moje - Phnom Penh). Pisząc to, popełniłeś znaczny błąd w rozumowaniu (a przynajmniej mam nadzieję, że to tylko przeoczenie, a nie tani chwyt erystyczny). Dałeś do zrozumienia, że Twój kolega postąpił źle, idąc ze swoją byłą do łóżka, ponieważ zranił ją i splamił jej honor, a tak przecież nie było. Ta dziewczyna wiedziała, na co się decyduje, więc dlaczego sugerujesz czytelnikom, że została skrzywdzona? On jej w żaden sposób nie wykorzystał. Nie wmawiał jej, na przykład, że to taki "numerek na zgodę", po którym do siebie wrócą - to byłoby zwykłe kłamstwo, a więc faktycznie wątpliwy moralnie uczynek. Oboje mieli pełną świadomość, co robią, dlaczego i po co. Chodziło im tylko o, powiedzmy, miłe spędzenie wolnego czasu. A że umówili się na seks, a nie na kręgle, to już inna sprawa.
No właśnie, w tym punkcie też się krańcowo różnimy. Piszesz (jakże słodko): "jestem z tego wymierającego gatunku ludzi, którzy uważają, że spełnienie (...) jest dopełnieniem miłości i że jest to rzecz zbyt piękna, aby ją w ten sposób brukać". Uwierz mi - gdy będziesz starszy, przestaniesz na sprawy damsko-męskie patrzeć tak idealistycznie. Masz szesnaście lat i Twoje erotyczne doświadczenia sprowadzają się, jak mniemam, do kilku pocałunków, jakichś nieśmiałych, szczeniackich macanek na szkolnej dyskotece i ewentualnie do skrywanego autoerotyzmu (w tym świetle Twoje stwierdzenie, że masturbacja jest mniejszym występkiem niż seks bez miłości, brzmiałoby jak marne usprawiedliwianie się kosztem innych). Poczekaj, aż sam zaznasz przyjemności bycia z kobietą i dopiero wtedy wypowiadaj się na ten temat. Mogę Cię zapewnić, że zmienisz zdanie i - podobnie jak Twój kumpel sybaryta - przekonasz się, że seks z kochaną osobą nie różni się tak bardzo od uprawianego dla czysto zmysłowej rozkoszy z dziewczyną, która jedynie pociąga Cię fizycznie. Co więcej, ten drugi może być nawet przyjemniejszy.
Nie mówię od razu, że będziesz co imprezę zaliczał inną panienkę - tego nie wiem. Jednak nie sądzę, żebyś stosunek nawet ze swoją ukochaną traktował jak metafizyczne dotknięcie niewyrażalnego absolutu. Przykro mi, ale w tym wszystkim chodzi o ucieranie pewnych miejsc, o wzmożoną aktywność kilku gruczołów, o nadprodukcję hormonów i tego typu biologiczne paskudztwa. (Jasne, bliskość, czułość, uczucie też są ważne, ale - przepraszam za bezpośredniość - jesteś w stanie osiągnąć orgazm również z prostytutką.)
Założę się, że teraz mi najzwyczajniej w świecie nie dowierzasz. Wydaje Ci się, że nigdy nie spełni się to, co prorokuję. Nie będę Cię więc zbyt usilnie przekonywał, ale jestem pewien, że kiedyś wspomnisz moje słowa i zaśmiejesz się ze swojej młodzieńczej naiwności. Oczywiście: masz prawo do swojego zdania, nawet do śmierci możesz więc myśleć, że spełnienie jest pięknym i czystym aktem połączenia dwóch dusz. Życzyłbym Ci nawet, abyś na zawsze pozostał pełnym młodzieńczych ideałów człowiekiem - aby życie nie zrobiło z Ciebie cynika.
Kiedyś równie surowo jak Ty osądzałem innych. Wydawało mi się, że ja jeden wiem, co jest dobre, a co złe, denerwowałem się na ludzi, którzy nie wypełniali tych moich norm etycznych (które jednak uważałem za uniwersalne). Dziś już zdaję sobie sprawę, że niekoniecznie miałem rację - zdarzało się, że kierowała mną niewiedza, brak wyobraźni, czasem również zawiść (przyszło mi właśnie do głowy, że być może Twój tekst jest po prostu wyrazem zazdrości prawiczka o to, że jego rówieśnik prowadzi ożywione życie erotyczne). Często oceniałem decyzje podjęte przez swoich znajomych w sytuacjach, w jakich sam nigdy nie byłem. Jednak gdy później stawałem przed podobnym wyborem, obierałem drogę, którą uprzednio tak żarliwie potępiałem. I to nawet nie (tylko) dlatego, że łatwiej wyznawać jakieś zasady, niż według nich żyć. Wtedy byłaby to jedynie hipokryzja, a tu w grę wchodziło coś więcej.
Po prostu zmieniłem się. Nabrałem trochę doświadczenia, poczułem na własnej skórze, że świat nie jest taki czarno-biały. Gdy byłem w Twoim wieku, miałem bardzo rozbudowany kodeks etyczny. Niejako wymagałem od wszystkich, żeby byli idealni (Ty robisz podobnie: potępiasz parę opisaną w Pomyłce Stwórcy, bo nie wypełnia Twojego wzoru człowieczeństwa). Dziś już wiem, że to nie o to chodzi. Wszyscy jesteśmy różni, wszyscy też jesteśmy ułomni. Domaganie się, abyśmy byli aniołami, nie ma sensu, nie podołamy temu zadaniu. Już lepiej chcieć od nas, żebyśmy nie byli świniami. To taki program minimum: możemy robić wszystko, dopóki nie ranimy innych ludzi. Dlatego też nie uważam, żeby Twój kumpel i jego była postąpili źle. Chociaż jeszcze kilka lat temu byłbym przeciwnego zdania.
I tutaj masz punkt zaczepienia: jak na tacy podaję Ci argument, od którego możesz zacząć polemikę ze mną. Odbij więc piłeczkę i napisz, że rację miałem właśnie wtedy, gdy byłem młodszy. Dziś zaś próbuję jedynie wytłumaczyć sobie złe uczynki, rozwiązłość, sprzeniewierzenie ideałom, czy jak to tam nazwać. Chcę w ten sposób usprawiedliwić się przed sobą i innymi. Pragnę tą moralnością po przecenie zagłuszyć wyrzuty sumienia. I w ogóle na starość się ze mnie zrobił hedonista i dziwkarz. Ech, czas kończyć, wypić za ten upadek, zajarać blanta i oddać się perwersyjnej rozkoszy z pierwszą napotkaną w knajpie cycatą blondynką.
Phnom Penh
phnom@go2.pl
"Wszystko wolno, hulaj dusza!
Do niczego się nie zmuszaj.
Niczym się nie przejmuj za nic,
Nie wyznaczaj sobie granic (...)
Nie planować i nie marzyć:
Co się zdarzy, to się zdarzy.
Nie znać dobra ani zła -
To jest gra i tylko gra."
Jacek Kaczmarski - "Postmodernizm"