Każdy ma coś do zrobienia...

 

Szłam wyludnioną ulicą. Mimo wczesnej pory ludzie poukrywali się w swoich domach przed chłodem i wszechogarniającą ciemnością nadchodzącej nocy. Nieliczni przechodnie pędzili szybko, jakby obawiając się niespodziewanego. Moje kroki odbijały się głuchym echem od ścian. Nie czułam się źle. Pierwszy raz od naprawdę dawna widziałam światełko nadziei i mimo że nadal odległe i nieprzystępne, wierzyłam w nie. Rozmyślając weszłam na stację PKP. Budynek jak każdy inny tego typu- obdarte, brudne ściany, schodzona posadzka, nijakie, niewygodne drewniane ławki. Tylko te żarówki. Świeciły nie tak jak zwykle, przytłumionym blaskiem, ale jasno, prawie oślepiająco. Jak w tych idealnych gabinetach lekarskich, gdzie wszystko musi być czyste, białe ściany rażą oczy nieprzyjemnym wrażeniem sterylności, a całość jest nieprzyjazna. Tak było i na tej stacji, którą przecież znam od dawna, a do dziś nawet ją lubiłam. Czekając na pociąg mogłam zaszyć się w kącie poczekalni i obserwować. Ludzi, ich zachowania, czasem irracjonalne... Te wszystkie twarze, każda ze swoją własną, niepowtarzalną opowieścią. Lubiłam domyślać się nastrojów, dopisywać historię ludziom których nie znałam i nie miałam nigdy poznać.
Kupiłam bilet. Trasa Nysa- Otmuchów Jezioro. Przystanęłam na chwilę, zastanawiając się czy usiąść na zewnątrz, w swoim ulubionym miejscu, czy, z racji zimna, zostać w nieprzyjemnej poczekalni. Wybrałam to drugie. Była 17, pociąg odjeżdżał o 17.47, miałam więc trochę czasu. W pomieszczeniu oprócz mnie znajdowali się jacyś dwaj mężczyźni. Właściwie jednego mogłabym określić mianem chłopca... Tylko że chłopcem nie był. Ale tak się zachowywał. Pusty wzrok, bierność... Chyba był opóźniony. Ale to okropne słowo. Jego opiekun, na oko trzydziestoletni, wciąż zajmował się nim. Nie potrafiłam, nie chciałam na to patrzeć. Nagle do poczekalni weszła jakaś dziewczyna, mniej więcej w moim wieku, może trochę starsza. Nie rzucająca się w oczy, ubrana w jedną z tych kurtek, które noszą prawie wszyscy. Pod spodem niebieska, luźna bluza. Na nogach dżinsy i buty jakich wiele, plecak nie wyróżniający się niczym szczególnym. Nie usiadła, zaczęła krążyć wkoło, oglądając wszelkie ulotki i ogłoszenia na ścianach. Na dłużej zatrzymała się przy rozkładzie jazdy. Po chwili poderwała się, jakby z głębokiego zamyślenia, i podeszłą do kasy. Spojrzałam na zegarek. 17.30. Powoli podniosłam się z ławki i wyszłam na peron. Jakoś wytrzymam chłód. Miałam już dość obskurnej poczekalni. Nieświadomie przeszłam przez podziemne przejście. Usiadłam na ławce z której miałam widok na budynek. Po chwili wyszła. Podświadomie wiedziałam, że mimo wolnych ławek usiądzie obok mnie. Jednak czekałam z napięciem. Podeszła cicho, zadając jedno proste pytanie.
- Można się dosiąść?
Kiwnęłam głową.
I siedziałyśmy tak, bez słowa, bez żadnego spojrzenia. Wszystko było zwyczajne, ale jakieś dziwne, nie potrafię tego wyjaśnić. Nagle cisza została przerwana. Jakaś pani zmęczonym głosem oznajmiła przyjazd pociągu. Moja współtowarzyszka wstała od razu, widocznie nienawykła do jeżdżenia pociągami. Z reguły było tak, że po ogłoszeniu pociągu mijało jeszcze kilka minut do jego przyjazdu, można było spokojnie posiedzieć jeszcze chwilę. Ja też wstałam, w jakiś sposób udzieliło mi się to zdenerwowanie. Stanęłam za Nią, tak zaczęłam nazywać ją w myślach. Na ogół nie zadaje się z dziewczynami, sama jestem jedną z nich i wiem jakie mogą być wredne i przebiegłe. Ale Ona miała coś w sobie, nie potrafiłam określić co to było.Przyjechał nasz pociąg. Wskoczyłam na schodki i zobaczyłam jak wsiada do pierwszego wolnego przedziału. Zbliżyłam się.
-Można?
-Jasne. Dokąd jedziesz?
-Otmuchów Jezioro.
-To niedaleko.
-A ty?
-Do Kamieńca.
-Mieszkasz tam?
-Nie, jestem z...
I tu nie dosłyszałam, ale nie przejęłam się tym. Zrzuciłam plecak i kurtkę, kładąc je w nieładzie na siedzenie i usiadłam tyłem do kierunku jazy, przy oknie. Ona w tym czasie powiesiła kurtkę na wieszak, rozprostowując ją, a plecak ułożyła równo obok siebie, siadając naprzeciwko mnie. Po chwili szybko podniosła się, aby zamknąć drzwi przedziału.
Poczułam że mój telefon zaczął wibrować w kieszeni kurtki, więc wyciągnęłam go razem z portfelem. Ona rzuciła ciekawym spojrzeniem na napis znajdujący się na nim, ale szybko odwróciła wzrok, jakby bojąc się chwili słabości. Przeczytałam sms-a.
"Siedząc w czwartym rzędzie
Świątyni i batmana
Poddawałem swój mózg antykoncepcji.
Pewnego razu zapukała do mnie myśl i wręczyła wymówienie.
Batman stracił kolejnego niewolnika..."
To mój wirtualny przyjaciel Zabójca. Pięknie pisze. Rozmyślając nad jego słowami spojrzałam w okno. Nie było nic widać. To przez te lampy, takie same jak w poczekalni. Tylko że tu były jeszcze nieprzyjemniejsze, odbijając się od lśniących powierzchni ścian i szyby. W oknie widziałam tylko Ją i ściany obok. Straciłam swoje ulubione zajęcie w pociągu- wpatrywanie się w migające szybko obrazy bezkrensych pól i w rzadkie światełka oznajmiąjące z daleka obecność człowieka. Chcąc zabić nudę zaczęłam przyglądać się Jej.Patrzyłam na jej twarz, którą na początku uznałam za pospolitą. Miała wydatne kości policzkowe, usta pokryte wokół malutkimi rankami, widocznie długo przebywała na zimnie. Pod wysoko uniesionymi brwiami znajdowały się piękne oczy. Były prawie czarne, wyrażały smutek jakiego nigdy nie widziałam, prawie rozpacz! Uśmiechnęłam się do Niej. Przez chwilę w jej oczach zagościła jakaś iskierka radości. Pomyślałam, że na swój sposób jest nawet piękna, a na pewno ciekawsza ode mnie. Wpatrywałam się w nią zdziwiona że zobaczyłam to dopiero teraz. Nagle Ona spojrzała na mnie. Szybko odwróciłam wzrok. Coś kazało mi wrócić spojrzeniem. Ale nie wytrzymywałam jej oczu. Zaczęła się swoista gra. Ja w szybę, Ona to samo. Ona przed siebie, ja też. Moją uwagę przykuły stłumione odgłosy całego pociągu. Przerwałam dziką gonitwę wzroków, uspokoiłam ją. Wsłuchiwałam się w przytłumine dudnienie kół, docierające jakby z daleka... Przez zamknięte drzwi dobiegała cicha rozmowa konduktora z jakimś pasażerem. Na pierwszy plan wysunęło się skrzypienie, tuż obok, w przedziale. Czułam, jakbym znalazła się w "Oszukać Przeznaczenie", kiedy wszystko wokół daje znak, że śmierć jest blisko... Czułam bicie mojego serca, uderzało w rytm kół pociągu... Zaczął padać deszcz, na szybie pojawiły się długie smugi... Do głowy wpadło mi tysiące nieuporządkowanych myśli, żal za straconymi chwilami, za tym co mogło być, a nie będzie... Ogarnął mnie paniczny strach, chciałam krzyknąć...
-To już Wójcice?
Ona wyrwała mnie z tego okropnego stanu. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, nigdy nie przeżyłam czegoś podobnego. Serce biło mi szybciej, nie mogłam się uspokoić. Po dłuższej chwili kiwnęłam tylko głową. Co się ze mną dzieje? Pociąg przyspieszył, koła nie dudniły już w rytm mojego serca. Po tych dziwnych przeżyciach pozostał tylko niepokój. Świat za oknem wydawał się taki dziwny, krajobraz znany za dnia teraz zmienił swoje oblicze, nie poznawałam już niczego. Kolejna stacja. To już Otmuchów. Zaraz będzie mój dom... Tylko spokojnie... Wstałam szybko. Stojąc tyłem do Niej ubrałam kurtkę i złapałam plecak. Odwróciłam się i rzuciłam krótkie "Na razie". Wiedziałam, że nigdy już się nie spotkamy. Z ogromną ulgą wyszłam z przedziału. Czekałam przy drzwiach, niecierpliwie wypatrując swojego domu. Gdy wyszłam z pociągu szybko pobiegłam za bramkę mojego podwórka. Stanęłam. Coś kazało spojrzeć mi na pociąg. Siedziała przy szybie, wpatrując się we mnie... Uciekłam. Nie mogłam wytrzymać tego wzroku. Zaszyłam się w swoim pokoju, rozmyślając o moim życiu, o tym co zdarzyło się w pociągu...
Rano wstałam jak zwykle do szkoły. Niepokój nie znikł. Tato siedział przy śniadaniu, czytając gazetę. Przeczytał na głos według niego najciekawszy kawałek...
"Wczoraj, w pobliżu Paczkowa,z niewiadomych przyczyn pociąg relacji Kędzierzyn Koźle- Kamieniec Ząbkowicki wykoleił się, po czym spadł z dziesięciometrowej skarpy. Dwudziestu rannych przewieziono do szpitala w Paczkowie, niestety na miejscu śmierć poniosło dwanaście osób. Co dziwiejsze, jedna z ofiar, młoda dziewczyna ubrana w kremową kurtkę, niebieską bluzę i dżinsy, której tożsamości dotąd nie udało się ustalić, miała przy sobie list pożegnalny. Nikt nie wie, czy zamierzała popełnić samobójstwo. Rzecznik..."
Mój umysł przeszyła myśl- "Ona tego chciała. Chciała żebyś wysiadła. Ten wypadek miał zdarzyć się koło Nysy. Opóźniła go. Poświęciła swoje życie. Bo ty masz jeszcze coś do zrobienia..."
I Ty, drogi czytelniku, też masz coś do zrobienia w swoim życiu...

 

 

ewqa