| Kolejny chory tekst (c) by Pewien Gość | Reklamacji nie uwzględniamy |
Witam was po raz ostatni. Dobrze zrozumieliście,
postanowiłem zakończyć moją skromną karierę w AM. Nie cieszcie się tak, to
nieładnie. Zupełnie nie wyobrażam sobie, jak to dalej pociągnąć. I nie chodzi
nawet o brak natchnienia, choć o to oczywiście też.
Dwa dyżurne tematy, uparcie się ostatnio trzymające Qn`ikowego pisma, to: samobójstwa, nieszczęśliwe miłości, względnie inne pierdoły rozmaitej maści i na jeszcze rozmaitszym poziomie. Gdybym kiedyś przypadkiem miał ochotę poczytać coś takiego, to podprowadziłbym siostrze "Bravo", co miałoby tę zaletę, że nnie wypalałbym sobie oczu promieniowaniem z monitora. Czasami zastanawiam się, jak wśród tego badziewia wyglądają moje teksty? Ty tam przed monitorem, nie szczerz się, to wcale nie jest zabawne. Zresztą nie twierdzę, że moja twórczość jest szczególnie wybitna, ale ja tu się maltretuję, godzinami pracowicie składam przemyślane teksty na przemyślane tematy, a tymczasem jakiś franek wystuka sobie od niechcenia pięć zdań, wyśle i później wszystkie nagrody za to zainkasuje. A ja co? Figę.
Ot, weźmy takiego Phnoma Penha. Ten co by nie napisał, z miejsca dostaje wyróżnienie. To już się robi po prostu nieprzyzwoite. Jak można tak bezczelnie wciskać się do każdego numeru z kolejnym bublem obliczonym wyłącznie i tylko na uzyskanie wyróżnienia? Powiedzmy sobie wreszcie prosto w oczy: Phnom Penh to beznadziejny grafoman, któremu się wydaje, że się zna na literaturze, a Qn`ik i reszta udają, że rozumieją jego grafomańskie teksty i przyznają im sierpy. Zresztą jeżdżą sobie razem na zjazdy, piwko sobie razem piją, to i czemu by mieli sobie nawzajem wyróżnień nie przyznawać? A ja powiem tyle: banda szubrawców z was! Sorry chłopaki, ale akurat naleciało mnie dziś na szczerość.
Jak do AM przylazł Eddie, to od razu wiedziałem, że nic dobrego z tego nie wyniknie. I proszę, już wkrótce wszyscy liczący się tekściarze spakowali manatki i poszli sobie, że wspomnę tylko Misia Eryka. Nie ma co ukrywać, Eddie na spółkę z Qn'iem uśmiercili polemikę w AM. Orzekli, że nie można używać cytatów, to i ludziska przestali polemizować w ogóle. No bo co to za polemika bez cytatów? Chore to i zboczone, ale dwóch wzmiankowanych osobników ubzdurało sobie, że tak właśnie polemika ma wyglądać. I słowo stało się ciałem. Powinszować sukcesu.
Jakby tego było mało, postanowiono zakazać poruszania najpoczytniejszych tematów. Co z tego, że ludzie lubią o karze śmierci, aborcji czy satanizmie czytać i dyskutować, skoro wielmożny pan Eddie zadecydował, że go to nudzi i że więcej satanizmu na łamach AM nie będzie? W końcu to jest magazyn Eddiego, a nie jakichś tam czytelników, prawda? Zresztą, które szanujące się pismo pyta o zdanie czytelników?
Niedawno Qn`ik wpadł na jeszcze głupszy pomysł i mianował dodatkowych dwoje ludzi do "przesiewania" tekstów. I znów nepotyzm i kumoterstwo, coś czego najbardziej w świecie nienawidzę. Nie wystarczy, że mamy pełno tego gówna w polityce, w gospodarce, na uczelniach? Musicie jeszcze sprowadzać to tutaj, musicie od razu rozwiewać młodym ludziom marzenia o sprawiedliwości i uczciwości, pokazywać im "szkołę przetrwania" w tym świecie?
Najgorszy interes zrobiliście na Donaldzie. Nie sprawdził się w pisaniu tekstów, nie odniósł większych sukcesów, no to teraz odreagowuje na innych, odrzucając co wartościowsze arty, a przepuszczając gnioty, byle tylko czyjaś sława nie przyćmiła jego własnej. Dlaczego nikt tego nie dostrzega, dlaczego nikt nic z tym nie robi? Czy to, żeby jakiś nawiedzony pseudokomunista z Rzeszowa był sobie GK, jest ważniejsze od naszych tekstów?
Właśnie. Czy wiecie jaki jest najnowszy wyczyn Donalda? Odrzucił mój tekst! A więc po to przez ponad dwa lata, po to przez blisko trzydzieści wydań Action Maga starałem się wypracować swój niepowtarzalny styl, aby teraz byle wariat leczył kompleksy odrzucając przez byle kaprys moje teksty? Dziękuję pięknie, ja się na takie warunki nie godzę.
A tak na marginesie - wydawało mi się, że mój talent spotka się z odrobinę większym uznaniem. Bez fałszywej skromności; uważam, że pisałem całkiem nieźle. Kto kiedykolwiek o tym wspomniał choćby słówkiem? Kto dał mi odczuć, że moja obecność tutaj nie jest pomyłką? Chyba tylko w takim stopniu, bym nie odszedł jeszcze wcześniej. Innym autorom się nie dziwię, w końcu każdy ma pełne prawo myśleć tylko o sobie. Ale jednym z zadań redakcji jest przecież jakieś motywowanie piszących. A jaką motywację, do cholery, mogłem mieć ja?
Kiedyś AM był magazynem ludzi myślących. Myślących i piszących. Najbardziej liczyły się teksty. Nie było zjazdów, nie było żadnego głupiego forum, koszulek, irców i innego szmelcu. Teraz nikt już nie pisze dla samego pisania. Pisze się, bo się chce wcisnąć na zjazd. Pisze się, bo się chce puszyć przed innymi: patrzcie jacy idioci, zamieścili mojego bezsensownego arta!
Żeby zobaczyć w całej okazałości, jaką wagę przykłada się teraz do tekstów, wystaczy zajrzeć na Forum AM (o ile akurat nie padło). Ze dwa tygodnie przed ukazaniem się kolejnego numeru jakiś głupek zakłada tam topic o nazwie, przykładowo, "AM 56". Następnie przez te dwa tygodnie topic zapełnia się jęczeniem, że jeszcze nie ma nowego numeru, pytaniami, kiedy będzie nowy numer, przechwałkami niektórych, że oni już nowy numer sobie wiadomymi sposobami zorganizowali i przeczytali. Wreszcie nowy numer zostaje zamieszczony na jakiejś stronce, wszyscy się na niego rzucają, pojawia się kilka zdawkowych peanów na cześć Phnoma Penha tudzież niezgrabne zaloty do jakiegoś dziewczęcia, jeśli takowe napisało jakiś tekst. I to wszystko. No, jeszcze może jakieś odkrywcze stwierdzenie typu "teraz tylko czekać na następny numer".
Jak już przy Forum jesteśmy, chciałbym jeszcze zwrócić uwagę i na ten problem. To burdel jakiś jest, a nie forum! Forum to ja sobie wyobrażam jako miejsce, w którym najlepsi autorzy Action Maga spotykają się, by podyskutować o problemach, poruszanych w swoich tekstach. Tymczasem rzućmy okiem na listę najaktywniejszych użytkowników Forum - same buraki, przybłędy nie wiadomo skąd.
Z tak zwaną świeżą krwią zwykle wiąże się wielkie nadzieje, w AM natomiast człowiek na widok nowych ksywek zaczyna się odruchowo modlić do bóstw o litość. Przecież młodzi autorzy nie muszą tworzyć tego magazynu od zera, mogą sobie wpierw przeczytać kopę wcześniejszych numerów, wyłapać ze "starej" twórczości jej najlepsze strony, a wystrzegać się błędów tam popełnianych. Gdzieżby tam! Stare błędy owszem, popełniają, zaś na najlepszych autorach minionych numerów ani myślą się wzorować. Bo i po co, czemu mieliby się oglądać na takiego Archwimilimiłopotopoczerpaczkiwiczanina czy innego Pasibrzucha, skoro sami są tacy mądrzy, genialni i utalentowani?
Zaostrzona selekcja paradoksalnie obniżyła całkiem niezły do tej pory poziom artów. Dawniej każdy potencjalny autor, nie będąc skrępowany jakimiś wydumanymi limitami, tworzył sobie co tylko chciał. Większość oczywiście chciała dobrze, ambicją ich było pisanie tekstów wybitnych. Pozostały już po tym tylko wspomnienia. Pisze się obecnie po to i tylko po to, żeby tekst przeszedł selekcję - żeby się ukazał. Tylko "starzy" autorzy, których garstka jeszcze się trzyma, mają odmienne marzenie: chcą zostać GK. I z pewnością im się uda, bo co Qn`ikowi szkodzi, żeby było na przykład piętnaście osób przesiewających nadsyłane teksty?
Z jednej strony ostra selekcja, a z drugiej znowu przymykanie oka na tanie a kiczowate chwyty, które powinny dyskwalifikować tekst od razu na wstępie. Osobliwe sposoby osiągnięcia sławy to sobie zwłaszcza płeć podobno piękna wypracowała. Jak tylko jakaś smarkata samozwańcza wieszczka chce spłodzić wspaniały tekst, to zamiast nad treścią jego pomyśleć, ustawia sobie jak największe marginesy. Ostatnio taka jedna zrobiła taki margines, że ledwo się jeden wyraz w wierszu mieści. Bardzo twórcze, nie powiem. Po takim zabiegu nawet największe głupoty będą wyglądały na natchnione i wzniosłe. Zastanawiacie się, dlaczego w swoim pożegnalnym tekście o takich bzdetach wspominam? Ja również się zastanawiam i coś mi mówi, że po prostu moja irytacja sięgnęła już zenitu, bo nawet na formie pożegnalnego tekstu przestało mi zależeć.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego nie mogę już więcej pisać - właśnie zabrakło mi czipsów paprykowych i piwka marki Żywiec.
No dobra, w tym miejscu już powinniście się zorientować - jaja sobie z was robię! Oczywiście ani mi w głowie opuszczanie naszego kochanego Maga, nawet jeśli czasami na to zasługuje. I oczywiście wszystko inne, co tu zostało napisane, napisane zostało z przymrużeniem oka. Będę pisał dalej - chyba, że przypadkiem (odpukać) znormalnieję. A ten tekst dedykuję wszystkim sfrustrowanym writerom, których mantra brzmi: "dawniej to było lepiej w AM...". Może i było. C'est la vie, raz na wozie, raz w nawozie. Więc może jeszcze będziemy z powrotem na wozie.
Pewien Gość
zlosliwiec@pf.pl
PS. A swoją drogą, co niektórzy mogliby wyciągnąć wnioski z co
niektórych fragmentów tego tekstu :-)
[Eddie: Dziewczyny przeczytały
tego PSa? No, to dziewczyny go sobie wezmą do serca ;)]
17.10.2004