Wszyscy faceci to...
czyli o tym, co już dawno
winno być w Aktion Magu powiedziane
De Leilha
W swoim czasie zapłoniła
białym ogniem w Action Magu dyskusja o kobietach. Jej prowokatorem był
oczywiście 7-mały-7, który z gracją oskarżył WSZYSTKIE białogłowy
mieszczące się w przedziale wiekowym 14-19 o perfidną skłonność do wyciągania z
portfeli mężczyzn zielonych banknocików. Muszę przyznać, że uwielbiałam
niegdyś zaczytywać
się w polemikach, w których próbowano – z mizernym skutkiem niestety –
zbijać argumenty stawiane przez małego. Zastanawiam się teraz, czy był ktoś
taki, kto nie uczestniczył w owej dyskusji. Sądząc z liczby polemik, właściwie każdy
już odpowiedział (bądź nie - jeżeli mu się nie udało) sobie na pytanie,
które machinalnie nasuwa się po przeczytaniu artykułu małego - czy każda
dziewoja choruje na kleptomanie. Jednak jest pewien problem - mianowicie, bardzo mało
złotogłów (a także - by mi ktoś nie zarzucił, że dyskryminuję
panny, o innym niż złotym kolorze włosów - ognistogłów i czerniogłów) pisywało
ówcześnie do AM, przez co faceci nie dowiedzieli się dotychczas jak na felieton
małego reaguje płeć piękna. Sytuacja powoli zaczęła się zmieniać –
coraz to nowe kobiałki postanawiały publikować swoje teksty. Mimo wszystko,
żaden z nich nie traktował o stosunkach damsko-męskich. Troszkę mnie to
– trzeba sumiennie przyznać – zdziwiło, bowiem podczas lektury serii
artykułów "wszystkie kobiety to..." wydawało mi się,
że dziewczyny nie pozostawią na małym suchej nitki, za jego nieziemskie
brednie, które z taką pewnością siebie na każdym kroku wygłaszał. Jak widać powodem tego, że babeczki nie
kontrargumentowały
wypowiedzi małego było to, że nie chciały one zrobić z siebie pośmiewiska – bo innego uzasadnienia
spadku aktywności pań w tym temacie nie przyjmę. Każdy wszak wie, że
kobieta nie pozwoli jakiemukolwiek facetowi bezpodstawnie krytykować jej cech
charakteru. :)
W
każdym bądź razie płeć piękna przestała interesować już actionmagowców jako
temat do popołudniowych dyskusji i sporów, co niestety doprowadziło do
tego, że owa największa w AMie dyskusja wygasła. Nie przypominam sobie
jednak, żeby pojawił się kiedykolwiek na łamach naszego maga tekst, który oczerniałby
złe strony charakteru mężczyzn, przy czym nie zostałby napisany przez
feministkę. Wiem, że to niestosowne, ale fakt ten zmusza mnie do wyrażenia
własnego o tej kwestii zdania. Jako iż nie jestem żadną feministką i
naprawdę bardzo lubię oraz szanuję (jeżeli naturalnie na to zasługują) mężczyzn,
nie będzie to artykuł ni agresywny wobec facetów, ni tym bardziej obrażający
ich. Chciałabym bowiem kulturalnie (na wzór UnionJacka, który wypowiadał
się niegdyś o dziewczynach), na poziomie skrytykować drobne wady facetów – że
tak to bezpośrednio i niezbyt delikatnie ujmę.
Być
może wielu przedstawicieli płci brzydkiej zarzuci mi po przeczytaniu tego
felietonu, że nie mam racji, że jestem troszkę za młoda, bym mogła posiadać większe
doświadczenie w tych sprawach, dzięki czemu miałabym podstawy do krytykowania potknięć
facetów, ale ja naprawdę
jestem zorientowana w tym temacie. Pozwólcie, że uzasadnię to twierdzenie faktem, iż
od kilkunastu już lat użeram się bez przerwy szesnaście godzina na dobę z
dwoma facetami (tata i brat - wprawdzie mogłabym jeszcze dopisać mojego
kuzyna, ale z uwagi na to, że nie mam z nim tak poważnych problemów
jak z bliższą rodzinką, nie będę obwiniać go za coś, czego nie popełnia :)), którzy potrafią tak finezyjnie i trafnie, a
przy tym cholernie złośliwie dogryźć, że niejeden normalny,
zdrowy psychicznie człowiek, padłby ze zmęczenia, gdyby dane mu było
sprzeczać się z nimi tyle czasu, co ja. Może to dziwne, ale człowiek nie
cieszy się szczególnie, gdy obcinając paznokcie, słyszy za plecami wielce
„zabawny” komentarz bliźniego w stylu „ty się tak, młoda nie
przemęczaj, do garów lepiej idź, bleble...!”. Doprawdy –
gdybym tylko miała przy sobie siekierkę czy motykę, to wymierzyłabym
braciszkowi tak zgrabny cios w... no – niech będzie - facjatę, że musiałabym
zmywać jego krew (Miech, sąsiedzie – pozdrowienia! A propos - wychodzisz
jeszcze na wieś? :) sorry - to było wredne :)) ze ścian, co najmniej przez
miesiąc – eh, czego by się dla pobicia brata nie zrobiło...
Jeżeli
już was przekonałam, co do mojej wiedzy o stosunkach (ekhem) damsko-męskich,
to bezapelacyjnie mogę już rozpocząć tekst właściwy.
Może to nieprawdopodobne, ale My zawsze będziemy Wam wierne - o ile oczywiście zagwarantujecie nam, że nigdy nas nie opuścicie, że nie macie żadnej innej oprócz nas, że nas kochacie i tym podobne podbudowujące przyrzeczenia, obietnice. I zapamiętajcie sobie raz na zawsze - my tego potrzebujemy! Wchodząc z nami w związek równocześnie decydujecie się na całkowitą rezygnacje z kolegów, a przede wszystkim z koleżanek! Rozumiemy, że na pierwszy rzut oka jest to bardzo trudny, wymagający nie lada poświęcenia krok, jednak zauważcie, że dzięki temu, będziemy mieli dla siebie o wiele więcej czasu :). Oczywiście pozwolimy Wam pójść na mecz, wybrać się z kolegami do kręgielni, jednak pod jednym warunkiem: nie będzie Wam towarzyszyć inna kobieta. Nawet ta, która jest mniej atrakcyjna od nas. Licho nie śpi, a Wam może się czasem coś poprzewracać w główce, toteż wychodzimy z założenia, że lepiej jest dmuchać na zimne, niż później dotkliwie się oparzyć.
Jeżeli, kochani :), twierdzicie, że My potrzebujemy faceta, który koniecznie musi posiadać potężny skarbiec, po brzegi wypełniony tym, na co zwykle łakome są wszelkie siksy, z którymi tak często nas mylicie (**), urodę Brada Pitta i klator niczym coś, co przypomina krzyżówkę Hulka z moim brat... SuperManem :), to jesteście w ogromnym błędzie, bowiem My, w przeciwieństwie do Was, bardziej doceniamy przymioty osobowości, niż nierzadko wyprowadzający w błąd wygląd zewnętrzny. Poza tym, My mamy poważną alergie na lalusi i narcyzów, objawiającą się gwałtownym uaktywnieniem prawej kończyny dolnej, która na zasadzie trzeciej dynamiki Newtona przekazuje energię owym uroczym do mdłości istotkom tak przez Nas znienawidzonym :). My, Margarita, mamy nadzieję, że uczyliście się fizyki :). W każdym razie nie myślcie sobie, że Naszym jedynym marzeniem jest chodzenie z nadzianym facetem, który na komendę "do nogi", niczym wierny pies, stawałby nam przy pantofelkach i grzecznie pytał, czego sobie życzymy. Oczywiście nie ukrywamy, że miło by było, gdyby nasz mężczyzna potrafił obronić nas przed każdym niebezpieczeństwem, ale nie wymagamy tego naturalnie od, wybaczcie mi tą bezczelną nazwę, cherlawego kłosa (tak się u nas mówi na gości, którzy przy wzroście 80, ważą 45 kilo :)).
Pisał dawno, dawno temu do Action Maga pewien bardzo inteligentny i na swój sposób zabawny - yeah! - gościu, o imieniu Eryk, który miał niezwykle błędne poglądy na temat dziewczyn. Twierdził on bowiem, że kobieta nie powinna być inteligentniejsza od mężczyzny, z którym chodzi. Zaznaczył on także, że gdyby było przeciwnie, powinna ona jak najszybciej zakamuflować swój nadmiar IQ i nie wywyższać się ponad partnera. Mimo to Eryk podkreślał, że szanuje i ceni ambitne i mądre dziewczyny. I tu daje o sobie znać paradoks - mianowicie kolega MR nienawidzi kobiet, które są odeń inteligentniejsze, przy czym uwielbia panie mądre i zaradne. Czyli jego dama ma być inteligentna, jednak nie na tyle, by móc przegadać go w rozmowie :). No proszę, cóż za wymagania! Ja nie chcę szanownego kolegi urażać, ale kierować się tak żelazną zasadą w doborze panienek, to tak, jakby szukać igły w stogu siana, która byłaby wykonana z ususzonego źdźbła trawy :). Tzn. to tak, jakby już na wstępie dawać sobie niezwykle mikre szanse na znalezienie tej jedynej. Niemniej jednak znajduje się w tym stwierdzeniu bardzo maluteńkie ziarenko prawdy, które zapewne wszystkie kobiety bardzo dobrze znają i o którym w tymże artykule na pewno nie wspomnę, jako że jest ono największą damską tajemnicą, o! Wyjawię tylko, że kobiety stosują je do połowów. Czego? Bynajmniej nie ryb, tyle wam powiem ;). HA!
Och, zapomniałabym: drodzy mężczyźni, jeżeli kiedykolwiek zawiedziecie Swoje królewny, to przykro mi, ale możecie pożegnać się ze swoją drugą połówką. Niestety - kobieta to stworzenie bardzo delikatne, przy czym niezwykle nieufne. Słyszeliście o popularnym skądinąd przysłowiu, które głosi, że "nie wchodzi się do tej samej rzeki"? Zasada ta jest przez nas nadzwyczaj ceniona i bardzo często zdarza się nam do niej stosować. Wiedzcie, że my związek traktujemy bardzo poważnie, na serio. Nie ma dla nas czegoś takiego jak przelotna miłość. Albo na wieki, albo w ogóle. Weźcie sobie to do Waszych serc i zapamiętajcie, że "pękniętej filiżanki nie da się skleić tak, by nie pozostawić na niej choć małej szczeliny". Prawdziwe jest także stwierdzenie, że miłość to tworzywo kruche niczym porcelana. A zapomnieć, jest potem cholernie trudno. Obu stronom.
Nie lekceważcie sobie powyższych rad. A jeżeli jesteście tuż, tuż przed kłótnią, jeżeli czujesz, że za chwile wybuchniesz i zranisz swoją kobietę, to pomyśl sobie, że możesz przez to zrujnować sobie całe życie. Że możesz przez to wyrządzić krzywdę i siebie i swojej kobiecie. Ja wiem, że to tylko pusty patos, że to tylko wymysły blondynki, ale warto czasem, chociaż raz, pomyśleć na serio o Tej Jedynej. Że można ją stracić. Ale i zyskać sobie jej miłość. Taką prawdziwą - wiecie. Z głębi, z rdzenia.
* - WYŁĄCZNIE rozmawiamy :)
** - uwaga ta tyczy się przede wszystkim szanownego małego i niejakiego Lewackiego Konserwatysty.
PS. Jako że bardzo lubię czytać teksty, dzięki którym odkrywam nowe cechy własnej osobowości, chciałabym pogratulować UnionJackowi szatańsko trafnych rad dla kobiet (czyli jakby nie patrzeć i dla mnie :) zawartych w tekście "Dziewczyny są z Wenus, a mężczyźni z mechanika". Naprawdę pomogłeś mi zrozumieć wielu chłopaków, którzy tak subtelnie "dawali mi do zrozumienia, że najzwyczajniej nie mogłam rozszyfrować ich znaków.
De Leilha