UWAGA!!! Materiał niebezpieczny.
Zawiera OlseNowe przemyślenia!!!

Komentarze kierować na adres olssen@tlen.pl

Jestem uzależniony

I z pokorą to stwierdzam.
Zaczęło się całkiem niedawno, ale wciągnęło mnie bez reszty. Siedzę teraz w słabo oświetlonym pomieszczeniu, a na skórze czuję zimny dreszcz. Nie mogę się doczekac kolejnej dawki.

A początek był taki niewinny... Nowe twarze, nowe środowsiko, coś zaczynało się od początku. Tchnęło nowością i odmianą po długim okresie wegetacji. Było tak wiele ekscytujących rzeczy i chociaż czasem trzeba było odchorować skutki zażycia - nadal wracałem tam, by ponownie oddać swój umysł i ciało we władanie tej euforii...
Miałem przerwę. Za długą przerwę, przez którą teraz cierpę katusze i nie mogę się doczekać siódmej, kiedy będę mógł znowu... Najpierw działo się to tylko w towarzystwie. W grupie ludzi czułem się bezpieczniej. Byłem tylko cząstką pochłoniętego tą czynnością tłumu. Teraz często biorę już sam, w domu. Tak tez potrafi być fajnie.

Biorę do ręki boken. I zaczynam ćwiczyć formy. Umiem jeszcze niewiele, ale czego spodziewać się po miesiącu nauki iaido. Jednak nic, co znam, nie zastąpi mi tego szczęścia, bo takim uczuciem można nazwać stan, w jakim się wtedy znajduję, jakim jest wejście do dojo. Wraz z ubraniem zrzucam z siebie troski dnia, który już powoli gaśnie, i tego, co niesie ten, który jeszcze się nie narodził. Zrzucam maskę, za jaką codziennie skrywam swoją twarz. Nie jestem już tym, kim widzą mnie ludzie w pracy i na ulicy... Zakładam iaigi, hakamę i oto staję się... sobą. Sobą takim, jakim jestem, gdy nikt nie patrzy. Staję się też po części samurajem, bo bez słowa sprzeciwu przyjmuję ich sposób bycia. Praktykowanie ideału w każdym ruchu. Oczywiście wszystko to, jak obserwowanie wszystkiego zza grubej szyby. Ale mam przynajmniej ten luksus, że stoję prawie najbliżej.
Wkraczam do dojo i oddaję ukłon. Nie składam nikomu cześci. Kłaniam się dla samego ukłonu. Kłaniam się sobie i wszechświatowi, którym jestem, którego częścią jestem, który jest częścią mnie. Kłaniam się po to, by się ukłonić. Przez to, że nie kłaniam się nikomu konkretnemu, mój gest znaczy więcej, bo nie zawężam tego, przed czym pochylam głowę.

Stawiam bose stopy na podłodze dojo i zaczynam ćwiczyć.

Nie ma niczego - tylko technika. Tylko płynny i zdecydowany ruch miecza. Luźny ruch ramion i pewne ustawienie stóp na podłodze. Uspokajający dotyk rękojeści i ciężar bokena. Poczucie mocy, jakie płynie z tego przedmiotu, któremu sam nadaję znaczenie. Nie jest to broń. To dłuto, którym rzeźbię swoją osobowość. Narzędzie, dzięki któremu staję się kimś lepszym. Ale nie ćwiczę po to, by czerpac z tego korzyści. Nie ćwiczę również, by _umieć_ więcej. Gdyby to był mój cel w pewnym momencie zataczałbym błędne koło. Ćwiczę, by ćwiczyć. Ćwiczenie to stawanie się lepszym. To jest mój cel i dzięki temu, że przyświeca mi on, dostrzegam sens, dla którego robię wiele prozaicznych zdawałoby się czynności. Ćwiczę, by być lepszym. Bo zawsze można być lepszym niż się jest. Zawsze można dążyć do perfekcji, a jednak - pozostawać od niej tak daleko, że nadal widać cel.
W pewnym momencie zauważam, że ćwiczę Iaido nawet bez miecza, nawet, kiedy nie jestem na treningu. Bo iaido to nie ćwiczenia gimnastyczne - to droga. A drogą nie da się iść tylko trochę. Tylko czasami, lub w określone dni tygodnia przez półtorej godziny. Iaido to droga.
Moja droga.

Przypisy:
Iaido - [z jap. Droga harmonii] Sztuka walki mieczem japońskim, wywodząca się ze szkół iai-jutsu, polegająca na szybkim dobyciu broni, i zadanie cięcia, w odpowiedzi na atak.
Dojo - Pierwotnie miejsce, gdzie Budda dokonał przebudzenia. Obecnie Dojo oznacza miejsce, gdzie praktykuje się Drogę [z jap. miejsce Drogi].
Boken - Drewniany miecz, imitacja katany.
Iaigi, Hakama, Obi - Elementy tradycyjnego stroju do nauki iaido.

Odmóżdzał was, jak zwykle OlseN