BARWY UWERTURY LISTOPADA
Oblicza cmentarza
I. Kochanek
To już tyle lat, tyle czasu upłynęło. Już ledwo pamiętam twą twarz, ale uczucie rozpala nadal ten sam ogień w mych trzewiach. Pamiętam szczegóły, nie ogół. Twe ruchy, ten niedzielny wieczór na polanie, ślub, twe miękkie, nagie ciało, zapach kwiatów, które ustawiłaś w wazonie na stole. Nie wiem czemu on cię zabrał, może była w tym jakaś głębsza prawda. Teraz jestem już stary i uśmiech rozjaśnia mi dni. Niedługo spotkam się z tobą. A tymczasem kładę na tym zimnym kamieniu ostatnie stokrotki, jakie udało mi się zdobyć przed chłodem. Twoje ulubione kwiaty, kochanie. Już niedługo.
II. Nowe Pokolenie
Kurwa, znowu na cmentarz, jak co roku. Matka mnie ciąga, a do bani z nią jest, nie da pocieszyć się dodatkowym dniem wolnego. Co ludzie widzą w tym zachrzanianiu na groby i paleniu głupich lampek. Katują się tylko, ja wolę zabawę. Dobrze, ze pod wieczór przyjdę tu z kumplami, laskami i piwem. Urządzimy sobie popijawę w świetle zniczy. Może moja dziewczyna zgodzi się i mi da... Ale na razie - obchodzenie całej sztywnej części rodzinki. Jak ja nie cierpię 1 listopada...
III. Ostatni Wojownik
Jeszcze boli mnie rana. Ten ogień w ramieniu, po kuli z niemieckiego karabinu. Franek nie był dość szybki, nie przeżył. Jestem jedyną osobą, która została, by o nim pamiętać. Te lata wojny, mimo mego wieku, jawią mi się przed oczami jakby to było wczoraj, dziś rano, tak blisko... Wszystko mija, może ci którzy wtedy zginęli za kraj mają lepiej niż ja, który męczę się własną starością i niedołężnością. Jak kukła wbita w kombatancki mundur.
IV. Szukająca Ciszy
Tu jest tak pięknie wieczorem. Ta łuna, jak pożar serc, dobrych, pamiętających. Nie wiem czemu niektórzy moi rówieśnicy nie lubią tu przebywać. Gdy idziesz przez ten rozświetlony ogród kamieni, czujesz spokój i harmonię, pogodzenie się z losem i nutę nadziei. Pejzaż krzyży nie odstrasza, przypomina o pięknie życia i godności odejścia w pokoju. Spacer tu to katharsis. Ten dzień do tego ma służyć. W nim jest klucz do sensu, do istnienia.
V. Matka
Byłeś na świecie tak krótko, ledwie parę godzin, a zostawiłeś morze bólu i cierpienia. Miałbyś już cztery latka... Pamiętam jak rosłeś w mym łonie, czułam puls twego życia. Czemu zostało tak szybko zdławione? Masz siostrzyczkę, wiesz. Ma już cztery miesiące, ona miała więcej szczęścia, mój promyczku. Posiedzę tu do wieczora, zaśpiewam ci zaległe kołysanki...
VI. Kupiec Jerozolimski
Pierwszy, dziś pierwszy, kurczę. Będzie podwójny utarg. Mam towar, znicze każdego koloru i kształtu. Tak, te duże po sześć, małe po 3. Zapałka gratis. Cztery pani prosi, już się robi. Jezu, jak ja kocham ten dzień! Zarobię na porządne radio, na prezent dla synka. Dzięki ci Panie, że ludzie umierają! Przynajmniej można się na czymś dorobić!
VII. Buntownik
Nie, nie zgadzam się! Ty sukinsynu, jak mogłeś ją zabrać! Miłosierny, ciekaw jestem kto nadał ci ten epitet? Przeklęty, o Adonai, bądź przeklęty... Ona, ona była taka młoda... taka piękna i ulotna! Jak śmiałeś, kto ci dał prawo?! Czemu, kurwa, nie ja... powiedz! Tydzień przed ślubem, zabrałeś, nie, ukradłeś nam nasze szczęście! Moja piękna narzeczona... i to jak, pod kołami pijanego debila... Wypowiadam ci wojnę, Boże! Bądź potępiony!
VIII. Dziecię
Mamo, czemu nie pamiętam babci? Dlaczego ludzie odchodzą, to nie jest dobre! Mamo, patrz, wata cukrowa! Ja nie chce po wyjściu z cmentarza, chce teraz! Patrz, jaki ładny grób... tato, przyjdźmy wieczorem. Będzie fajnie, lampki są ładne! Mamo, nie płacz... To był twój kolega? Tato, a czy ty też kiedyś umrzesz?
IX. [...]
Siedzę tu, na zapomnianym grobie i oglądam te wszystkie ziemskie dusze, tańczące alejkami przez deszcz. Co oni wiedzą, czego szukają na tej świętej ziemi? Pamięci po bliskich... nie, własnego wnętrza. To święto jest dla nich, nie dla kości zakopanych pod nagrobkami. Ono pozwala im doświadczyć czegoś ulotnego, smutnego i bolesnego, ale esencjonalnego dla duszy ludzkiej. Trupy to wiedzą i może dlatego ich czaszki zawsze szczerzą się w uśmiechu. Ten dzień, gdy ludzie spacerują po płonącym ogrodzie wespół z martwymi, nie odróżniając się nawzajem jest piękny. To poezja. Szkoda, że nie słyszą szeptów w cieniu sosen...
Cmentarnych, wysokich sosen.

Od Autora:
Do napisania tego tekstu zainspirował mnie klimat panujący na ładnym cmentarzu w Józefowie pod Warszawą 1.11.04 i strzępy sytuacji tam zachodzących. Każdy z pierwszych ośmiu punktów ma źródło w jakimś prawdziwym obrazku. Ponadto uczucia me poruszyła muzyka listopada: smutne pieśni zespołu Empyrium, szczególnie "Mourners" i "When shadows grow longer".
Żałobnik, Mare(c)k mareckgrzywatsz@wp.pl