Z cyklu: "Trudy życia"

Tirówka


Zastanawialiście się kiedyś, jak trudne życie prowadzi Tirówka? Ja się nigdy tirówkami nie interesowałem, w zasadzie: ). Ale pewnego dnia, kiedy siedziałem z kolegami przy piwie słuchając ich wywodów na temat opanowania świata, zacząłem się zastanawiać. I nie żałuję tak spędzonego czasu, gdyż doszedłem do pewnych wniosków...

Jak wiemy Tirówkę najczęściej można spotkać na trasie szybkiego ruchu - gdyż tylko szybkie ruch mogą zapewnić tirówce wystarczającą ilość klientów, dzięki którym nasza tirówka się utrzymuje.
Zauważyliście zapewne, że wszystkie Tirówki są biedne, widać to po ich skąpym ubiorze. I właśnie ich skąpy ubiór nasuwa myśl, iż nasza Tirówka musi mieszkać gdzieś w pobliżu miejsca pracy. A gdzie nasze tirówka pracuje? Oczywiście wszyscy wiecie - ciekaw jestem skąd - że tirówki swą żmudną i trudna pracę wykonują w lesie, tudzież w ich okolicach... czym narażają się porządnym leśniczym.

Typowy dzień każdej szanującej się Tirówki rozpoczyna się o godzinie piątej trzydzieści rano, gdyż już o godzinie szóstej musi ona znaleźć się na trasie. Typowa Tirówka zaraz po przebudzeniu przystępuje do śniadania, musi się śpieszyć, gdyż czasu jest mało, a do trasy jakieś dziesięć minut piechotą! Po śniadaniu nasza Triówka zawsze ma ochotę się umyć... pod pachami, ale z powodu braku czasu wyrusza do pracy. Typowe Triówki zawsze na śniadanie jedzą pełnoziarnisty chleb z masełkiem i miodkiem, który zwinęły staremu, ślepemu hodowcy pszczółek skandynawskich, mieszkającego nieopodal. Swoją drogą ów hodowca nigdy się nie skarżył na kradzieże... bynajmniej nie dlatego, że jest ślepy! Po krótkim spacerku nasza Tirówka stawiła się w końcu w miejscu pracy, gdzie czekał już na nią jej sutener - czyli człowiek mieszkający w suterenie. Wydaje jej polecenia dotyczące dzisiejszego utargu. Jeśli nasza Tirówka nie dotrzyma umowy, to podobnie do jej koleżanki straci tę intratną posadę na świeżym powietrzu... a na to nasza Tirówka nie może sobie pozwolić.

W chwili, kiedy nasza Tirówka czeka na pierwszego klienta My możemy przyjrzeć się jej przeszłości. Kiedy była mała mieszkała na wschodzie, to było dawno i już nie pamięta czy była to Ukraina, Białoruś, czy inna Syberia. Doskonale jednak pamięta zabawy jakim oddawała się jako dziecko... huśtała się na huśtawce zawieszonej na drzewie, biegała między drzewami nieopodal domu, rąbała drewno na opał.... te pięcioletnie syberyjskie dziewczynki mają krzepę. Ten sentyment do lasu został jej do dziś, i chyba właśnie dlatego wykonuje ten pasjonujący zawód. Nasz Tirówka doskonale pamięta swoich kochanych rodziców, ich twarze... i to, że tatuś zawsze wołał na nią "moja mała Tanja". Cieszy się z tego imienia do dziś, bo jakże to ładnie brzmi... Tanja Tirówka. Tanja troszkę tęskni za rodzinnymi okolicami, ale z drugiej strony nie może narzekać, gdyż w Polsce przynajmniej przy trasie jest cieplej, a i klienci nie płacą rublami!

Usługi naszej Tirówki są naprawdę bogate - nie będę przybliżał, uwierzcie na słowo - gdyż zawód ten wykonuje od pięciu lat i ma już duże doświadczenie. Swego czasu zgłosiła się nawet do konkursu "Teraz Polka" w kategorii usług, ale zdyskwalifikowano ja kiedy wyszło na jaw, że przebywa w Polsce nielegalnie.
A dziewięciu na dziesięciu jurorów twierdziło, że ma duże... szanse na wygraną. Dziesiątym jurorem była kobieta, ale Tanja nie wykonuje tego typu usług. Sutener pocieszał ją, że przecież i tak nie miałaby gdzie zamieścić godła "Teraz Polka". Nasza Tirówka pozostała jednak niepocieszona.

Około godziny 12 pojawił się pierwszy klient. Dystyngowany pan w garniturze i ładnym krawacie, który niestety przypomniał Tanji jej przygodę z konkursem "Teraz Polka".
Podczas dokonywania czynności służbowych nasza Tirówka kątem oka zauważyła coś w pobliskich krzakach. Podzieliła się tym ze swoim klientem, który zaspokoiwszy swą ciekawość natury stwierdził, że nie ma się czym martwić, gdyż zna tajniki samoobrony, więc w razie czego jest w stanie obronić siebie i swój samochód przed bandytą, a poza tym kto normalny atakowałby rządowe BMW?!

Biorąc pod uwagę zdolności manualne, a także przystępność cen, nie należy się dziwić, iż nasza tirówka jest często i gęsto odwiedzana, głównie przez naprawdę wyborową klientele!
Jednakże władza i pieniądze nie idą niestety w parze z kondycją! Bardzo często odwiedza naszą Tirówkę kompletne ZERO, choć dla równowagi czasem wpadnie jakiś lew, albo prawdziwy diabeł... naszą Tanję bardzo dziwi czemu ów jegomość, choć bez wątpienia długodystansowiec, ma żeńskie imię? Ot zagadka!

Tirówki także miewają problemy finansowe! Dziwi was to? Mnie także zdziwiło, niemniej jednak tak jest. I wtedy właśnie tirówki najbardziej cenią niespodziewanych klientów. Nasza Tirókwa całkiem nawet nie dawno miała także takie problemy, gdyż jej drogocenny chomik o imieniu Ambroż zachorował... miał zdaję się nadkwasotę, czy coś w tym stylu Nie mogła patrzeć na ból jej ukochanego chomika, którego kupiła za pieniądze od pierwszego klienta w Polsce... na jego cześć zresztą nazwała chomika... tyle, że klient na fakturze dopisał dziwne inicjałami - Ks.
Biedna Tanja nie wiedziała co począć, i wtem jej najlepszy klient - daje zawsze duże napiwki - dosłownie spadł z nieba! To było takie nierealne... ogromny ptak - sokół zdaje się - przesłonił słońce i chwilę później runął na ziemię z ogromnym hukiem! Zanim pojawiła się pomoc nasza Tirówka miała już na leczenie swego ukochanego chomika! Tanja do dziś zastanawia się czemu ludzie nie lubią tego sympatycznego pana? Powinni, przecież był premierem!

Około godziny 18, po zaliczeniu 32 klientów przy naszej Tirówce zatrzymał się czarny samochód, z którego wysiadł znany naszej Tirówce sutener.. Tanje zawsze zastanawiało, czemu on mieszka w suterenie skoro zabiera jej tyle pieniędzy. Niemniej zadawać zbyt wiele pytań to podobno niezbyt zdrowo... a zdrowie trzeba szanować, zwłaszcza w tym zawodzie!

Znany nam sutener nie przyjechał jednak po pieniądze, choć przy okazji nie omieszkał pozbawić naszej Tirówki większości dzisiejszego utargu. Przyjechał natomiast powiadomić naszą Tirówkę o tym, iż już niedługo zjawi się bardzo ważny i niezwykle dziany klient! Nakazał naszej Tirówce, aby zajęła się gościem w odpowiedni do jego statusu sposób!
Tanja nie bardzo wiedziała w jakiż to sposób miała by się owym klientem zająć, niemniej postanowiła dać z siebie wszystko (nie wątpię!), aby tak ważnego klienta zadowolić! Obiecała to swojemu sutenerowi, który usatysfakcjonowany wsiadł do samochodu i odjechał.

Niecałą godzinę i trzech klientów później pojawił się ów ważny jegomość... Była by go nie poznała, gdyż wyglądał dość pospolicie... facet przy kości, w garniturze za 20 tysięcy, przyjechał rządowym BMW... klient niczym nie różniący się od poprzednich... no... krawat miał, przyznała inny! Niemniej jednak nasza Tirówka przeczuwała, iż jest to tenże właśnie ważny klient! Czemu spytacie? Ilu klientów naszej Tirówki ma eskortę służb specjalnych? No przyznacie, że chyba niewielu! Tanja zwarta i gotowa - podmyła się nawet przy użyciu swej wielofunkcyjnego butelki plastikowej - czekała... czekała... czekała... na pierwszy ruch znaczy się czekała, lecz nic się nie działo. Nasza Tirówka odwróciła się na pięcie, by przystąpić do prac ręcznych - w końcu nie pracuje w tym zawodzie od wczoraj i nie pierwszy raz klient nie stanął... na wysokości zadania... nie pierwszy raz w ogóle nie stanął.
Lecz cóż to? Klient jak się okazało miał inną potrzebę! Ruchem ręki nakazał, aby nasza Tirówka usiadła na pobliskiej trawce, po czym.... zaczął się żalić! To było nowe doświadczenie w pracy naszej Tirówki, niemniej jednak w jej zawodzie wciąż należy się dokształcać, zdobywać nowe umiejętności, by potem skrupulatnie wykorzystywać je dla dobra klientów i chomika Ambroża, który przecież musi coś jeść! Jednym słowem Tirówka rozwijać się winna... byle nie za bardzo, bo zbyt rozwinięta nie może wykonywać swojego zawodu... lekarz zabronił!

Naszej Tirówce troszkę żal zrobiło się klienta... cóż, kto chciałby mieć żonę, która raz - cały czas poświęca jakiejś tam fundacji, dwa - chce uparcie zając jego intratną i szanowaną posadę?
Tanja dobrze pamięta jak w dzieciństwie marzyła o tym by zostać psycholożką... jej marzenie wreszcie może się ziścić! Wiedziona instynktem tirówek, który mają wszystkie porządne tirówki, nasza Tirówka rozpoczęła terapię kija i marchewki, przy której nie szczędzi również języka!

Klient odjechał niezwykle usatysfakcjonowany, szczęśliwa była również nasza Tirówka, która czuła, że spełniła dobry uczynek... zresztą jej klienci rzadko wytrzymują więcej niż 2 minuty terapii! Lepszy od jej ostatniego klienta był już wspomniany diabeł o żeńskim imieniu! Oj, tamten to dopiero był gość! Nasza Tirówka zawsze uważała, że powinien zmienić nazwisko na Rakieta! : )

Około godziny 22 nasza Tirówka kończy swą pasjonującą, lecz także wyczerpująca pracę i wraca do domowego zacisza, gdzie czeka na nią jej ukochany chomik Ambroż , a także słoiczek miodu przyniesiony przez znanego nam już hodowcę- pszczelarza skandynawskich pszczółek... jak on trafił do domu naszej Tirówki? Ot zagadka!

Po kąpieli i smakowitej kolacji, z której skorzystał również nasz ukochany królik Ambroż... zaraz, czy Ambroż nie był przypadkiem chomikiem? Hm.... i czemu ten królik na kolację był taki mały? Ot zagadka!
Jak już pisałem... po kąpieli i kolacji nasza Tirówka zmęczona tym jakże ciężkim dniem udaje się na zasłużony odpoczynek. Nasza Tirówka śnić będzie o zdobyciu tytułu "Teraz Polka" tym razem w kategorii Usługi Terapeutyczne, w czym uparcie przeszkadzać jej będzie zjedzony na kolację mały królik... a może to jednak był chomik? Jeśli tak, to kim jest Ambroż? Na chomika ma za duży ogonek! : ) Ot zagadka!

Jak widzicie życie Tirówki nie jest proste, wymaga poświęceń, ciągłego dokształcania, grozi poważnymi chorobami... niemniej jednak jest to praca interesująca i pełna przygód, więc nic tylko pozazdrościć!

O Tirówkach pisał Miś

Eryk(miseryk@poczta.onet.pl)



PS. GOD SAVE THE QUEEN!
PS.2. Nasza Tirówka wystartuję w tym roku w konkursie "Teraz Polka" Głosujcie na nią!
PS.3. Postawcie na dobrego konia! : )
PS.4. Queen'u słuchałem : ) Some thing's never change!