...dla osoby, która kiedyś mnie uratowała...

... i pochylasz się nad rannym człowiekiem i nie wiesz co masz zrobić. Kompletna pustka w głowie. Myśli wirują, ręce drżą, a fala mdłości przyćmiewa wzrok. Koło siebie słyszysz krzyki... ktoś płacze, ktoś uczepił się twojego ramienia i woła w rozpaczy, ktoś inny wykręca numer do pogotowia ratunkowego... A ty pochylasz się nad rannym człowiekiem i nie wiesz co masz zrobić. Krew... krew na twojej twarzy, krew na twoich rękach... Jesteś jedyną osobą, która nie wpadła w panikę... klęczysz... i chcesz - pragniesz uratować człowieka, który właśnie miał wypadek, ale nie potrafisz! Nie wiesz - jak się do tego zabrać! Nie umiesz!

Spoglądasz w jego mętne oczy... to mąż... i ojciec; brat, żona, córka, babcia, siostra, kochanka, przyjaciółka... człowiek. Nie potrafisz... i tylko słyszysz narastający płacz... i krzyk odbijający się od pochmurnej kopuły nieba ludzkich dusz: "Za późno... za późno"...

Nic nie mówisz. Podnosisz się. Wstajesz. I odchodzisz. Pozwoliłeś umrzeć swojemu ojcu, matce, siostrze, bratu, swojemu mężowi, żonie, dziecku... Ale przecież to nie twoja wina! To zupełnie nie twoja wina, że w pobliżu nie było żadnego lekarza! Żadnej pielęgniarki! Żadnego ratownika medycznego! Przecież nie mogłeś zrobić nic więcej - zadzwoniłeś po karetkę pogotowia... a że nie zdążyła? To też nie twoja wina. To że ten człowiek miał wypadek... przecież nikt mu nie kazał wchodzić pod pędzący samochód. Nikt mu nie kazał chorować na serce, czy dostać zawału na skrzyżowaniu ulic Kościuszki i Mierosławskiego. Przecież nie jesteś lekarzem! Jesteś człowiekiem... Jesteś? Zrób wszystko. Naprawdę. Zrób wszystko. Aby nie tylko BYĆ... choć w ten jeden sposób... a będzie to początek Ścieżki. Zrozumienie.

... i pochylasz się nad rannym człowiekiem i wiesz dokładnie co się stało. Kompletny spokój. Opanowanie. Przystępujesz do poszkodowanego. Gumowe rękawiczki masz zawsze przy sobie. Krzyczący tłum się rozstępuje. A ty podniesionym głosem mówisz : "Jestem ratownikiem medycznym! Chcę udzielić pierwszej pomocy!" Przyklękasz. Szybko zadajesz pytania. Przystępujesz do działania. Lekko wyczuwalne tętno. Resuscytacja. I już. Mętne soczewki opuszczają mgłę... Ktoś uczepił się twojego ramienia i płacze ci w rękaw. A ty nic nie mówisz... Uśmiechasz się niedostrzegalnie i odchodzisz. A w twoim sercu rośnie coś przewspaniałego... Motyle radości pulsują w duszy. Uratowałeś męża, żonę, brata, siostrę, drugą połówkę. Serce.

Zrozumienie. Wszystko jest na wyciągnięcie dłoni. Wystarczy tylko chcieć. To tak... jakby dawać nowe życie. To przewspaniałe uczucie. Polecam. Istnienie nabiera nowego znaczenia. ... Nadaje sens.

.

wasza ratowniczka medyczna nabuchodonoZorka
[nzorka@pf.pl]