Jestem wierzący

Jestem wierzący

Jestem wierzący. Piszę to z całkowitym przekonaniem, bowiem... jestem wierzący. I tyle. Co to znaczy? Dla was - nie wiem. Dla mnie - mam pewność, że wiem. Nie boję się tego powiedzieć. Jestem wierzący. Jak teraz patrzycie na mnie? Jedni w dresach, albo spodniach z krokiem w kolanach, być może popatrzą pogardliwie. Bo chce mi się siedzieć w kościele, bo wszyscy wiedzą, że księża są gorsi od policji. Bo noszę na szyi medalik. Bo jestem wierzący. Inni, ubrani na czarno, z odwróconymi krzyżami na koszulkach, być może popatrzą na mnie jak na chorego umysłowo i zelżą mnie i mój medalik. Inni jeszcze, przekonani o fałszu Kościoła, będą patrzeć ze wzrokiem mówiącym: "Och, ty mały, naiwny bobasku". Idioto. Nie widzisz oszczerstw Kościoła i papieża. To nie ważne. Nie ważne dla mnie, bo ja jestem wierzący.
Wszyscy ci ludzie będą mieć tyle lat, co ja. Będą piętnasto-, szesnastolatkami. Młodzieżą. Przyszłością narodu.

Jestem wierzący. Co to oznacza dla mnie?
Wierzę w Boga, który jest jeden, ale w trzech osobach - swojej, swojego Syna i Ducha Świętego. Wierzę, że to z Jego przyczyny został stworzony świat (choć nie w to, że jest on płaski i znajduje się w centrum wszechświata), że to On powołał nas do życia. Że Jego ludem był lud Izraela, że naszym ojcem jest Abraham. Wierzę, że to z powodu Boga Mojżesz wyprowadził lud Izraela z Egiptu. Wierzę w cały Stary Testament...
...Ale to nie on jest dla mnie najważniejszy. Najważniejszy jest Nowy Testament. Oto Bóg ma Syna. Jego matką jest Maryja. Syn zaś nosi imię Jezus. Przez całe swe życie, życie CZŁOWIEKA, nauczał ludzi miłości. Nauczał ich, co jest dobre, a co złe. Leczył ludzi, karmił i poił. Kochali Go. A oni wydali Go na śmierć. Śmierć na krzyżu. Ale tak musiało być. On, Jezus, Syn Boży, umarł, bo tak chciał jego Ojciec. A chciał tego, aby nas zbawić. I Jezus umarł. Ale po trzech dniach zmartwychwstał, a potem wstąpił do nieba, założywszy wcześniej Kościół...
Tak, wierzę w Kościół Rzymskokatolicki. Nie odrzucam innych wiar, ale ja wierzę w mój Kościół, jakikolwiek by on był. Bo to Chrystus go założył. A ja wierzę przede wszystkim w Chrystusa.
W to wierzę. Jestem wierzący.

Jestem wierzący. I co to znaczy dla was?
Co myślicie teraz, po moim wyznaniu, gdy już wiecie, kim jestem?
Kim jesteście i co o mnie teraz myślicie?
Nie wiem, mogę jedynie przypuszczać. Napiszcie mi o tym. Chcę z wami dyskutować. O wierze. O mnie. O was. O nas, bo wszyscy w coś wierzymy.

Nie można nie wierzyć w nic. Zdaje się, że to zdanie z jakiejś popowej piosenki, ale nie wiem, nie słucham takiej muzyki. Chodzi o sens zdania. Niech odezwą się do mnie Katolicy, Protestanci, Świadkowie Jehowy, Muzułmanie, Buddyści i inni. A ateiści niech zastanowią się w co wierzą i też niech napiszą.
Bo nie można nie wierzyć w nic.



Ted Undead


PS. To ciekawe - nie spotkałem nigdy żadnego wierzącego skejta itp., za to znam wierzących rockowców (nie używam sformułowania metal, bo jest zbyt wąskie - chodzi mi o wszystkich słuchających rocka i/lub pochodnych).