Kciuk w górę

 

 

Wyobraźcie sobie fikuśne pagórki porośnięte złotym zbożem. Wiatr zgina do ziemi dojrzewające kłosy i gna dalej pobudzając do szumu tutejsze lasy i zagajniki, marszcząc tafle okolicznych równie błękitnych jak niebo jeziorek. Gdzieś w oddali majaczą proste chatki, a z wysoka dolatują ptasie melodyjki. Jest spokojnie i harmonijnie. Wyobraźcie sobie miejsce jak z bajki...

 

Teraz wyobraźcie sobie inne miejsce. Miejsce pełne komarów z bagien oraz smaku i zapachu starej kiełbasy dzień w dzień. Miejsce bez lodówek, elektryczności, klimatyzowanych kin, stylowych księgarni, bez neostrady i bez telepizzy. Miejsce bez porządnej gorącej kąpieli i wygodnego posłania. Bez wina, kobiet i śpiewu. Wyobraźcie sobie takie obskurne odludzie...

 

A teraz niech obie lokacje wybiegną sobie naprzeciw, spotkają się, padną sobie w objęcia i zmieszają się ze sobą w mniej/więcej równych proporcjach, tworząc coś, co nie jest dokładnie ani pierwszym ani drugim z opisanych miejsc. Jest czymś pośrodku. Czymś, co nada się w sam raz na tło do reszty historyjki.

 

Wyobraźcie sobie drogę. Właściwie to w miarę ruchliwą szosę, przecinającą nasz dwulicowy krajobraz, niczym tasak przepoławiający arbuza. Zobaczcie jak karkołomnie przeciska się między pagórkami, jak zręcznie omija jeziora, jak energicznie wcina się w las. I z jakim impetem z niego wypada...

 

... zupełnie jakby miała zamiar przeoczyć te dwie osóbki. Te dwie przyczajone na zakręcie u wylotu z lasu. Wy też byście je przeoczyli gdybyście ich sobie zaraz nie wyobrazili. Dlatego wyobraźcie je sobie. Dwie osóbki przyczajone na poboczu...

 

Wyobraźcie sobie, że jedna z nich wstaje, unosi powoli rękę i zadziera kciuk do góry. I że jest zgrabnym długonogim dziewczęciem z rozwianym blond włosem...

 

Skreślicie tę myśl! Poniosła was wyobraźnia. To przez falujące w upale powietrze... Tak naprawdę oboje z tej dwójki na zakręcie są płci brzydkiej. I póki co nie planują nic w tej materii zmieniać, chociaż w obecnej sytuacji pewnie by im to pomogło. Biedaczyska sterczą w tym gorącu już dobrą godzinę, próbując za pomocą uniesionego w górę kciuka  (międzynarodowego gestu oznaczającego: „Hej kierowco! Co będziesz jak ciul jaki puste powietrze na tylnym siedzeniu woził? Przygarnij sobie człeku pasażera! Z góry dzięki, a jak nie, to szerokiej drogi / bez łachy / kij ci w oko [niepotrzebne skreślić] !!!”) próbując w ten sposób zatrzymać jakiś pojazd. Łapią tak na zmianę. Na razie bezskutecznie.

 

Z daleka goście ci sprawiają wrażenie jakby ledwie trzymali się na nogach. To jeszcze nic! Z bliska wyglądają na ledwo żywych. Gdzie kryje się przyczyna ich pożałowania godnego stanu? Czyżby z obłędem w oczach godzinami przeczesywali okoliczną roślinność w poszukiwaniu mitycznego kwiatu paproci? Czy może usiłowali wytropić w gąszczu jaką strzygę czy inne potworzysko, a znaleźli kulawego jeża? A może od dwóch tygodni kryją się po lasach przed WKU? Albo tak po prostu zarwali trzy noce z rzędu szalejąc wcale nieopodal na takim jednym festiwalu? Kto to wie? Skoro i ty nie wiesz, wyobraź to sobie...

 

Dokąd mogą podróżować nasi zakrętowi koledzy? Czyżby zmierzali gdzieś nad Loch Ness, wywabić z kryjówki legendarnego potwora? Czy może kierują się ku gorącym krajom i mają ochotę zbłądzić w krętych uliczkach południowych miast? Czy są członkami jakiejś sekty spieszącymi w pewne bardzo odległe, zapomniane miejsce, aby tam odprawić pradawny obrzęd w chwili, gdy, jak co tysiąc lat, księżyc spowoduje całkowite zaćmienie słońca? Kto to wie? Skoro i ty nie wiesz....

 

... Skoro nie wiesz, proszę cię, nie wyobrażaj sobie! Naprawdę nie trzeba. Właśnie przez nazbyt wybujałą wyobraźnię kierowców ci dwaj cały czas tu sterczą. Każdy człowiek za kierownicą patrząc na nich, do razu widzi ich na tle jakichś tam miejsc niestworzonych, dzikich przestrzeni, krajobrazów, jakich nie powstydziłby się kraniec świata.... Tymczasem najprawdopodobniej spieszno im nie do Machu Picchu, a do najbliższego miasteczka! Pamiętaj o tym zanim wykonasz gest tak bardzo przypominający ruchy dłoni u człowieka piszącego jednym palcem na maszynie...

 

Wyobraź sobie, że jeden z nich właśnie dowiedział się czegoś nowego o ludziach. Uzmysłowił sobie, jak łatwo nam ludziom przychodzi Zapomnieć. I z marszu potraktować rzeczy zapomniane tak, jakby nigdy nie istniały. Bez trudu zapomnimy o tych dwóch przy drodze, co liczyli na nasz gest, tak jak zapomnieliśmy o bezdomnym zbierającym na śniadanie, gdy tylko zniknął za rogiem. Tak jak zapomnieliśmy o koledze, który się powiesił, gdy tylko zajęliśmy się czymś ważniejszym. Tak jak zapomnieliśmy o konfliktach na Bliskim Wschodzie, zaraz gdy tylko wyłączyliśmy telewizor. Potrafimy wyrzucić z pamięci wszystko, co niewygodne, co nie pasuje do naszego ślicznego, wychuchanego obrazu świata. Tacy już jesteśmy.

 

Wyobraź sobie, że koło naszej dwójki przemknęło już trzystu kierowców w trzystu samochodach. Wszyscy znikli za zakrętem. Wszyscy zapomnieli.

 

Spytasz teraz zapewne: Skoro tak się sprawy mają, skoro przysłowiową polską gościnność znaleźć można wyłącznie w przysłowiach, skoro nikt w okolicy nie pali się, by pomagać bliźniemu swemu jak sobie samemu... skoro tak, to czemu, czemu do ciężkiej cholery te dwa nieszczęścia nie pojechały autobusem?!? Czemu, zamiast sypnąć tu i tam pieniądzem i mieć święty spokój, naiwnie liczą na jakiś przejaw altruizmu?

 

Ano właśnie: Czemu?

 

Ano wyobraź sobie czytelniku, że jest takie świetne uczucie, które ogarnia cię dosłownie na moment przed tym jak jedno z aut zatrzymuje się, by cię zabrać. Facet za kółkiem jeszcze się nie zdecydował, a ty już wiesz. Jakby ci ktoś w środku odpalił zapalniczkę. Cyk! Trwa to ułamek chwili, ale spokojnie wystarczy, żeby poczuć się doskonale. Podobnie musi się czuć wędkarz, który podejrzewa, że zaraz coś weźmie na jego misterną przynętę. Podobnie czuje się mężczyzna składający - niby to od niechcenia -  uroczej niewieście propozycję wspólnej kolacji, w chwili, gdy już wie, że ta się zgodzi. Tak samo czujesz się w tłumie koncertowym domagającym się bisów na momencik przed ponownym ujrzeniem frontmana kapeli i burzą oklasków. Podobnie, kiedy włączasz radio i już wiesz, że poleci twój ulubiony kawałek. Albo w chwilę przed sprawdzeniem poczty, kiedy już gdzieś pod skórą czujesz, że ktoś do ciebie napisał.

 

Skąd to się bierze? Bladego pojęcia nie mam. Uśmiech losu? Fortuna daje nam fory? Gra chce, by ją wygrać? Nie wiem, nie pytaj kolego, bo nie wiem, kto strzela piorunem w twój zadarty do góry kciuk. Zeus czy inne metafizyczne ustrojstwo. Czy to zresztą takie ważne? Ważne, że razi toto niesłychanie pozytywną energią. I że za chwilę może porazić znowu. Bo oto lasu wychynął kolejny samochód! A sterczący na poboczu autor tekstu zerka kierowcy w oczy z taką niezłomną nadzieją...

 

Wyobraź sobie wreszcie, że tym kierowcą jesteś Ty...

 

 

Rainman

 

lipiec 2oo4

 

the.rainmaker@op.pl

 

 

Ps. I taki apelik: Panowie Kierowcy, zabierajcie wy ludzi na stopa! Ładnie proszę...