"Idzie sobie wiosna, słychać świergot ptaka.
Ładna to piosenka, tylko głupia taka.
Już przyleciał bocian i w kałuży długie.
Mi to nie przeszkadza, dalej będzie głupiej."
Usiadłam na huśtawce. Świat zaczął się poruszać, a ja wraz z nim, w jego nieznanym tempie, w górę w dół... w górę... w dół. Wszystko się poruszało, trawa, niebo - to zbliżało się to oddalało ode mnie, ludzie, budynki. Czułam na twarzy powiew ciepłego, wiosennego wiatru. W górę... wiatr przyjemnie ślizgał dłońmi po mojej twarzy. W dół... to znów rozwiewał moje włosy na wszystkie kierunki, bawił się nimi, jak niegdyś Ty. I w górę... Powietrze owiało ponownie twarz.
Jestem dzieckiem, tak. Małą dziewczynką, która nadal znajduje radość w tej niewinnej zabawie. Jestem dzieckiem, które chce, a jeśli czegoś bardzo chce, to to dostaje, prędzej czy później. Chcę czuć się bezpieczna, chcę by się mną zachwycano i podziwiano, i chwalono. Chcę by mnie przytulano, pieszczono i niańczono. Jestem dzieckiem.
Nogi złapały rytm. Do przodu, do tyłu, do przodu... Ptaki dziwnie lawirują na niebie, nie... to ja się poruszam.
Jestem malutka, nic nie robię poważnie. Tak jak dziecko zdanie zmieniam szybko, szybko też się nudzę. Jestem podatna jak ono na wpływ innych, kocham jak dziecko. Miłością, która jest dla mnie oczywista. "Kocham" to ufam, idę za rękę, to przytulam się. Tyle mi wystarcza... jestem szczęśliwa, gdy widzę śmiesznego psa, kiedy widzę ptaka z żółtym brzuszkiem, nazwanego przez dorosłych sikorką. Śmieję się gdy nie powinnam, gdy powinnam być poważna. Płaczę, gdy inni się śmieją. Jestem dzieckiem, nie wiń mnie za to. Jestem jeszcze dzieckiem, już dzieckiem. Tylko i aż dzieckiem. Jeśli mówię, że Cię nienawidzę to znak, że bardzo, bardzo Cię kocham... ale najwyraźniej chcę czegoś, czego nie chcesz mi dać. Jeśli nie mówię, że kocham to wiedz, że jest to dla mnie fakt oczywisty, nie warty powtarzania. Kocham, bo jestem przy Tobie. Jestem dzieckiem. Małym, który zachwyca się zielonym balonikiem, różową kokardką. Jestem taka, bo dziecko jest takie szczęśliwe, nie pozbawiaj mnie radości. Nie chcę być duża, dorośli są smutni i zabiegani, kochają słowa, cyfry. Dzieci kochają gesty i czyny. Są takie naiwne, proste. Jestem dzieckiem, które szuka kogoś, kto by się nim zaopiekował.
Góra... dół... huśtawka dalej gra ze mną w tylko nam dobrze znaną grę. Góra... dół... Uśmiecham się.
I nie dziw się, kiedy zamiast kwiatu wybieram misia, kiedy ubieram się w bluzeczkę z kreskówkową postacią, kiedy do kina chcę iść na Piotrusia Pana. Nie dziw się, jestem tylko i aż małym dzieckiem.
Huśtawka zahamowała, do butów wsypał się żółty piasek. Usiadłam na trawie i zdjęłam buty, wysypałam zawartość, spojrzałam na skarpetki - zielone z kaczuszką. Włożyłam buty ponownie. Nie zawiązałam, bo i po co. I tak idę do domu. Poszłam wolnym krokiem, bawiąc się na chodniku, przeskakując z jednej płytki chodnikowej na drugą w tylko sobie znany sposób.
Jestem dzieckiem.
Odwróciłam wzrok ku huśtawce, a niech to... jeszcze pół godzinki! Góra... dół... góra... dół.... niebo usłane gwiazdami.
Teraz już jestem dorosła. Zachwycam się niebem, małymi punkcikami na nim, zachwycam się granatem, który mnie otacza. Jestem dorosła. A jednak potrzebuję kogoś, przy kim byłabym bezpieczna.... jestem nadal dzieckiem. Tylko trochę odważniejszym. Czy teraz mnie pokochasz? Czy pokochasz dziecko?
Huśtawka została sama. Jeszcze powoli się kołysała, ale tylko delikatnie, ja już jestem w domu.