kolejna pewna historia


     Wiadomo, że spokój nigdy nie trwa wiecznie. NIe zdziwiłam się więc, gdy dwanaście lat później sprzedawczyni w sklepie mięsnym oszukała mnie, wydając o dwanaście groszy za mało. Cóż, life is brunatne, full of zasadź kaś ent w sam czas kopas w brzuchas. Czy jakoś tak...?

     Jednak znowu na tym się nie skończyło. Otóż kolejne dwanaście lat później, a więc w momencie gdy kończyłam osiemnastkę, jeden ze znajomych podarował mi bilet na wycieczkę do wytwórni trumien i chodaków. Kto jak kto, ale ja bardzo chciałam zwiedzić miejsce takie jak to. Czym prędzej więc pobiegłam do owego zakładu, radośnie wymachując biletem. Szczęście me nie trwało jednak wiecznie, gdyż ktoś inny także miał ochotę pozwiedzać te zakłady. Z nieba spadły olbrzymie grabie i zagarnęły mój bilet. Dziki wrzask rozdarł ciszę wtorkowego ranka. Krzyczałam, rzecz jasna, ja. Grabie oddalały się w szybkim tempie, jednak wyszłam z domu uzbrojona po zęby. Na początek zaczęłam rzucać w nie woreczkami śniadaniowymi, jednak okazało się, że mają pancerz z linijek. Pomyślałam "Trudno" i "Ciekawe ile kosztują teraz wykałaczki tajwańsko-angielskie" oraz "Pij mleko - będziesz uszczelki. Miał.", a potem z kolejnym dzikim okrzykiem wyskoczyłam w niebo. Szybko włączyłam Bullet Time, dzięki czemu czas zatrzymał się, a ja mogłam kontemplować znaki dymne zakładu chemicznego "Ziemek". Jednak miałam tylko dwie skarpetki, więc zaczęłam duckować, aby zmniejszyć obrażenia spowodowane uderzeniem w grabie. Wyciągnęłam ramkę na zdjęcia i wróg od razu zaczął skomleć, błagając o litość, której byłam jednak pozbawiona. Zadałam mu ostateczny cios szparagiem, prosto w trzeci ząbek od lewej. Jednakże to nie była jego lewa, tylko moja, więc udało mu się uciec. Bilet został mi zabrany na zawsze. Ze smutkiem w oczach powlekłam się do domu. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Weszłam do mieszkanka i udałam się na strych, w celu umycia zębów cementem. Polecam każdemu.



Myosotis