pewna historia


     Co miałam robić? To co zawsze się robi w takich wypadkach? Ale co się robi, gdy zaatakuje Cię przerośnięty królik, waląc po głowie olbrzymim kaloszem? Zaczęłam biec, na oślep. Coś złapało mnie za rękę. To jakieś przerośnięte kolanko ze zlewozmywaka. Wyrwałam się, ale całą dłoń ubrudziłam w jakimś śluzie. Z obrzydzeniem próbowałam otrzepać rękę, cały czas biegnąc. Nagle potknęłam się o banana, kto widział trzymetrowe banany w czerwcu? Upadłam prosto na twarz, ale szybko zebrałam się i bez większych uszkodzeń starałam się kontynuować szaleńczą ucieczkę. Królik nie przerywał pościgu. Kalosz mocno go spowalniał, jednak królik był za głupi na to, by go wypuścić. Biegł więc z olbrzymim gumiakiem, coraz bardziej oddalając się ode mnie. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie listonosz, który wyjechał z bocznej uliczki i wystrzelił we mnie serię z temperówki. Rysiki poszarpały mi całą bluzkę, podrapały skórę. Zaczęłam lekko krwawić, jednak nie poddawałam się i biegłam dalej. Szybciej i szybciej. Listonosz nie był zawzięty i dał sobie spokój. Postanowiłam wykorzystać moją tajną broń - szybko wyciągnęłam spod bluzki mały pakunek i wyspałam za siebie guziki. Przerażony królik musiał zacząć śpiewać, aby przeżyć. Oddaliłam się z uśmiechem na twarzy, mając za plecami fałszującego królika. Zdaje się, że nieudolnie wykonywał jakiegoś najnowszego hita Britney. Bodajże coś o środkach odkażających. Albo o zakażających...? Ja w każdym razie nie byłam jeszcze całkowicie bezpieczna. Guziki były tylko dwudziurkowe, więc królik mógł mnie jeszcze dogonić. Nagle zobaczyłam na ulicy starą deskę klozetową. To był ratunek! Wskoczyłam na nią i popędziłam przed siebie w zawrotnym tempie. Wiatr targał mi włosy, tak więc gdy dojechałam pod dom, byłam prawie łysa. Cóż począć? Ważne, że przeżyłam. Jednak gdy wkładałam klucz w zamek do drzwi, usłyszałam jakiś krzyk ze środka domu. Wpadłam więc tam z krzykiem i ujrzałam, jak stary telewizor usiłuje zagryźć sąsiadkę, która z niewiadomych mi przyczyn leżała na kanapie w stroju dinozaura. Przerażona tym widokiem zadzwoniłam do pizzerii i zamówiłam nową płytę zespołu pieśni i tańca Marynaty. Telewizor uciekł z krzykiem, jednak było za późno. Na łóżku leżały zwłoki. Szybko pobiegłam do szafy i wpakowałam tam sąsiadkę. Zdaje się, że facet z telekomunikacji zdążył już całkiem się rozłożyć, bowiem było tam dość dużo miejsca. Zamknęłam szafę na klucz, rzuciłam czar na drzwi i udałam się do łazienki w celu zjedzenia śniadania. Życie potoczyło się dalej...



Myosotis