STUDNIE DZIEJÓW
Istnieją takie rzeczy, które są śladami dawno minionego świata. Dla nas są
czymś normalnym, poczciwym, pozytywnie się kojarzącym- ale w rzeczywistości
to posłańcy okrutnych i bezwzględnych czasów. To wizje terroru, zboczeń i
krwawych porachunków, lekko tylko zdeformowane wołania z pradawnej przeszłości,
już od wieków pogrążonej w mrokach. Co to za rzeczy? Bajki.
Tak, drogi czytelniku. Nie podejrzewałeś zapewne, że te opowiastki dla
dzieci, obowiązkowo kończące się happy endem, kryją w sobie mroczne
tajemnice. A jednak. Wiele najpopularniejszych bajek wywodzi się wprost z
dalekiej, dalekiej historii. Okoliczności ich powstania już tysiąclecia temu
zaginęły w pomroce dziejów. Może są całkowicie wymyślone? Wielce jednak
prawdopodobne, że powstały na podstawie prawdziwych wydarzeń, w miarę upływu
czasu stopniowo przekształcając się i deformując. Uważne oko (i ucho) wciąż
jednak potrafi znaleźć w nich obraz pradziejów.
Często jest to obraz niezbyt sympatyczny. W oryginalnej wersji bajki o Jasiu i
Małgosi opisywane jest pogrzebanie człowieka żywcem, w bajce o Królewnie Śnieżce
ma miejsce akt nekrofilii (czyli stosunek seksualny ze zmarłym), w
"Czerwonym Kapturku" wilk zjadał i babcię i Czerwonego Kapturka, a w
Kopciuszku dochodzi do niechcianej, pozamałżeńskiej ciąży.
Jak mogła wyglądać pierwsza, prawdziwa wersja takiej bajki, możemy się
tylko domyślać. Ale spróbujmy zrekonstruować taką możliwą wersję w
przypadku "Kopciuszka". Od razu z tekstu wyrzucamy zamek i księcia-
kiedy ta opowieść powstawała, nikomu nie śniło się nie tylko o zamkach i
rycerzach, ale nawet o starożytnym Cesarstwie Rzymskim. Mogło to wyglądać
tak : razu jednego dwie starsze siostry udały się na Święto Lata [lub
jakiekolwiek inne- notabene podczas niektórych dawnych świąt obchodzono rytuały
płodności, bardzo interesujące i bulwersujące z naszego punktu widzenia. Po
szczegóły odsyłam jednak do książek]. Zabroniły pójść młodszej,
trzeciej siostrze. Ale ona podczas ich nieobecności wymknęła się do świętego
gaju i złożyła ofiarę Bogu Wiatrów. Prosiła go, aby przeniósł ją na Święto
Lata i prośba ta została spełniona. Odziana tylko w wiatr [to nie moja
fantazja- z oryginalnych tekstów w pierwszej kolejności usuwano i zmieniano
fragmenty, które np. w Średniowieczu raziły ówczesną moralność] doleciała
na chmurze na miejsce uroczystości. Gdy tylko zobaczył ją wódz plemienia,
nie chciał już prowadzić obrzędów z żadną inną [i znów, jeśli ktoś
wie jak czasami obchodzono np. celtyckie święto Beltaine, ten wie co mam na myśli].
Kochali się, ale o północy Bóg Wiatrów zgodnie z umową uniósł dziewczynę
i zaniósł ją z powrotem do domu. Poinformował jednak wodza, że spłodził
on wtedy syna. Zaczęły się poszukiwania dziewczyny i jej dziecka. Inne
kobiety próbowały podszywać się pod kochankę przywódcy plemienia, ale ich
kłamstwa wychodziły na jaw, a same oszustki były surowo karane. Wreszcie
znaleziono właściwą dziewczynę, której syn nie płakał wzięty na ręce
przez wodza. Wódz ów uczynił go swym następcą i wziął sobie jego matkę.
Przyznaję, wymyśliłem to wszystko. Jednak ta opowieść spełnia wszelkie
wymogi prawdopodobieństwa. Brałem pod uwagę nie tylko znaną nam wersję
bajki o Kopciuszku, ale też mity, legendy oraz tę skromną w sumie wiedzę,
jaką archeologia i historia dają nam o tamtych czasach. Bardzo możliwe, że
mniej więcej tak to na początku wyglądało- co więcej, że pomijając działanie
magii, tak to się rzeczywiście odbyło.
Bajki określają naszą tożsamość. W XIX wieku badacze z zaskoczeniem
odkryli, że te same opowieści, lekko się tylko w szczegółach różniące,
opowiadano od dawien dawna w Italii i w Indiach, w Norwegii i w Iranie. To nasze
dziedzictwo, dziedzictwo Indoeuropejczyków, którymi jesteśmy ja, Ty
czytelniku i prawie dwa miliardy innych ludzi. Był bowiem czas, gdy
Indoeuropejczycy tworzyli jeden lud i żyli razem, prawdopodobnie na stepach
dzisiejszej wschodniej Ukrainy. Byli to przodkowie Polaków, Niemców, Amerykanów,
Rosjan, Greków, Hindusów i wielu innych narodów. Potem zaczęli migracje i wędrówki
w różnych kierunkach, zostawiając daleko ojczyste tereny. A ich wierzenia i
opowieści przetrwały tysiąclecia wszędzie tam, gdzie ten lud dotarł.
Muszę przyznać, że jako stary miłośnik historii jestem obeznany z datami i
wiedzą o nawet odległej przeszłości. Jednak myśląc o tamtych pierwotnych
bajkach (bo przecież nie o tych wymyślonych przez Andersena czy braci Grimm),
prawię czuję zawroty głowy. Mam bowiem wrażenie, że stoję nad bardzo głęboką
studnią i, przechylony przez poręcz, patrzę wgłąb. A tam w dole majaczą
niewyraźne kształty, przez które człowiek staje oko w oko z niewyobrażalnymi
eonami naszej historii.
My, ludzie współcześni, żyjemy w swojskim, dobrze znanym świecie. Ale
wystarczy że, wyposażeni w trochę wiedzy rozejrzymy się wnikliwie wokół
siebie, a okaże się że wiele aspektów tego nudnego świata kryje w sobie
prawdziwe tajemnice. Jest wiele takich rzeczy, które są tak powszechne i
zwyczajne, że już ich prawie nie zauważamy. Tymczasem słowa, gesty,
zwyczaje, opowieści mają często drugą, ukrytą, bardzo starą twarz.
Nie odmówię sobie przytoczenia jeszcze dwóch przykładów. Polskie nazwy
zawierające frazę "-ostr" wywodzą się wprost z języka
praindoeuropejskiego. Miasta takie jak Ostrołęka, czy Ostrów Wlkp. mają
nazwy o całe tysiąclecia starsze od nich samych. A trywialny gest powitania
lub pożegnania przez podniesienie ręki? Pierwotnie znaczył zapewne :
"nie mam złych zamiarów, jestem nieuzbrojony" i rodowodem sięga co
najmniej epoki człowieka jaskiniowego.
A wracając do bajek, trzeba niestety zauważyć że zmieniają się one coraz
szybciej. Jeszcze gdy sam byłem dzieckiem- czyli w sumie nie tak dawno temu- w
opowieści o Czerwonym Kapturku wilk pożerał główną bohaterkę. Obecnie
(uwaga, ironia!), pochylając się z troską nad psychiką i moralnością
dzieci, bajkę tę coraz częściej rozpowszechnia się w złagodzonej wersji.
Dorośli zdaje się doszli do wniosku, że lepiej od setek pokoleń swoich
przodków wiedzą, jakie historie należy przedstawiać dzieciom.
Tylko patrzeć, jak w bajki wlezie też polityczna poprawność i Kopciuszek nie
będzie już prał i zamiatał podłóg, a wypełniał PIT-y swojej rodziny.
Pamiętajcie więc, opowiadając bajkę swojemu dziecku albo młodszemu
bratu/siostrze, że pod powierzchnią tych lukrowanych opowieści kryje się
nasza, nierzadko mroczna historia.
skargi i wnioski przyjmuje
mac ap
mailto:g.mac@op.pl