/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\
/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\
/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\
A ja miałem wtedy 9 miesięcy. Byłem mały, malutki. Leżę sobie spokojnie, naokoło mnie różowo, ciepło przytulnie. Panuje taki leciutki półmrok. Wszystko ładnie, pięknie. Czasem sobie z jakąś białą krwinką pogadam, a to z płytką krwi, czasem nawet jakiś nieuprzejmy wirus się trafi. Fajnie jest, karmią mnie tutaj ogórkami z czekoladą, truskawkami z bitą śmietaną, chlebem z miodem, czasami nawet wódeczką poczęstują. Żyć nie umierać. Pewnego razu, a był to początek zimy, wiem, bo zimno było, coś mi się tu niewygodnie zrobiło, jakby tak ciaśniej. Pierwszy raz się tak czułem, ale może jakieś problemy trawienne, nie wiem. No, więc zaczynam się wiercić. Wiercę się, wiercę, aż tu nagle moja kochana pępowina naokoło szyi mi się zawiązuje. Normalnie to mi pokarm przesyłała, a teraz, co? Najpierw karmiła, a teraz zabić chce? No nie, coś nie pasi. No to ja się z nią szarpać zaczynam. Złapałem i nie puszczam, ale ona mocniej się zaciska. No, ale ja się nie poddaję, nigdy się nie poddałem, to i teraz się nie poddam. Próbuję się okręcić i uciec z pola zasięgu pępowiny. Jak pomyślałem tak też zrobiłem. Już na drugiej ściance sobie leżę, co by mnie nie złapała, aż tu nagle ścianka pęka. Co jest? Nigdy nie pękała to teraz też nie powinna, ale co mam robić dać się udusić pępowinie, czy wylecieć do oślepiającego światła? Kiedyś jak rozmawiałem z jedną hemoglobiną to mi mówiła, że taki tunel czasami się otwiera, jak one tlen noszą z płuc do serca i po całym organizmie, ale to dla płytek krwi zadanie, żeby taki otworek zamknąć. Ale wracając do tematu, co zrobić, dać się zabić pępowinie, czy zobaczyć, co na zewnątrz? Wybrałem to drugie. Wyleciałem, film mi się urwał i zaczął dopiero w...
A ja miałem wtedy 4 lata. Pierwszy raz przypomniałem sobie jak leżałem w brzuchu mamy. Pępowina owinęła się wokół szyjki, a ja z nią walczyłem. Musiałem walczyć, choć z każdą chwilą słabłem. Nie poddawałem się, musiałem wygrać i udało mi się. Wtedy zobaczyłem to światło. Miałem wybór: walczyć z pępowiną, albo wyjść. Postanowiłem to drugie i kiedy już zbliżałem się do otworu...obudziłem się. Zacząłem płakać. Nie wiem czemu, po prostu ogarnął mnie wielki smutek, tak wielki jak jeszcze nigdy w moim króciutkim życiu. Płakałem, choć nie wiedziałem czemu. Przybiegli rodzice, przytulili mnie, ale ja wciąż płakałem. Przez ponad godzinę. Potem straciłem siły i zasnąłem znowu. Tym razem nic mi się nie śniło.
A ja miałem wtedy 16 lat. Drugi raz miałem ten sen, w którym byłem w brzuchu mamy. Znowu ta okropna pępowina owinęła się wokół mojej szyi jak boa, a ja musiałem z nią walczyć o swoje życie. Nie mogłem się poddać, nie mogłem. To było straszne. Bolały mnie wszystkie członki, wszystkie części mojego malutkiego ciałka, dusiłem się. Musiałem walczyć, musiałem też wygrać tę walkę. Wygrałem. Wówczas zobaczyłem to światło, oślepiające, palące w oczy. Nie mogłem go znieść, a jednak coś mnie do niego przyciągało. Musiałem iść. Kiedy już zbliżałem się do światła, obudziłem się. Wszystko mnie bolało, nie mogłem złapać oddechu, oczy mnie piekły. Poczułem ogromny smutek. Dlaczego? Pamiętam: dzisiaj zginął mój tata. Napadli go, postrzelili. Zginął w drodze do szpitala. Nie miał żadnych szans. Przypomniało mi się, że kiedy pierwszy raz miałem ten sen, kiedy miałem cztery lata, moi dziadkowie zginęli w wypadku samochodowym. Czy to możliwe? Czy ten sen jest alarmem dla mnie? Może, ale kto to wie? Tej nocy nie mogłem już zasnąć.
A ja miałem wtedy 21 lat. Po raz trzeci przeżywałem ten sen. Pępowina zacisnęła się na mojej szyi mocniej niż zwykle, ale nie mogłem się poddać. Musiałem ją od siebie oderwać. Za babcię, za dziadka, za tatę. Za nich wszystkich. Muszę, nie mogę dać za wygraną. To jest walka o nich. Udało się. Wygrałem. Znowu widzę światło, przemieszczam się w jego kierunku, wszystko mnie boli, ale się zbliżam. Czy kiedykolwiek dowiem się, co jest po drugiej stronie tunelu? Może, może teraz? Nie, nie tym razem. Obudziłem się. Już wiem, już wiem, że ktoś zginał. Łapię za telefon, dzwonię do babci, nikt nie odbiera. NIIEEEEE.... Muszę obudzić mamę, musimy jechać do babci. Mama się budzi, ale mówi, że to tylko zły sen i że babcia na pewno ma się dobrze. Zakładam szybko spodnie, kurtkę, wybiegam z domu. Odpalam samochód i jadę. Do babci. Szybko, jedź szybciej. Dojechałem. Wbiegam szybko po schodach, na czwarte piętro, wyjmuję klucze do domu, otwieram. Wchodzę do sypiali, jest babcia, sprawdzam puls............ Babcia nie żyje. Dzwonię szybko po lekarza. Do szpitala. Po dziesięciu minutach pogotowie przyjeżdża, powiedzieli mi, że nie da się jej już uratować. Moja babcia, moja kochana babcia.
A ja miałem wtedy 30 lat. Czwarty raz przeżywałem sen. Już wiedziałem, że ktoś zginął. Z najbliższej rodziny została mi tylko mama. Nie, to nie może być ona. Muszę się obudzić, muszę ją uratować. Moja mama. To dzięki niej jestem na tym świecie. To dzięki niej mogę przeżywać wszystko, co najszczęśliwsze. To wszystko dzięki niej. Muszę się obudzić. Czy walka z pępowiną ma sens? Ma, może uratuję moją mamę. Muszę walczyć. Wszystko mnie boli, duszę się, walczę. Za mamę, muszę to zrobić dla niej, dla mojej matki. Wygrałem tę walkę, ale ile razy jeszcze będę musiał ją przeżywać? Otwiera się, widzę światło, widzę oślepiające światło. Muszę się pospieszyć. Budzę się. Ubieram spodnie, buty, kurtkę, wybiegam z domu, odpalam samochód, jadę. Muszę się spieszyć, może ją jeszcze uratuję. Dojeżdżam. Otwieram furtkę, wchodzę po schodach, otwieram drzwi. Wbiegam do jej pokoju. Nie ma jej. Może jest w szpitalu? Wyjmuję komórkę. Dzwonię do szpitala. Jest moja mama? Jest. Żyje? Żyje. Zbiegam po schodach, wchodzę do samochodu, jadę, do szpitala. Wbiegam do niego, jestem zmęczony, ale to nie ma znaczenia, moja mama musi przeżyć. Niestety już nie żyje. Zabił ją, rak piersi ją zabił.
A ja miałem wtedy 72 lata. Piąty raz przeżywałem sen. Ktoś zginął, ale kto? Żona, dzieci, wnuczęta? Pępowina się zaciskała wokół mojej szyi, ale ja nie mam już siły z nią walczyć. Nie mam siły. Wiem, że tym razem mnie udusi. To jest nieuniknione. Zabije mnie. Tyle razy udawało mi się, a teraz nie mogę. Nie wygram z wężem. Zobaczyłem światło, ale tym razem pępowina wciąż zaciskała się na mojej szyi. Co jest w tym świetle? Światło się przybliża, choć ja się nie poruszam. Patrzę. Co tam jest do cholery?
Śmierć.