PENDRAJW, SKITELSY, ZAPALNICZKA, PUSTE PUDEŁKO PO FAJKACH, CZEKOLADKI
W MISECZCE, DRUGA ZAPALNICZKA, ROZWIERTAK, KLUCZ, DREWNIANY PAJACYK I
PARĘ INNYCH PIERDÓŁ KTÓRYCH NIE JESTEM W STANIE DOSTRZEC
W mroku otworzył oczy rozumny byt. I już mroku nie było, tylko w miarę
jasno. Byt wstał i siadł przed komputerem. Byt był. Miał w głowie jedno -
"gadać". To stanowiło o jego jestestwie. Byt nie rozumiał jeszcze, dlaczego
pragnie gadać.
Kurwa - gadał byt. Nie mam fajek, nie mam piwa, nie mam żarcia.
Siedzę na dupie, to chociaż powinienem wszystko mieć. Wkurwia mnie to
strasznie. I wkurwia mnie Yassip Erdogan. To taki premier Turcji. Były czy
obecny. W każdym razie nie chce uznać Rzezi Ormian za ludobójstwo. A myślę,
że jakby tak zrobił, to by rozwiązał wszystkie moje problemy na co najmniej
dziesięć minut. Do piętnastu. Dzwoniłem do niego, ale się nie mogę dodzwonić.
Wiesz, to że nikt tam nie chce uznać czegoś takiego jak Rzeż Ormian, bo im
się spieprzy wizerunek Ojca Założyciela, to jeszcze idzie zrozumieć. Ale że
te skurwiele atakują wszystkich, którzy by jednak chcieli, to już zwykłe
buractwo. Chyba już mnie nic więcej nie wpieprza dzisiaj rano.
A nie. Głodny jestem. Wkurwia mnie to. Nie mógłbym po prostu tak siedzieć
i być? Pierwsze Prawo Inteligencji - wkurw podstawą żywota. Drugie prawo -
potrzebuję paliwa do podsycania żywota. Piwo, fajki i tanie żarło to takie
rzeczy niezbędne. Są, dobrze, nie ma, dobrze, ale i tak są niezbędne.
Zimno mi. KURWA!! Musi mi COŚ być? Ale mam słabą wolę. Za chwilę się
ubiorę. Potem zjem. A może by pójść po piwo i fajki i żarcie i ciągnąć ten
marny żywot? Powinienem zrobić kolaż. Wszystkiego, o czym pomyślałem od
rana. Sprzedałbym jako sztukę współczesną. Artysta, który jest. Który się
nie rozwija, ma wszystko w dupie, przygląda się swoim wkurwom, charakterom,
trzyma wszystko w zalążkach i robi z tego kolaże. A uzasadniałbym to tak,
że szukam dla siebie formy. I dlatego potrafię się uczepić każdej pierdoły,
na przykład tego że nie mam fajek albo że chwilowo wyobraziło mi się że
jestem anarchizującym leniem. W Stanach zrobiłbym już karierę. A w Polsce
co? Iść i ciągnąć marny zywot.
Tortilla do mnie przyjechała. Facio z pizzerii chce trzynaście złotych.
A ja nic nie zamawiałem. Czy mu dam? Jasne stary. To znak od Boga. Przysłał
mi swojego posłańca. Nie wiem, Wszystko się zaczyna układać
żeby jeszcze mi ktoś przywiózł piwo i papierosy.
Byt usiłował nadać sobie formę. Wyobraził sobie że ma stopy, a potem
całe nogi. Ucieszył się tą wizją. Fajne są nogi, bo mogą wszędzie zanieść.
Nad nogami była miednica, a nad nią korpus. To już było neutralne, nie cie-
szyło, ale też i nie wkurzało. Byt z wielkim trudem wyobraził sobie ręce,
a potem, ostatkiem już sił, zwizualizował dłonie. Głowy za cholerę nie
udawało mu się sobie osadzić na tym sformowanym ciele, choć nie wiem jak
się wytężał. Zmęczyło to byt tak, że przestał sobie wyobrażać cokolwiek
i znowu go nie było. Niebycie cieszyło się nim.
Donald
XII 2007