Obyś żył w ciekawych czasach


Całkiem niedawno dowiedziałem się z opisu gadu-gadu mojego kumpla, że jego bliska koleżanka nie żyje i że był na pogrzebie. Cóż, bywa. Jak się wkrótce okazało, również znałem dziewczynę. Nie była to co prawda przyjaźń, na którą mógłbym się w sądzie powoływać - nie była to nawet przyjaźń. Ot, kilka razy nasze drogi skrzyżowały w okolicach stołków barowych lub miejsca, gdzie celebrowano urodziny naszych wspólnych znajomych. Muszę jednak przyznać, że z tego co pamiętam, była całkiem miłą istotą.

Tym bardziej więc nie chciałem wypytywać kumpla, co się w ogóle stało. Nawet nie wiedziałem, jak się nazywała. Kojarzyłem tylko twarz oraz ksywę, której wszyscy używali - i co ważne, używała jej również ona. Jak się okazało, to wystarczyło. Tylko tyle. Przezwisko i informacja, że pożegnała się z tym światem nagle, najpewniej wskutek nieszczęśliwego wypadku, a pogrzeb odbył się w gdzieś w jeden z zimowych weekendów.

Od czego zacząć? Oczywiście - nasza-klasa. Wyszukiwanie ksywki nic nie dało. Wszedłem jednak na profil kumpla i drogą eliminacji wytypowałem dwie kandydatki. Dokładniejszy rzut oka na ich szkoły, znajomych, miejsce zamieszkania... Jest - znalazłem potencjalną ofiarę wypadku. Faktycznie, to chyba ta dziewczyna - do tej pory nie byłem nawet pewien, czy dobrze kojarzyłem twarz. Szukamy dalej.

Skoro odeszła spektakularnie, to powinna brylować co najmniej na trzeciej stronie którejś z gazet. Na pierwszy ogień poszła więc Gazeta Wyborcza i jej serwis on-line. Wyszukiwanie, słowa kluczowe w różnych kombinacjach: wypadek, wiek dziewczyny (nasza klasa się kłania), jej miejsce zamieszkania i kilka innych rzeczy. Nie ma nic. Przechodzę więc na lokalną gałąź. Wpisuję to samo.

Czyżbym trafił?

Zderzenie czołowe dwóch samochodów. Kierowca osobowego przeżył, pasażerka zmarła wkrótce po wypadku. Kierujący ciężarówką wyszedł z wypadku bez szwanku. Trochę mało. Nie jestem nawet pewien, czy to to - w końcu nawet nie znam żadnej daty, a statystycznie dziennie na polskich drogach ginie nawet ponad 10 osób. Szukam więc dalej. Może są jakieś mniejsze serwisy lokalne? Google, kilka haseł. Trafiony. Trochę szerszy news. Imię, wiek, okoliczności wypadku, dokładne miejsce. Już lepiej, ale ciągle grzebię. Trafia mi się strona jakiegoś społecznościowego portalu newsowego. Tutaj już bogato. To co wyżej plus istotna informacja o kierowcy auta osobowego i kilka innych szczegółów.

No to jestem w domu, pomyślałem. A raczej w grobie.

Pora sprawdzić pogrzeb. Tutaj poszło jak z płatka. Imię, nazwisko, miejsce, słowa kluczowe w googlach i gotowe. Pozostało się jeszcze upewnić, tak dla... hmmm... zabawy i formalności. Ponownie nasza-klasa. Znajomi kumpla, profil dziewczyny, szybka kwerenda i pospisywane numery gg wszystkich tych, którzy je udostępnili. Wystarczyło je wpisać na listę i popatrzeć na opisy. Zazwyczaj pogrzebowo-zniczowe.


Brutalne, nie?

Cóż, w takich czasach żyjemy. Ciekawych. Jeśli tylko chcesz, to w Internecie znajdziesz praktycznie wszystko. Ale jest też druga strona medalu: czy pragniesz, by ktoś miał taką możliwość wobec ciebie? Rzuć na pożarcie googlom swego maila, numer gg, numer telefonu i sprawdź, co wyskoczy. Możesz się (nie)mile zaskoczyć...


Gregorius
grzeniu@gmail.com