Myśli niedokończone.




Wcale nie trzeba wiele.

Nie trzeba fajerwerków, palmy na złocistej plaży, idealnie błękitnego nieba i rycerza na białym koniu. Skarbu piratów zakopanego w ogródku, pod starym świerkiem i ducha, który opowie, jak to jest po drugiej stronie. Sławy i pieniędzy, wielkiego domu i małej uroczej altanki w cieniu drzew. To wcale nieprawda, że zawsze wszystko albo nic. W potocznym rozumieniu wszystkiego i niczego.

Wcale nie chcę żyć długo i szczęśliwie. Wystarczy tak jak teraz. Wystarczy odrobina dystansu i odblask słońca we włosach o dziwnym odcieniu. I dziewczyna z czerwoną opaską, jedząca rodzynki w czekoladzie na przystanku. I piosenka, która zawsze zaplącze się rano i do końca dnia jest cicho nucona. Ale nie na tyle cicho, że nikt jej nie słyszy. Muzyka, która jest w tobie, mówi więcej niż się wydaję o tym, kim jesteś. Ale co mówi twoja cisza?

Ciszy jest wiele rodzajów. Jest cisza krępująca i gęsta jak świeże masło. Można ją kroić nożem, ale nie da jej się podzielić między ludzi w niej pogrążonych. Każdego przytłacza tak samo, a świadomość możliwości jej przerwania, jedynie pogłębia ten dyskomfort. Bo wszyscy wiedzą, że tej możliwości nie wykorzystają.

Albo taka, gdy nie wie się co powiedzieć. Im dłużej trwa, tym nasza słabość jest wyraźniejsza, tym silniej odkrywamy to, czego się boimy. Niewypowiedziane słowa wypływają same, trzęsące się ręce piszą niewidzialne litery w powietrzu, a drżenie ciała wprawia w ruch powietrze. Tylko jej przerwanie może odwrócić od nas uwagę. Ale często nikt nie ma odwagi i trwa się, drżąc w tej piekącej, zimnej strużce światła. Cisza.

Ale są ludzie, z którymi można milczeć na temat. Można milczeć o słońcu, o wietrze, o śpiewie przechodnia, ale przede wszystkim - o sobie nawzajem. Można usłyszeć słowa, które mimo, że niewypowiedziane są oczywiste i wyraźne. Tylko wtedy można powiedzieć najwięcej. Tylko nie odzywając się, można wszystko zrozumieć. Jeśli trzymając kogoś za rękę, nie czujesz obowiązku mówienia, nie puszczaj tej dłoni.

Dobrze mieć coś czego można się chwycić. Nawet jeśli wydaje się to niematerialne i właśnie nieuchwytne. Tylko marzenie? Tylko sen? Tak niewiele? Bez nadziei - tak. Z nią - wszystko. Cel będący jednocześnie drogą. Bo najważniejsze to wiedzieć, że ma się na co czekać. Nawet jeśli to szczęśliwe „kiedyś” jest tak bardzo nieokreślone. Mimo, że rozmyte, nadal jest rzeczywiste. I będzie. O ile będziesz tego naprawdę chciał.

O ile wiesz, czym jest marzenie. To wcale nie to, co jeśli się spełni, sprawi, że poczujesz się lepiej. Że będzie ci wygodniej, dostatniej. Plan, który ze szczegółami ułożysz sobie w głowie. Marzenia rozpoznaje się w tych wyjątkowych sekundach tuż przed zaśnięciem. W tej jedynej chwili, kiedy myśl jest niezależna od rozumu, kiedy zmierza dokładnie tam, gdzie chce. Niehamowany wątpliwościami i logiką, dopiero wtedy widzisz naprawdę siebie, mimo, że to nie ty jesteś przed swoimi oczami. Zapamiętaj ten obraz, najbardziej realny z całego życia na jawie. Kto wie, czy nie jedyny prawdziwy?

Ufasz ludziom? Bezgranicznie, bez wątpliwości i bez żadnych obaw? Nie. Musiałbyś być głupcem. Nie można ufać każdemu. Bo nie każdy ufa sobie. Prawie nikt. A jak jest z tobą? Wiem, że nie potrafię poznać się do końca, Wiem, że nie mogę być siebie pewna. Skąd mam wiedzieć, czy to co pokazują mi moje oczy, co przekazują mi moje zmysły jest realne. Dlatego tak bardzo potrzebowałam kogoś, komu można zaufać do końca. Żeby od nowa pokazał mi jaki jest świat.



Martika