Z okazji tematu nie mogącego obyć się jednym językiem, umieszczam na końcu (dolnym)
słowniczek
W
alka na słowa (jak również o słowa), w której liczy się siła argumentów. Jak pisał Karl Jaspers (wybitny filozof, osobiście nie lubiany przeze mnie, piastujący na uniwersytecie w Bazylei katedrę filozofii, tę samą co Nietzsche) „Ta walka jest walką miłującą, gdzie każdy walczący oddaje cały swój oręż do dyspozycji przeciwnika.”. Może być sprawnie toczona jedynie pomiędzy mądrymi dysputantami, ponieważ elementarną jej częścią jest dobre zrozumienie oponenta. Wymagane jest także ustanowienie pewnych założeń, jak na przykład uznawanie powszechnych praw fizyki (w myśl sofistów według których, słowami można udowodnić wszystko, należy ograniczyć pole dyskusji). Dla inteligentnego człowieka jest wspaniałą, twórczą rozrywką. Rozmawiając z kimś mądrym, zawsze dojdziemy do kompromisu tworzącego nową wartość, sumę naszych przemyśleń lub wymienimy poglądy (nie ma przegranego w takim układzie). Natomiast dyskutując z kimś, o mniej pofałdowanej korze mózgowej, lub nie używającym jej przesadnie, poniżymy go, lub nauczymy czegoś (jedno i drugie może przynosić satysfakcje;>).
Mistrzem tej sztuki był niewątpliwie Sokrates. Swoim reductio ad absurdum doprowadzał do szału wielu półgłówków wśród swego narodu. Niestety jak świat długi i szeroki, największe zagęszczenie półgłówków jest wśród osób trzymających władzę, więc arcydyskutant zmuszony był poznać panią cykutę, choć zrobił to z godnością, jak wiadomo.
Niezwykle ważnym aspektem, każdej dysputy, muszą być założenia oraz przesłanki, którymi argumentujemy swoje racje. Za przykład niechaj posłuży prosty paralogizm:
1. myślenie jest funkcją mózgu
2. wszystkie zwierzęta maja mózg
wniosek: wszystkie zwierzęta myślą
Oczywiście fałsz. W tym przypadku każda z przesłanek przedstawia wartość prawdziwą, jednak do słuszności twierdzenia brakuje kwantyfikatora szczegółowego dla pierwszego założenia, np:
myślenie jest jedną z funkcji mózgu.
Wtedy informacje nie są kompletne i nie dają nam podstaw do błędnej tezy.
Gorzej, gdy którekolwiek z założeń jest nieprawdziwe. Z fałszu można wywnioskować cokolwiek, bowiem ad imposible sequitur quodlibet. Dlatego należy zwracać uwagę na dobór przesłanek i kwestionować je, by nie paść ofiarą kazuistycznych sofizmatów.
Nie należy także udowadniać, na siłę zbyt wiele i sypać definicjami jak z rękawa, sama definicja, nie jest jeszcze argumentem, a ich przesyt także nie jest niczym dobrym. Qui nimum probat, nihil probat. W gąszczu formuł tworzących swoiste idem per idem, łatwo wpaść w pułapkę circulus in demonstrando i powtarzać się, niczym dotknięty echolalią, by usłyszeć skwitowanie trudu i wysiłku nieproduktywnego:
-To, o czym traktowałeś na początku, już dawno zapomniałem, zaś reszty nie jestem w stanie zrozumieć nie pamiętając początku.
Adekwatność jest tu wielce pożądana (Ad rem!), a zapalczywi ludzie, pragnący za wszelką cenę coś udowodnić (i zrekompensować sobie tym zapewne jakieś kompleksy niedowartościowania), zachowują się jak dziecko, które pragnie zabrać z dzbana zbyt wielką ilość łakoci, przez co nie może wyjąć z niego własnej ręki. Zasada adekwatności przypomniała mi pewną chińską anegdotę, w której Pan miał pełną butelkę najprzedniejszego wina i postanowił odstąpić ją jednemu ze swoich podwładnych. Nie mógł jednak zdecydować, którego z nich tak wspaniale obdarować. Zwołał ich więc do siebie i ogłosił, że butlę wina otrzyma ten, który jako pierwszy namaluje kredą na ziemi węża. Jeden sługa był najsprytniejszy, namalował zwierzę najprościej jak to możliwe i ukończył był rysunek dalece przed pozostałymi, postanowił jednak dla żartu domalować nogi i ręce ("wściekłe pięści węża" ;>), pan zobaczył to i nie dał mu wina, gdyż sługa okazał się zbyt gorliwy i zrobił więcej niż mu nakazano. Jak mawiają niektórzy, nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu (cokolwiek wtedy mają na myśli).
Czasem zdarza się wpaść nam w inne circulus vitiosus. Zdarza się to najczęściej, gdy traktujemy o aksjomatach, dobranych na domiar w ten sposób iż nie sposób ominąć ich definiowania, by posunąć się w dyskusji na przód. Powodem są jak zwykle błędne założenia i od nich należy rozpocząć poszukiwania błędów w rozumowaniu.
Gadatliwi, mają uzasadnione pretensje do natury, że obdarzyła ich jednym językiem, zaś dwojgiem, uszu (bo i tak z nich nie korzystają właściwie i nie myją tak często jak należy). Jest pewne, powszechnie znane, powiedzenie o tym, jak to mowa jest srebrem... jednak to nie milczenie jest złotem lecz czynne słuchanie. Choć nie warto strzępić języka w próżnej sprawie, należy być czujnym, aby bronić swoich racji i kontrolować sytuacje. Unikajmy niedomówień, które są niezwykle częstą przyczyną konfliktów o tzw. pietruszkę. Qui tacet consentire videtur, ta starożytna zasada, bywa przyjmowana, odwracana lub nie stosowana w ogóle, dlatego warto ustalić w gronie dyskutantów, na którą z opcji się zdecydować.
Inną sprawą, której warto być świadomym w rozmowie jest onus probandi, to tzw. mus dowodu. Zawsze spoczywa on na jednej ze stron. Oznacza on, że w tej chwili „brzemienna” frakcja musi dowodzić swoich racji, zaprzeczać lub odpowiadać na pytanie. Ciężar ten najłatwiej zrzucić z siebie odpowiadając pytaniem na pytanie, jednak, aby metoda była skuteczna, należy wykonać ją zręcznie, a dobrze, trafnie i adekwatnie, mądrze oraz subtelnie. (jak wszystko w życiu).
Jeżeli już jesteśmy przy „metodach”, istnieje wiele sposobów na wymanewrowanie przeciwnika. Jednym z nich jest użycie amfibolii, czyli zdań posiadających więcej niż jedno znaczenie, jeśli przypuszczamy, że oponent nie będzie znał tego właściwego. Następne w kolei są sofizmaty, czyli celowe mówienie nieprawdy, tak aby nasz rozmówca widział, że jesteśmy przekonani co do słuszności, fałszywego zdania. Tą metodą można posłużyć się także w druga stronę i utwierdzając kogoś w przekonaniu, że racja jaką przedstawiamy jest (wbrew realiom) nieprawdziwa. To nic innego jak blefowanie. Można także podawać niekompletne informacje, w formie sugestywnej, aby ktoś sam wprowadził się w błąd, to jedna ze skuteczniejszych metod.
Jakub wracał z sadu, niosąc na plecach worek, na drodze spotkał grupę znajomych. Rzekł do nich:
- Kto zgadnie co mam w worku, dostanie największą brzoskwinię.
Jak łatwo sie domyślić, nie musiał się z nikim dzielić, bo w torbie niósł jabłka.
(Errare humanum est, stultum est in errare paseverare, dogonili go i sami sobie zabrali ;P)
Pytanie sugestywne, w sprawnym użyciu zręcznego demagoga jest groźnym orężem
Nad rankiem znaleziono zwłoki mieszkańca małego miasteczka, przyczyna śmierci niewyjaśniona. Policjant, pyta przypadkową kobietę:
-Co pani sądzi o tej zbrodni?
...
Nie ma to jak blackwoodowski artykuł ;D (żart zrozumiały głównie dla obeznanych z twórczością E. A. Poe'go; vide: "Jak napisać blackwoodowski artykuł")
Słowniczek
Il y a a parier que toute idee publique, toute convention recue, ast une sottise, car elle a convenu au plus grand nombre. -
Można iść o zakład, że wszelka myśl powszednia, wszelkie odziedziczone
przekonanie jest głupie, ponieważ dogadzało większości.
Reductio ad absurdum - sprowadzanie do sprzeczności/absurdu
Ad imposible sequitur quodlibet - z niemożliwości wynika wszystko
Qui nimum probat, nihil probat - kto zbyt wiele dowodzi, niczego nie dowodzi
Idem per idem - to samo przez to samo (nasze: masło maślane)
Circulus in demonstrando - koło w dowodzeniu
Ad rem! - do rzeczy
Circulus vitiosus - błędne koło
Qui tacet consentire videtur - kto milczy, wyraża zgodę
Onus probandi - ciężar dowodu
Errare humanum est, stultum est in errare paseverare - ludzka rzecz, mylić się, ale głupio trwać w błędzie
powrót do początku