TPK

Podoba mi się to. Znaczy to mi się podoba, co w tej chwili robię i co zrobiłem już kilkakrotnie, określając ową czynność mianem „pisania felietonu”. Nie mam powieszonego na monitorze limitu ilości znaków, nikt nie narzuca mi tematu ani też nie spłaszcza co bardziej odważnych stylistycznie sformułowań. Jedyna wada pisaniny tego rodzaju jest taka, iż tworzę prawie wyłącznie dla siebie. Cóż, ta wada ma i zalety – np. dobry kontakt z czytelnikiem.

Ale ja nie o tym.

Wiecie, że większość ludzi jest głupia? Inaczej może - większość jest PROSTA, natomiast z tej większości gros faktycznie należy do kategorii idiotów. Wnioski tego rodzaju wysnułem na podstawie pracy mej wakacyjnej, którą wprawdzie nie zamierzam chwalić się tu w szerszym zakresie, jednak dla poparcia swego stwierdzenia powiem, iż polegała na nieustannych kontaktach z ludźmi.... OK, dopiero po ponownym przeczytaniu poprzedniego zdania odkryłem, jaki zawód mógłby się wam podczas tegoż zdania czytania narzucić. Nie, nie byłem męską (ani żadną inną) prostytutką, co jednak nie przeszkodziło mi w odkryciu jak głupim gatunkiem jest ten, do którego należę. A już zwłaszcza naród, który reprezentuję. Tacy na przykład Niemcy, nawet jeśli nie są akurat bystrzy, to są chociaż mili. Może faktycznie dzieje się tak, ponieważ mają dużo pieniędzy i spokojną starość, ale nie zmienia to faktu, że (tu będzie ważne) większość Polaków to wycięte z szablonu, pozbawione osobowości, dysponujące nikłym intelektem i jeszcze mniejszą kulturą buraki słuchające Dody i oglądające Sopot Festival.

Ale ja nie o tym.

Fellation niniejszy będzie właściwie o religii. Religię wprawdzie jako szeroko rozumiane zjawisko uważam za żywą skamielinę, oderwany od rzeczywistości anachronizm, będący wynalazkiem tej bardziej ułomnej strony ludzkiej natury, aczkolwiek nie zamierzam poświęcać treści tekstu nawracaniu kogokolwiek na wierność Wielkiemu Atejowi. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy, kto podporządkowuje swój żywot absolutom musi być jednocześnie bucem, lecz właśnie bucostwu w połączeniu z religią chciałbym się przyjrzeć. A że najbliższy ciału krem Nivea, zajdziemy temat od strony Polaków i religii katolickiej.

O ile na swój sposób imponuje mi, gdy ktoś świadomie obiera ścieżkę Boga i konsekwentnie nią kroczy, o tyle żałość mnie ogarnia na myśl o katolicyzmie w typowo typowym polskim wydaniu. Ten nie opiera się bowiem na żadnym tam świadomym wyborze, na żadnej konsekwencji - raczej na powielaniu zachowań rodziców i otoczenia. Taki nasz Typowy Polski Katolik (w skrócie TPK) rodzi się w domu innych Typowych Polskich Katolików, zostaje ochrzczony, nauczony paciorka, zdrowaśki i chodzenia do kościółka co niedzielę, dostaje rower na pierwszą komunię, spowiada się z pierwszej masturbacji, wybiera sobie czwarte imię podczas bierzmowania, bierze ślub kościelny i wydaje na świat potomka, którego ochrzci i dopilnuje, by ten podążył jedyną słuszną ścieżką TPK. Gdzieś w tak zwanym międzyczasie przytrafi mu się jeszcze śmierć i śmierć właściwa - czyli uroczysty, katolicki pogrzeb (czy tylko mnie zdaje się, iż więcej smutku, łez i cierpienia towarzyszy pogrzebowi niż faktowi zgonu bliskiego?). Moje pytanie: gdzie w tym wszystkim miejsce dla Boga?

Wiecie, co jeszcze powiem? Stawiam Twixa, że co najmniej 80% polskich katolików (choć z zagramanicznymi jest pewnie podobnie) w ciągu całego swojego katolickiego życia nie przeczytała Biblii. Kupuje ją sobie w prawdzie, jakoś ładnie wydaną, i kładzie w zaszczytnej sekcji domowej półeczki - obok książki o papieżu - ale do lektury jakoś nigdy mu się nie śpieszy (do tej o papieżu zapewne też nie). Trochę to absurdalne. Nawet trochę bardzo. Na jakiej podstawie tego sortu osobnik daje sobie prawo do nazwania siebie osobą wierzącą? Skąd wie, że istnieje coś takiego jak Bóg i jak należy temu oddawać cześć? Od mamy? Czy od księdza, który gotów jest mu wmówić, że miłość do Boga równa się głos na PiS i przelew na konto Radio Marysia. Uważam, że mieć się za katolika nieprzeczytawszy Biblii to trochę jakby nazwać się fanem World of WarCraft znając grę jedynie z recenzji. 

Co jeszcze cechuje naszych kochanych pseudokatolików, i o czym zdążyłem nadmienić, to niesłychany wprost brak konsekwencji - który zresztą wynika częściowo z treści opisanego powyżej zarzutu. Bo niby się taki zowie katolikiem, ale jednocześnie skory bardzo poruchać przed (kościelnym!) ślubem. Niby taki popisuje się miłością do Jezusa Chrystusa Amen, jednocześnie jednak pałając wymierzoną we wszystkich zawiścią, nienawiścią, dupoobrabianiem i podłością, wyłączywszy przy okazji wszystkie te przebaczenia i drugie policzki z obiegu. (Modlitwa Polaka z "Dnia Świra" jakoś mi się teraz nasunęła.) Taki młody TPK lubi sobie pojechać na pielgrzymkę czy inną oazę, ale głównie po to, aby poderwać jakiegoś przedstawiciela płci przeciwnej i trochę sobie za krzakami pochlać. Ogólnie chlanie to rzecz godna każdego prawdziwego patrioty, a katolika w nie mniejszym stopniu. Jest to wszakże najlepszy sposób by trochę urozmaicić nudnawe przecież religijne obrzędy. Czy to chrzest czy komunia, czy ślub, czy pogrzeb, Boże Narodzenie, Wielkanoc - zawsze w okolicach znajdzie się jakiś większy ochlaj. Ku chwale Pana, mówicie?

Najbardziej przesrane mają jednak wspominani potomkowie TPK. Ci, niestety, nie zawsze mają ochotę podążać w ślad zakłamanych rodzicieli i zbaczają na samodzielnie wybrane ścieżki: buddyzmu, ateizmu, hinduizmu, satanizmu, czegokolwiek. A przynajmniej chcieliby, gdyby jaśnierodziciele potrafili wykazać się odrobiną chociaż katolickiej tolerancji, miłosierdzia i zrozumienia swojej religii. Rzecz ma się bowiem w ten sposób, patrząc z perspektywy religii właśnie: Bóg potrzebuje szczerej miłości i oddania płynącego z serca. Nie zależy mu na jałowym zapełnianiu miejsc w świątyni przez ludzi bez wiary w jego "osobę". A jednak - jak świat światem dorośli zakłamani pseudokatolicy produkują jeszcze bardziej zakłamanych jeszcze bardziej pseudo młodych katolików, którzy jak za karę odwiedzają co niedzielę kościół, uczęszczają na lekcje religii (żeby odrabiać zadania z innych przedmiotów), przystępują do komunii, bierzmowania i innych takich - bo mama kazała. Zmuszanie nie-katolickiego dziecka do katolickich rytuałów przekracza moje pojmowanie. Jaki ma to sens? - proszę, niech mi ktoś wytłumaczy. Czy wedle takiego rodzica kalibru TPK Bóg nie widzi braku swojego odbicia w sercu i umyśle młodziana, gdy ten z zewnątrz udaje jego sługę? To byłoby niezłe, ale częściej chodzi o kwestię tak przyziemną jak "a co powiedzą sąsiedzi?". Albo jeszcze ziemi bliższą, typu "bo tak ma być!".

Właśnie, "tak ma być". Bo tak czynił ojciec, dziadek, pradziadek, prapradziadek, praprapradziadek itd. - a to wystarczy. Zdaję sobie sprawę, że wiele oczekuję, ale byłoby miło, gdyby nawet katolików cechował jakiś, choćby umiarkowany, pomyślunek. Pomyślunku zaś - typowym katolikom - bardzo brakuje. Ich religijność to w rzeczywistości pusta, wyprana z jakiegokolwiek duchowego podtekstu skorupa, zestaw obrzędów i rytuałów, które wykonują jak zombie z nikłym najczęściej poświęceniem. 

Byłem kiedyś na takim spotkaniu z Jezuitami. Wbrew temu, co największe buce spośród TPK mogłyby pomyśleć, nie jest to żadna sekta, ale jak najbardziej katolicki zakon. Fajni to byli faceci - młodzi, pogodni, żartobliwie nam to wszystko wyłożyli (ja wiem, to bardzo niezwykłe, by wyrazić miłość do Boga z uśmiechem na twarzy). Treść jednak wykładu już żartem nie była. Generalnie wniosek sprowadzał się do tego, że grupy najbardziej wartościowe, które należy jednakowo szanować to zarówno szczerzy, konsekwentni katolicy, jak i podobnie konsekwentni, ale w drugą stronę - ateiści. Gdzieś pomiędzy znalazły się grupy mniej na poważanie zasługujące - "katolicy", którzy traktują swoją religię wybiórczo i ci, którzy uważają się za katolików, ale mają takie czy inne względem wiary wątpliwości... Nie ma co, TPK jak malowany.

To będzie bardzo fajne zakończenie naszego felietonu. Mógłbym jeszcze pokusić się o marudny akapit na temat tego, jak bardzo boli mnie głupota ludzi czy jak bardzo do kitu jest demokracja w świecie tą głupotą wypełnionym, ale... nie chce mi się.

Mimizu (09.2007)

PS.
Pozdrowienia dla Mnie.