:: Słowem wstępu
Witam w naszych skromnych progach, czytelniku. :)
Kimkolwiek jesteś, niezależnie od tego, czy PP czytasz zawsze, czy od święta, pewna rzecz musi Ci się rzucać w oczy - otóż nie jest to zwyczajny numer, jakich do tej pory było wiele. Nie zwyczajny, taki powszedni, jak chleb, co to go się jada na co dzień. To jest numer, czytelniku, jubileuszowy. Jeśli więc zaglądasz do Periodyku rzadziej niż raz na kilka miesięcy, albo tez zrobiłes to dopiero dzisiaj, to nie martw się: trafiłeś akurat na imprezę, na co dzień jest tutaj normalniej. :)
Nie sądziłem, że pięćdziesiąty numer PP będzie się mógł znaleźć w setnym numerze magazynu, któremu zawdzięczamy wszystko - czyli Action Maga. Co prawda złożyły się na ten fakt wydarzenia dość nieprzyjemne, takie jak kilkumiesięczne nieobecności magazynu na tegoż łamach, jednak teraz, patrząc na to z szerszej perspektywy, widzę, że to miało sens. Jeszcze bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że przypadków nie ma, a wszystkie poślizgi, które mieliśmy, prowadziły nas do tego punktu: wspólnego świętowania dwóch jublieuszów.
Z tego względu ten numer wygląda troszkę inaczej, niż dotychczasowe - ja i UnionJack podjęliśmy się trudnego zadania, którego rezultaty możecie oglądać w "Waszych wierszach" i "Na wesoło". Jako, że okrągła rocznica to czas wspominek i zadumy nad tym, co było, pomyśleliśmy, że nikomu nie zaszkodzi mały powrót do przeszłości. Na chwilę zatrzymał się czas - nie uświadczysz, czytelniku, w tym numerze wierszy z tego miesiąca - ale nie dlatego, że nikt nic nie napisał. Wręcz przeciwnie. Myślę jednak, że odpoczynek od "doczesności" dobrze nam zrobi, a na brak wierszy w tym numerze trudno i tak narzekać. ;) Imć autorów zapewniam jednak, że ich utwory pojawią się już w przyszłym miesiącu.
Zbiór niemal pięćdziesięciu wierszy ze wszystkich poprzednich numerów PP obrazuje pewną drogę, którą ten magazyn przeszedł, daje pewne pojęcie o tym, jak tendencje zmieniały się na przestrzeni lat. To wszystko dzięki Wam - młodym, gniewnym, niestrudzonym i zbuntowanym. ;) I to właśnie Wam jest wspomniany zbiór dedykowany - bo bez Was Periodyku by nie było. Dlatego postanowiłem zrezygnować z działu Wieszczowego - tam i tak co miesiąc Metis stara się wybierać to, co najlepsze. To Wy poczujcie się dzisiaj Wieszczami. ;)
Magazyn przeżyl, jak dotąd, trzy naczelstwa - Najdłużej na stołku utrzymywał się Union, na krótki czas zajęła go Zorka, a wiele miesięcy później wstąpił na niego Metis. Moja "dyrekcja" to już czwarta z kolei - nadal uważam, że bynajmniej nie najtrafniejsza dla tego kącika. Ale mam też nadzieję, że jego poziom i nieustanna frajda, jaką sprawia pisanie wierszy, nie będzie zależne od tego, kto obecnie przesiaduje na tronie. Chciałbym, żeby zapał do pisania i aktywności literackiej stał ponad czasem, recesjami, sezonami ogórkowymi i roszadami personalnymi. Dlatego dzisiaj pozwoliliśmy sobie czas oszukać i wybić się ponad niego - jak to pisał Kaczmar, unieść się ponad spiekotę epoki. Temu właśnie służy ten numer i wspomnienia wierszy, które wywarły na mnie (i pewnie nie tylko na mnie) spore wrażenie, ale rownież tych, które w jakiś sposób utwkiły w świadomości zbiorowej. :) Wybór jest oczywiście tendencyjny i subiektywny - ale o tym już polecam się przekonać samemu.
Periodykowi życzę wszystkiego najlepszego - a was zapraszam do wspomnień... ;)
- Obywatel
Oto stuka pięćdziesiątka
Periodyka, skurcz żołądka
ze wzruszenia się przybłąkał,
a w kieliszki pięćdziesiątka
już rozlana. Świętowanie
nie zaskoczy nas nad ranem:
na trzy noce rozhulane
urządzimy wielką banię!
Bania wielka i huczna z pewnością się Periodykowi należy 50 numer to jubileusz zasługujący co najmniej na czteropiętrowy tort i wannę szampana dla każdego. :)
Nie będę z tej okazji opisywała wszelkich związków przyczynowo – skutkowych, zbiegów okoliczności i serii fortunnych zdarzeń, jakie mnie z Periodykiem połączyły. Powiem tylko, że naprawdę ogromnie się cieszę, iż dane mi było rzucić się w szaleństwo wspólnych poetyckich wojaży, fraszkowych flirtów, dyskusji częstochowskich i prawdziwych ludzkich emocji przelanych „na papier”. Chciałabym, aby to szaleństwo trwało jeszcze długo, długo – choćby nas wszystkich mieli zamknąć w pokoju bez klamek – w białych kaftanach, z katką i piórem oraz z diagnozą permanentnej weny twórczej i lekką nutką poetyckiego bzika. :)
Dziękuję wszystkim Periodykowiczom, z którymi mogłam się bawić we wspólnej poetyckiej piaskownicy. Zabawie tej często towarzyszył nie tylko śmiech, ale również zdziwienie, poruszenie, zastanowienie, podziw. Wierzę, że jeszcze nie raz odnajdę w Periodyku te emocje – i wiele innych, dlatego czekam na kolejne 50 numerów wierszowania (a potem następne 50 i następne... :)).
Pozdrawiam ciepło i życzę wielu radosnych odkryć, wizji i pomysłów związanych z poezją.
– pszczóła
Sie ma :) Pięćdziesiąty numer Periodyku, który to numer zbiega się z setnym numerem AM, jest świetną okazją do słów wielkich i ważkich, do wspomnień i rozliczeń, do podniosłych momentów i ukradkiem łez otarcia. Nie wątpię, że na wszystko to znajdzie się miejsce w tym numerze; sam jednak nie będę ich wzbudzał i napiszę jedynie kilka rzeczy banalnych - ale i osobistych. Muszę powiedzieć, że jest dla mnie niezwykłą frajdą, że Periodyk - który z początku widziałem jako jakąś próbę, twór nieco chybotliwy i efemeryczny - zdołał dotrwać do pięćdziesiątego numeru. Jest dla mnie wielką radością, że na naszej liście płac znalazło się kilka nazwisk dla poezji cokolwiek znaczących - a jeszcze większą przyjemność sprawia mi myśl, że było tu wiele osób zupełnie nieznanych, ale potrafiących całkiem nieźle pisać. Miło, że udało nam się stworzyć jakąś przestrzeń do wspólnej wymiany żartów, fraszek i limeryków; niejaką dumą napawa mnie też myśl, że znalazło się u nas miejsce na rzeczy ambitne, takie jak teatr czy okołopoetyckie dyskusje. Myślę, że projekt o nazwie Periodyk - nieważne jak dalej się potoczą jego losy - można uznać za projekt udany. Dlatego też możemy sobie życzyć tylko jednego - by ten projekt trwał, rozwijał się i by było na niego zapotrzebowanie. Czego sobie i Wam - serdecznie życzę. :)
- Michał "UnionJack" Krotoszyński
Okrągłości mają to do siebie, że są ponętne i apetyczne. I choć dotarcie do nich, doprowadzenie do względnej jakości, a i wyglądalności wymaga czasu, nakładu pracy, wyrzeczeń i nadrzeczeń, wieczornych kubków z czekoladą przyszpiloną kandyzowaną wiśnią, czy śliwką maczaną w lukrze, cukrze - to efekt, zaprawdę, godzien jest tego bałamutnego stanu, w którym wszystko się rozpływa, nadyma, nęci i święci.
Z okazji okrągłej pięćdziesiątki Periodyku i dwu takich AM - wszystkim czytelników życzy się więc obfitości i rumianości tychże, co by palce przez kolejny taki dystans można było lizać i zachwycać się tą literacką kromką posmarowaną masłem wieczności, która zwykłych zjadaczy chleba - na nieskończoność słowa przenosi.
Smacznego.
- Zorka
PS: Okładka przedstawia Bruno i Stachurę, zaklętych w dwie gąsienice i zaprzęgniętych do niewolniczej roboty, czyli prezentowania numerka nowego PP. Cholenie są z tego niezadowoleni, bo jako jedyni z całej brygady nie mogą iść na piwo.