Chodź do nas, Czytelniku - wołamy z przydrożnej knajpy - chodź i spocznij, chociaż na kilka kufli piwa. Szykuje się bowiem bajanie o pisarzu szczególnym. Nie znasz, Czytelniku? Usiądź tym bardziej...
PPan Hrabal urodził się 28 marca 1914r., czyli na 4 miesiące przed wybuchem I wojny światowej. Jego życie potoczyło się w sposób dramatyczny już na etapie prenatalnym. Otóż pewnej niedzieli matka przyszłego pisarza wróciła do domu i oznajmiła rodzicom, że będzie miała dziecko, zaś współodpowiedzialny za brzemienny stan dziewczyny póki co nie zamierzał brać z nią ślubu. Na to porywczy ojciec dziewczyny chwycił za myśliwską strzelbę i wypędzając córkę na podwórze kazał klęknąć, grożąc przy tym, że ją zastrzeli. Wtedy jednak do akcji wkroczyła jego żona, która wyszła przed dom wołając „Dajcie spokój, chodźcie jeść, bo wystygnie”.

Był zatem Pan Hrabal dzieckiem nieślubnym. Jednak jeszcze pod tym względem nie był nikim wyjątkowym – w tym czasie w stolicy Czech co trzecie dziecko pochodziło ze związków nieformalnych. Prawdopodobnie matka nigdy nie zdradziła mu, kto był jego ojcem. On sam uważał za niego Frantiska Hrabala, którego nazwisko razem z matką przejęli.
Przez pierwsze trzy lata życia chłopcem opiekowali się dziadkowie z brdeńskich Żidenic. Jako czteroletnie dziecko trafił Bohuš na stypę żałobną, gdzie niepostrzeżenie upijał gorzałkę żałobnikom. Do domu wrócił pijany, a skłonność do alkoholu towarzyszyła mu już przez resztę życia.
W czasie tej przygody mieszkał już z matką i przybranym ojcem w browarze w Polnej. Po tej przeprowadzce młody Bohumil, chcąc zdobyć uznanie nowych kolegów, dwa razy o mały włos się nie utopił. Po jednym z tych wypadków obudził się w łóżku, a na pościeli oprócz swoich rąk ujrzał mnóstwo świętych obrazków. Co się okazało? Przyniosły owe obrazki dzieci, ponieważ Polną obiegła wieść, że Bohuš się utopił. Tak więc każde dziecko, które go znało, przyniosło obrazek do trumny. Pan Hrabal napisze wiele lat później, że poczuł się wtedy – obłożony ikonami świętych – jak w niebie.
Pierwszy kontakt z edukacją miał Bohumil w 1920r., kiedy dziadek zaprowadził go do męskiej szkoły powszechnej w Nymburku. W szkole mu się nie spodobało, jak sam pisał – cierpiał w niej. Pięć lat później kontynuował naukę w gimnazjum w Brnie, pod opieką dziadków. Ci jednak nie potrafili sobie poradzić z niesfornym chłopcem, w efekcie Bohuš zakończył rok z sześcioma ocenami niedostatecznymi. Wrócił do rodziców, bo jak sam wspomina,
”Tatuś mówił mi: masz zostawać na drugi rok w Brnie lub w Nymburku? To już lepiej na miejscu, u nas, w Nymburku”.
Bohumil najwyraźniej wziął sobie te słowa do serca i w 1930r. znów nie zdał, tym razem do czwartej klasy. Przez cały czas marzył o karierze piłkarskiej, trenował nawet w klubie sportowym, ale obecność publiczności paraliżowała go, uniemożliwiając pokazanie pełni umiejętności. W dodatku miał dość dużego pecha. Łamał – już nie tylko na boisku – obie ręce i obojczyk.
W wieku 20 lat Pan Hrabal poznał nymburskiego poetę i muzyka, Karela Maryskę. Znajomość przerodziła się w przyjaźń, którą pół wieku później przerwała dopiero śmierć Maryski.
W 1935r. Bohumil został przyjęty na wydział prawa Uniwersytetu Karola w Pradze. Nymburk, z którego dopiero co uciekł, wspomina z właściwym sobie humorem i dystansem:
”Już w dzieciństwie nauczyłem się pić. Nie żeby dodać sobie animuszu albo zalać robaka, tylko z rozdokazywania. Jedynie dla tej euforii. Jeśli gdzieś w okolicy browaru było narzygane, jeśli w nocy ktoś się wydzierał, rano ludzie biegli do matki i skarżyli się na mnie, nawet wtedy, gdy od lat już tam nie mieszkałem.”
Na studiach Bohuš odkrył literaturę, m.in. filozofów Schopenhauera oraz Ladislava Klimę. W dużym stopniu wymieniona dwójka wpłynęła na jego późniejszy rozwój, kształtując filozofię życiową młodzieńca.
Od 1937r. Pan Hrabal czynił pierwsze próby literackie, publikując wiersze i artykuły w nymburskim piśmie „Občanskĕ Listy”. Nie były to jednak próby udane, czytając je dziś trudno uwierzyć, przez kogo zostały zapisane.
15. marca 1939r. Praga znalazła się pod okupacją wojsk niemieckich. Dla Bohumila oznaczało to niemożność dokończenia edukacji – uczelnie zostały zamknięte w odwecie za demonstracje studenckie.
W 1941r. dołączył do grupy teatralnej. Matka, która kochała teatr, była tym faktem zachwycona. Niestety, premiera niezbyt wyszła Bohumilowi. Na co jego matka wstała i skomentowała uzdolnienia aktorskie syna krótkim
”Lepiej mi cię było nie urodzić.” Co ciekawe, Pan Hrabal zagrał w tej sztuce samego Don Juana. Biorąc pod uwagę jego późniejsze doświadczenia z kobietami, a w pewnym okresie właściwie brak owych doświadczeń, w roli bawidamka nie mógł wypaść przekonująco...
Po zamknięciu uniwersytetów imał się różnych zajęć, był kolejno urzędnikiem notarialnym, referentem szkoły handlowej, magazynierem zakładów kolejowych, robotnikiem i wreszcie dyżurnym ruchu na stacji w Kostomlatach, gdzie cudem uniknął śmierci po tym, jak partyzanci wysadzili w powietrze dwadzieścia wagonów z amunicją. Ten epizod ze znakomitym skutkiem wykorzystał w „Pociągach pod specjalnym nadzorem”, za których ekranizację Jiri Menzel otrzymał Oscara. Zresztą w dużej mierze dzięki samemu Hrabalowi, który własne dzieło zaadaptował na potrzeby scenariusza filmowego.
Około 1946r. Bohumil wstąpił do Partii Komunistycznej, która również wielu jego rówieśnikom zdawała się być receptą na nowe, lepsze uporządkowanie świata.
Zapewne najlepszy okres swego życia spędził Pan Hrabal na Libni położonej na peryferiach Pragi. Trafił tam jesienią 1950r., by pięć lat później poznać w tym miejscu żonę Eliskę. Mieszkanie na Libni stało się miejscem spotkań młodych ludzi, rozdyskutowanych o literaturze czy sztuce współczesnej. Hrabal poznał wtedy m.in. malarza Vladimira Boudnika i poetę Egona Bondego. Na tym drugim oparł historię spisaną na kartach „Czułego barbarzyńcy”.
W tym samym czasie Pan Hrabal nie miał jednak szczęścia do własnej twórczości, którą próbował wydać najpierw w drugiej połowie lat czterdziestych, jednak drukarnię, która miała wydać „Zagubioną uliczkę” najpierw upaństwowiono, następnie zlikwidowano. Dziesięć lat później gotowy do druku był już „Skowronek na uwięzi”, jednak pracę stracił szef wydawnictwa, a jego następca oddał ową książkę na makulaturę.
Odkładany debiut doszedł do skutku w 1963r. Hrabal miał już wtedy 49 lat, nie przeszkodziło to jednak w sukcesie zbioru opowiadań „Perełka na dnie”. Sukces tej książki odmienił życie pisarza. Kupił on dom w Kersku, 30 kilometrów od Pragi, gdzie napisał resztę swoich książek. Dewizą Hrabala-twórcy stały się słowa stryja Pepina:
”Ten świat jest piękny do obłędu. Nie, żeby taki był, ale ja go takim widzę. (Jak je ten svět pořád hezčí. Ne že by byl, ale já ho pořád tak vidím.)
Zostawmy na moment literaturę. Inną ciekawą częścią życia Pana Hrabala były jego zderzenia – bo tak chyba wypada to nazwać – z kobietami. Bohumil nie miał szczęścia do płci przeciwnej. Z młodzieńczych wierszy dowiadujemy się o fascynacji nastoletnią Viktorką Stastną, z którą wytrwale korespondował. W późniejszych utworach dziewczyna nazywa się już Viktorką Freie, a więc identycznie, jak bohaterka „Pociągów pod specjalnym nadzorem”, z którą Miłosz Pipka traci dziewictwo.
Swoje perypetie z kobietami Pan Hrabal podsumowuje tak:
”Cztery razy byłem śmiertelnie zakochany i niczego innego nie pragnąłem, tylko żebym ożenił się z tą moją miłością na śmierć i życie. Ale te moje miłości dochodziły do wniosku, że się do tego nie nadaję, że jestem wiecznym marzycielem, że więcej wydam niż zarobię, więc nigdy nic z tego nie wychodziło, wciąż zostawałem na lodzie.”
Najważniejszą kobietą w życiu Hrabala była jego żona Pipsi, a tak naprawdę Eliska Plevova. Opisuje się ją jako średniego wzrostu brunetkę o bujnym biuście. Urodziła się w 1926r., była więc 12 lat młodsza od Bohumila. Kiedy się poznali, miała już za sobą próbę samobójczą na tle uczuciowym, podobnie zresztą jak Hrabal, chociaż w tej kwestii nie wszystko jest do końca jasne.
Wydaje się, że małżeństwo Hrabala i Eliski na początku było wyrazem rozsądku – oboje czuli, że nie są już młodzieniaszkami, przed którymi całe życie, oboje kogoś potrzebowali. Pobrali się w grudniu 1956r. i z upływem lat jak gdyby dopiero dojrzewali do tego dawno już zalegalizowanego związku. Przeżyli wspólnie 20 lat, co świadczy o Pipsi jak najlepiej, jako że Pan Hrabal był po prostu upartym egocentrykiem, który niezbyt zawraca sobie głowę potrzebami żony. Dał temu zresztą wyraz w wyznaniu:
”Myślę, że nawet kobietom nie dałem z siebie tyle, co kotom”.
Wróćmy jednak o literatury. W 1956r. Hrabal wydał zbiór opowiadań „Bar świat”, którym ugruntował swoją pozycję w gronie czołowych pisarzy czeskich. W 1970r. napisał „Postrzyżyny” – książkę otwierającą najpłodniejszy okres jego twórczości. „Postrzyżyny” to niemal sielankowa opowieść o szczęśliwych czasach. Jiri Menzel powiedział o tej powieści:
”Jest wiele książek o miłości. Ale pokażcie mi książkę o miłości między małżonkami. A ‘Postrzyżyny’ są właśnie o tym. To bardzo rzadkie.”
Mimo idylliczności „Postrzyżyny” są bardzo autentyczne w swym utopijnym przekazie. Razem z ich kontynuacją – zbiorem opowiadań „Taka piękna żałoba” – oraz powieścią „Skarby świata całego” stanowią tak zwany „cykl nymburski”, od którego zaczęła się moja fascynacja Hrabalem. W tych trzech książkach chyba najwyraźniej widać tę cechę jego pisarstwa, o której Aleksander Kaczorowski powiedział, że
”była poszukiwaniem piękna tam, gdzie przedtem nikt go nie zobaczył.” Co ciekawe, w tym twórczym okresie Hrabal przeżył śmierci bliskich sobie ludzi – w 1966r. zmarł ojciec, w 1967r. ukochany stryj Pepin, w 1968r. samobójstwo popełnił Vladimir Boudnik, a w 1970r. zmarła matka pisarza.
Nie można niestety zapomnieć, w jakich warunkach przyszło Bohumilowi żyć i tworzyć. Cenzura komunistyczna zamknęła drogę wielu pisarzom, w dużej mierze również Hrabalowi. Jednak mimo to przylgnęła do niego opinia tchórza i kolaboranta, był w końcu członkiem partii, publikował w obiegu oficjalnym, przerabiając swoje teksty na potrzeby cenzury. A kiedy wiele osób z dyskryminowanych środowisk w ramach protestu podpisało słynną „Kartę 77”, on podpisał reżimową antykartę. W sensie ideowym Hrabal stracił bardzo dużo, zyskując doraźne, praktyczne korzyści, jak honoraria za książki czy możliwość przekraczania granic. Z drugiej strony swoją uległością wobec reżimowej władzy nikomu nie zaszkodził, a nowe pokolenie według mnie nie bardzo ma prawo oceniać postępowanie człowieka żyjącego w tamtym systemie, bo – jak mówił Viktor Fischl -
”Nie mam prawa go osądzać, dopóki sam nie udowodniłem, że zdałbym podobny egzamin.”
Stało się jednak jak się stało – Hrabal był w Czechach coraz bardziej zapomniany, jednocześnie wzrastała jego pozycja za granicą. Począwszy od lat osiemdziesiątych jego twórczość w dużej mierze stanowiła próbę odpowiedzi na pytanie zawarte w tytule jednej z jego książek – „Kim jestem?”. Oto jej krótkie fragmenty:
Nigdy, nawet we śnie, nie przyszła mi do głowy chęć zmieniania wydarzeń politycznych, których byłem świadkiem. Nigdy nie życzyłem sobie zmieniać ani języka, ani świata, gdy cytowałem Marksa, gdy cytowałem Rimbauda, gdy cytowałem Mallarmego, wtedy zawsze chciałem zmienić sam siebie, tego, którego miałem na wyciągnięcie ręki, siebie samego. Dlatego uważam się za świadka, a nie za wyrzut sumienia epoki, do tego nigdy nie czułem się powołany, ponieważ od dzieciństwa przepełniał mnie podziw wobec rzeczywistości, której nie stworzyłem, która istniała wcześniej niż ja - ten, który nie pragnął niczego więcej niż pokazać jej odbicie, bo tyle piękna miały dla mnie nawet najstraszniejsze wydarzenia.(...)
Moja literatura, a więc i moje teksty, nie są niczym innym, jak poszukiwaniem mego straconego czasu; jestem tym poszukiwaniem przytłoczony, ale jednocześnie bawię się nim, dlatego taką wagę przykładam do zabawności moich tekstów, do bawienia samego siebie trudnościami takiego poszukiwania. Uważam, że wszystkie moje zahamowania nie są celowe, nie staram się pisać tego, co wiem, ale usiłuję dotrzeć do tego, czego jeszcze nie wiem. Robię więc nie tyle to, co chcę, lecz to, czego nie chcę; wiem, że należy szczać pod wiatr, że trzeba płonąć tym, czego nie można ugasić. Stoję sam przed własnym sądem, a ten mój wewnętrzny sąd jest wielkim przesłuchaniem, jest to jednocześnie oskarżenie i obrona, ja zaś jestem dla siebie prokuratorem i adwokatem. Ten mój sposób pisania niesie ze sobą bardzo częste krzyżowanie się równoległych, wskakiwanie samemu sobie w słowo, ponieważ mechaniczną drogą nie da się iść naprzód, a tylko drogą przerywanego monologu wewnętrznego, tylko drogą ingerencji wydarzeń z zewnątrz. W ten sposób moje teksty stają się drogą, z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, z roku na następny rok; więc ad infinitum , ale by utrzymać siebie w twórczym napięciu aż do chwili, gdy przyjdzie wreszcie ostatnia godzina, w której może zobaczę to moje konto, moją hipotekę, ten mój rachunek z gigantycznej knajpy, jaką jest dla mnie świat. Na razie robię rachunki bez kelnera, na razie wiem jedynie, że żyję na kredyt, że wszystkie moje wydatki są zapisane na futrynie otwartych drzwi, przez które widzę ten zadziwiająco piękny świat, z którego wypisuję tylko to, co kiedyś będzie dla mnie okolicznością łagodzącą, chociaż dobrze wiem, że tylko sobie wmawiam, iż to, o czym myślę, mogłoby złagodzić moją winę za fakt, że żyję: to wszystko raczej mnie obciąży, raczej pogrąży, sprawi, że uznany zostanę za totalnie winnego... Moje teksty są dla mnie na razie karą za to, że miotam się pomiędzy zbrodnią, a nienawiścią, że odkładam definitywnie rozliczenie i wyrok, że trochę stałem się tym, kim zawsze pragnąłem być, poetą przeklętym. Dopiero teraz, gdy boję się samego siebie, gdy wzywam na mój sąd to, co leży głęboko w mojej nieświadomości, teraz, uświadamiając sobie moją przeszłość, sam nad sobą załamuję ręce, sam sobie mogę udzielić rozgrzeszenia, więc jestem przynajmniej odważny dzięki temu, że podtrzymuję tekstem i w tekście poczucie własnej winy. A przy tym się drżąco uśmiecham. To jest mój wisielczy humor... ta moja praska ironia.
3 lutego 1997r. Bohumil Hrabal wypadł z okna na 5 piętrze praskiego szpitala na Bulovce. W zasadzie nie można ze stuprocentową pewnością odpowiedzieć na pytanie, czy był to wypadek czy celowe działanie. Za samobójstwem przemawia fakt, iż od dłuższego czasu nie żyły wszystkie najważniejsze dla pisarza osoby – przyjaciel Karel Marysko, żona Pipsi, brat Bretislav. W 1997r. nie było już nikogo, kto mógłby podtrzymać w Hrabalu chęć życia. On sam był już wtedy w złej kondycji, cierpiał na bóle stawów, niemal się nie poruszał. Kiedy ciało odmówiło posłuszeństwa, stracił nawet ukochaną literaturę, możliwość dalszego tworzenia. Pozostało mu już tylko oczekiwanie na śmierć. Być może nie chciał podzielić losu stryja Pepina, który dokonał żywota w domu starców, nie poznając nikogo i robiąc pod siebie.
Możemy czytać książki, wywiady z Hrabalem, możemy doszukiwać się licznych śladów depresji oraz zapowiedzi samobójstwa. Jednak tajemnica śmierci pisarza już na zawsze pozostanie nierozwikłaną i jedną z bardziej zagadkowych w literackim kręgu.
P.S. Tekst oparłem na znakomitej książce Aleksandra Kaczorowskiego „Gra w życie. Opowieść o Bohumilu Hrabalu.”