|
O fenomenie Harry’ego Potter’a słów kilka
Na samym początku chciałem zaznaczyć, że poniższy tekst nie zawiera spoilerów dotyczących 7 cz. Harry’ego Potter’a. Tak więc możesz go czytać bez obaw o zepsucie sobie przyjemności z późniejszego czytania.
Harry Potter – dziś znany wszystkim dzieciom i dorosłym. Nie wyobrażam sobie człowieka, który mógłby nie znać tego słynnego nazwiska. Jednak jeszcze kilka lat temu nikt nie miał pojęcia, że nastąpią takie zmiany w czytelnictwie, właśnie za sprawą tego młodego czarodzieja. Ale zacznijmy od początku.
Wszystko zaczyna się w 1997r. kiedy to światło dzienne ujrzała pierwsza część „Harry Potter i kamień filozoficzny”. Wtedy to cały świat oszalał. Pisarka J.K.Rowling dokonała niemożliwego. Odciągnęła dzieci od telewizji i komputerów, zachęciła do czytania książek oraz sprawiła, że miliony osób czekały z niecierpliwością na kolejne części sagi. Cały pomysł na Pottera zrodził się jej w głowie podczas jednej podróży pociągiem. Wtedy to zaczęły się przesiadywania w kafejkach i skrobanie kolejnych stronic powieści. Ostatni rozdział kończący sagę o Potterze został napisany już na samym początku, lecz szczelnie zamknięty w sejfie doczekał aż do 7 części. Zdaje się, że autorka miała rozplanowaną całą serię już na samym początku, a wszelkie prośby i petycje fanów związane z kolejnymi przygodami Harry’ego zdawały się być tylko kolejnymi chwytami marketingowymi. Na jakieś pół roku przed premierą kolejnych części prasa i telewizja była wypchana kolejnymi newsami i wiadomościami na temat fabuły. Jednak punktem kulminacyjnym zdawała się być(i nadal jest) premiera ostatniej części pt. „Harry Potter and Deadly Hallows” Co dnia można było czytać nowe doniesienia prasowe na temat książki. „Czy Rowling uśmierci Pottera?”, „Kogo zabije Voldemort”… Te i wiele innych pytań zadawał sobie cały świat, natomiast autorka milczała jak grób, co jakiś czas podsycając ciekawość fanów jakimś nic nie znaczącym newsem. Do premiery siódmej części przygotowywano się bardzo starannie. Pracownicy drukarni pracowali w egipskich ciemnościach, magazyny z książkami były pilnowane 24 godziny na dobę, a ciężarówki rozwożące powieści do księgarni miały zainstalowany GPS, aby nie zjechały z wcześniej zaplanowanej drogi. Wszystko to po to, aby dotrzymać tajemnicy aż do godziny premiery. Autorka poświęciła na „bezpieczeństwo” aż 7 mln funtów. Wszystko jednak na marne. Już kilka dni przed premierą pojawiały się pierwsze recenzje książek, a z Internetu można było ściągnąć ebooka. Jedno z wydawnictw zajmujących się dystrybucją Poterra - Scholastic Corp. pomyliło daty i porozsyłało klientom wcześniej zamówione egzemplarze kilka dni wcześniej. Jakiś czas później w Internecie można już było znaleźć tłumaczenia w wielu językach, także polskim.
Tu nasuwa mi się małe przemyślenie. Gdyby wokół książki nie był robiony taki wielki szum, to może i tajemnica dotrwałaby do dnia premiery. Najbardziej poszkodowani są Ci, którzy chcą być uczciwi i nie czytają ebooków. Jestem jedną z tych osób, które chcą poznawać z największą przyjemnością i zaciekawieniem oficjalne polskie wydanie książki. Jednak nie jest to takie łatwe. Na dwa dni przed premierą wszędzie ocierałem się o newsy związane z fabułą. Bezczelnie podawane były we wszystkich wiadomościach, faktach i dziennikach. W takich momentach musiałem wyłączać telewizję. Z Internetem było jeszcze gorzej, tam najlepiej omijać było wszystkie większe portale. Po premierze sytuacja się ustatkowała, lecz teraz także można natknąć się wszelkiego rodzaju spoilery, czego i ja niestety się nie ustrzegłem. Pozostaje mi tylko życzyć wam, uczciwym czytelnikom, wytrwałości w czekaniu na polską premierę. Nie pozwólmy, aby internauci zepsuli nam przyjemność, jaka płynie z czytania. Na koniec jeszcze jedna mała uwaga - nie czytajcie nieoficjalnych spolszczeń, gdyż te na pewno nie dorastają do pięt oryginałowi. I tym optymistycznym akcentem…
|