|
Śledztwo - Stanisław Lem
Nazwisko Stanisława Lema jest znane na całym świecie głównie za sprawą fantastyki naukowej. Tym większe było moje zdziwienie, gdy po przeczytaniu kilku pierwszych stron okazało się, że powieść ma z fantastyką niezbyt wiele wspólnego, a nawet nic wspólnego.
K siążka, jak na kryminał przystało, opowiada o tajemniczych zniknięciach. Najciekawsze jest to, że znikają nie żywi ludzie, a nieboszczycy z lokalnych kostnic południowej Anglii. Sprawca jest nieuchwytny, a problem zostaje przydzielony początkującemu detektywowi Gregoremu. Brak zrozumiałych powiązań między kolejnymi zniknięciami i jakiegokolwiek punktu zaczepienia, wydaje się być bardzo dużym wyzwaniem jak dla niedoświadczonego, raczkującego jeszcze detektywa. Gdy racjonalne tłumaczenia zawodzą, podejrzenie pada na siły nadprzyrodzone. Jednak główny bohater jest niedowiarkiem, dopóki czegoś nie zobaczy na własne oczy - nie uwierzy i nadal będzie poszukiwał rzeczywistego rozwiązania.
Jak wspomniałem wcześniej - pozycja ta i fantastyka w parze nie idą. Jednak nie do końca jest to stwierdzenie trafne, gdyż wszystko zależy od samego czytelnika. W zależności od tego, na ile jesteśmy w stanie uwierzyć w działania sił nadprzyrodzonych, a na ile jesteśmy racjonalistami, kolejne rozdziały powieści kształtują się w naszym umyśle inaczej. Pozwolę sobie także wtrącić, a nie będzie to wielkim spoilerem, że zakończenie także nie jest jednoznaczne. Akcja książki toczy się w umiarkowanych tempie. Nie znajdziecie tutaj nagłych zwrotów akcji, na całe zresztą szczęście. Bo czy kryminał, aby być dobry, musi być szybki? W „Śledztwie” jest to coś, co trzyma czytelnika w fotelu i nakazuje mu wertować stronę za stroną by odkryć, kto stał za porwaniami. W każdym rozdziale podejrzenia padają na kolejne osoby, autor próbuje naprowadzać czytelnika na coraz to nowe rozwiązania. Jednak pod koniec książki akcja jakby zwalnia, staje się mniej interesująca i szczerze mówiąc, do końca trzymała mnie tylko chęć rozwiązania zagadki. Zakończenie pozostawiło we mnie uczucie niedosytu, zupełnie tak, jak gdybym oglądał film i nagle ktoś w najlepszym momencie wyłączył prąd... Kunsztu Stanisławowi Lemowi odmówić nie można, dialogi, choć dużo ich nie ma, skomponowane są z największą precyzją. Podczas czytania można się natknąć na ciekawostki w postaci gierek słownych, choć zaznaczam, że wszystko jest jak najbardziej zrozumiałe. Ktoś, kto czytał inne pozycje tegoż autora, mógłby się obawiać o zrozumiałość tekstu, jednak zapewniam - to nie jest styl Lema znany chociażby z „Wizji lokalnej”.
Kreacja głównego bohatera jest troszkę skomplikowana, choć nakreślone od samego początku rysy charakteru stanowią całość także na końcu utworu. Wszystko się zgadza, zazębia, mamy poczucie, pomimo pewnych zwrotów akcji, że to wciąż ta sama osoba. Czytelnik potrafi się z główną postacią utożsamić do tego stopnia, iż zdarzają się sytuacje, w których jest on w stanie przewidzieć zachowanie „pupila”. Przez cały czas, podczas czytania, można odczuć klimat dobrego kryminału. Dużo niewyjaśnionych zjawisk, mnóstwo przypuszczeń, wielu podejrzanych, to wszystko składa się na niego i buduje go w sposób idealny. Fakt, później urok pryska i dochodzi się do wniosku, że książka za wysokich lotów nie jest, ale to może tylko moje odczucia.
Pozycja godna polecenia dla wszystkich, którym znudziły się typowe morderstwa oraz dla tych, którzy nie mają zbyt wiele czasu na czytanie. Gdyby nie niezbyt trafne w moim odczuciu zakończenie, pozycja ta osiągnęłaby status kultowy, a tak jest tylko dobrym czytadłem na jedno popołudnie.
|
 |
|
Tytuł oryginalny |
| Śledztwo |
| Gatunek |
| fantastyka/kryminał |
| Wydawnictwo |
| Wydawnictwo literackie |
|
|