Co zrobić z życiem?
Głupie pytanie? Może... Tyle tylko, że ja nie wiem, co zrobić ze swoim życiem.
Najpierw jest chaos zwany poczęciem. Potem, po miesiącach walki o życie, w końcu
je dostajemy. I co dalej?
Kilka lat beztroskiego baraszkowania.
Potem przedszkole. Upływa nawet niezauważenie.
Podstawówka. Idziemy bo musimy. Pierwsze lata wciąż nieświadomi po co.
4 klasa tejże podstawówki to pierwsze poważniejsze zmiany. Nowe przedmioty, nowi
nauczyciele i zasady... Tak. Wielkie halo. Jakby było o co...
8 klasa. Tu zaczynają się schody. Schody do liceum. Niektóre wąskie i strome;
inne swoją prostotą wejścia na nie wręcz zachęcają do skorzystania z nich.
Pierwszy egzamin. Egzamin do wybranego liceum. Poważny wybór? Pozornie... Wszak co
za różnica, które to liceum. Przecież to tylko część drogi. O pradon... Część
wyścigu szczurów.
Liceum. Od samego początku strach. Bo nic nie jest ważniejsze niż zastraszenie
'kotów' w pierwszym tygodniu nauki. Strach przed starszym rocznikiem, który musi
przecież wyładować odkładaną przez rok zemstę. A jak się mścić, to tylko na
'kotach'. Strach przed nauczycielami. O pardon... Profesorami. Przecież
spóźnienie na lekcje to już nie jest zwykłe spóźnienie. Jedynka z klasówki ma
większe znaczenie niż kiedyś. A krzywe spojrzenie... No cóż... Lepiej nawet nie
próbować. Strach przed maturą, którą zdać można tylko dzięki nauce i ciężkiej
pracy. Ewentualnie dzięki ciężkiej pracy i nauce. Strach przed regulaminem
szkoły. Ostry jak brzytwa, bezwzględny jak kontraktowy zabójca. A przy tym
śmieszny i żałosny jak Chojarska. Tak. Strach się bać.
Gdy jakimś cudem przeżyjemy ten pierwszy straszny rok otrzymujemy nagrodę. Tak
mili Państwo. Nagrodą jest przepustka do 2 klasy. Nie cieszycie się? A
powinniście. Wszak to taka radość gdy można wciąż biec w wyścigu.
4 klasa i koniec przelewek. Twarze skupione i zamyślone. Przecież to już teraz.
Już zaraz trzeba wybrać Uczelnie. Naszą wymarzoną Uczelnie, na której chcemy
studiować. A tym samym musimy wybrać przedmioty na maturę. Może biologia?
Przecież już od połowy wakacji mama opowiadała jak to fajnie jest być dentystą.
O pradon... Jak to fajnie jest być dentystą z prywatnym gabinetem, własnym domem
z ogrodem i dwoma samochodami w garażu. Tak, może biologia...
Ale przecież tata nie raz mi powtarzał, że budownictwo to najlepsza branża. A on
i jego koledzy są bardzo chętni mi pomóc w zdobyciu dobrego zawodu. Może więc
jednak fizyka...
A informatyka? Przecież tak lubię siedzieć przed komputerem... Może to jest
właściwy wybór...?
Bo nie od dziś wiadomo, że to jeden z najważniejszych wyborów w życiu. Jako
18-sto letni chłopak muszę zdecydować co chcę robić przez resztę życia. Bardzo
proste, prawda? Hmm... To ja wybieram picie piwa z kumplami przy stoliku pod
prasolem w ciepły, słoneczny dzień. Wybieram nocne eskapady do klubów w pogoni
za dziewczynami i mocnymi wrażeniami. Wybieram beztroskie dni w oprarach dymu z
zielonych liści i niestworzonych opowieściach.
Tylko gdzie jest taka Uczelnia? Jaki trzeba zdobyć zawód, żeby mieć to wszystko
plus kasę na upragniony dom i 2 samochody dla mamy oraz być Kimś dla mojego
ojca. Hmm... Może polityk. Tak. To jakaś myśl. Wybiorę historie jako przedmiot
dodatkowy i spróbuje się dostać na politologie. Która uczelnia? Głupie pytanie.
Najlepsza. Przecież to ciągle wyścig...
Studniówka. Czyli jak wydać 350zł tylko po to, by całą noc spędzić w
niewygodnych butach; w sali pełnej pajaców, którzy udają, że się świetnie bawią
przy akompaniamencie rzępolącej, ale o dziwo jeszcze trzeźwej kapeli; a wszystko
to pod czujnym okiem naszych kofanych profesorków i rodziców.
Bez komentarza.
Matura. Że niby stres. Że niby przed wejściem trzeba wypić 2 RedBull`e aby
dostać 'brain kicka'. Że niby ściągi trzeba chować w odbycie, bo przeszukują
dokładnie przed wejściem na sale.
Ze stresu to już tuż po wejściu na sale zostało tylko mgliste wspomnienie. Za to
z 2 RedBull`i został ucisk w pęcherzu i /a jakże!/ 'brain kick'. Dostałem
takiego kopa i natłoku myśli, że ledwo mogłem je wszystkie przetworzyć. A
dotyczyły jednego: jak najszybszego oddania moczu.
Tak więc matura przebiegła dość gładko. Choć o efektach w postaci ocen lepiej
nie wspominać.
I tak oto po wielu latach nauki, wyrzeczeń i poganiania ze strony innych
dotarłem na Uczelnie Wyższą. Czy to jest ta wymarzona? Ta najlepsza? Ta, która
zapewni zwycięstwo z wyścigu? Nie oszukujmy się. Nie tak miało być. Historia na
maturze była nieco trudniejsza niż myślałem. A i chętnych na politologie więcej
jakoś niż to sobie wyobrażałem... Ale co tam! Przecież wciąż biorę udział w
wyścigu. Może nie startuje do tego ostatniego grand prix z pole position ale to
nie oznacza ze jestem przegrany, prawda? Powiedzcie, że to prawda. Rodzice tak
we mnie wierzą...
Jest dobrze. Dam sobie radę. Pozytywne myślenie to podstawa sukcesu.
Pierwszy rok studiów. Pierwsze wizyty w kwesturze, dziekanacie i na auli.
Pierwsze lektoraty, labolatoria i kolokwia. Tylko kto wymyślał te nazwy?! Pewnie
jakiś rozdrażniony uczony z wielkim ego i jeszcze większą ilością skrótów przed
jego nazwiskiem. A wszystko po to żeby było tak podniośle i... i inaczej... Ale
nic to! Przyzwyczaję się. I niby wszystko jest ok, ale nie jest wcale. Bo tak
właściwie... To co ja tu robię? Czemu mam zajęcia z łaciny oraz geografii gospodarczej i politycznej? Nie powinienem się przypadkiem uczyć jak przemawiać do tłumu? Jak
manipulować tym czy tamtym? Jak rozpychać się łokciami po sejmowych korytarzach?
Po 2 latach studiowania politologii stwierdzam dobitnie i z cała stanowczością,
że nie chcę być politykiem.
Nauka mnie nie zachwyciła. Nic na dłużej nie przykuło mojej uwagi. A gdy patrzę
na niektóre twarze ludzi przemawiające z sejmowej mównicy to ogarnia mnie
strach. Strach, że mógłbym stać się taki jak oni. Wszak gdy wejdziesz między
wrony...
Zastanawiam się teraz dlaczego wybrałem politologie. Może jednak trzeba było iść
za radą któregoś z rodziców? Przecież chcą dla mnie dobrze, więc być może dzięki
im radom byłbym teraz Kimś. Być może... A być może skończyłbym tak jak teraz.
Brakiem zainteresowania i chęci rozwijania się w tym kierunku.
Faktem jest, że wybór nie był trafiony. Na szczęście po politologii też można
być sprzedawcą z Biedronce czy innej Żabce. I być szczęśliwym. Bo jak zauważył
jeden z bohaterów filmu "Chłopaki nie płaczą": Musisz sobie odpowiedzieć na
jedno zajebiście ważne pytanie: Co lubię w życiu robić? A potem zacznij to
robić.
Problem polega na tym, że bardzo wielu młodych ludzi przystępujących do matury i
zdających na studia nie wie co chce robić w życiu.
I to im właśnie dedykuje ten tekst.
yanek.ck
yanek.ck@wp.pl
PS: Wszelka zbieżność osób i sytuacji jest przypadkowa.