Idą święta...

 

Czas przygotowań:

 

- Posprzątałeś już?

- Tak, sprawdź i oceń.

- ...

- No i jak?

- Co to ma być pętaku!? Brud, kurz i śmieci! Sprzątaj jeszcze raz, ale mi to już!

- No, ale mamo... Przecież tu jest czyst...

- Nie pyskuj mi smarkaczu! Sprzątaj, powiedziałam!

 

Czas pomocy:

 

- Boże drogi, córuś! Ile razy mam Ci powtarzać, że do biszkoptu idą tylko dwa jajka.

- Dwa? Niemożliwe, mówiłaś, że cztery!

- A czy Ty mnie w ogóle słuchasz? Nie! Ty zawsze po swojemu, na bakier, Zosia-samosia od siedmiu boleści...

 

Czas spełniania marzeń:

- Słodki Jezu, co ja bym dała, żeby ten nasz Jacuś poprawił tę chemię. Bo nic mu nie idzie, wcale a wcale.

- Kochanie, porządnie sobie z nim porozmawiam, po męsku i na osobności. Już on się nauczy!

- W święta? Bił go będziesz? Darł się? Zmiłuj się Gienek, może ja mu przemó...

- Święta nie święta, już ja pokażę gnojowi, że do książek ma usiąść, a nie tylko przed tym komputerem oczy psuć!

 

Czas miłości:

- Chodź no tu Jacuś, daj mi buźki. Ty wiesz, jak ja się za tobą stęskniłam?

- Ale babciuuuuu...

- Żadne „Babciu”, idź jak Cię babcia prosi, albo Ci przyłożę.

- No idę, już, idę. <w myślach: Ale jak nie da kasy, to ja pierdolę taki interes>

 

Czas oczekiwania:

- Kiedy, do jasnej cholery, ta gwiazda się raczy pojawić? Głodny jestem...

- Nie marudź, jeszcze chwilę możesz zaczekać, prawda?

- Nie, kurwa, nie mogę! Czekam już pół godziny i nic! Jedzmy!

- Zaczekamy. Tradycja, to tradycja – rzecz święta.

- A jebał pies tradycję, ja tam siadam!

Czas radości:

- I życzę Ci tatuś, wszystkiego najlepszego! Zdrowia, szczęścia, radości, no i oczywiście spełnienia marzeń! <w myślach: I żebyś szybko zdechł, najlepiej w męczarniach, skurwysynu!>

uścisk

- Nawzajem, syku, nawzajem! Dobrych ocen w szkole, zdania matury i fajnej laski, nie? Chichot i mrugnięcie okiem <w myślach: I szacunku do ojca, psi pomiocie, bo nie po to Cię wychowałem, żebyś mi się kurwił na boku i chlał wińsko z jakimiś mętami spod ciemnej gwiazdy!>

uścisk

 

Czas rodzinnej atmosfery:

- No i cużeś narobił, idioto? Czy Ty choć raz możesz zjeść zupę niczego nie rozlewając!?

- Nic się przecież nie stało! Musisz się mnie czepiać od razu!

- Błagam Was, nie przy stole, to w końcu wigilia...

- Co wigilia, jaka wigilia? Jak ja mam jeść, jak tu taka plama pod bokiem.
- Ty lepiej spójrz jak nakruszyłeś chlebem wokoło, a dopiero pogadamy!

- Widzisz go Baśka!? Jeszcze, skurwiel, pyskował będzie!

 

Czas otrzymywania prezentów:

- I jak synuś, podoba Ci się ten album na zdjęcia?

- <z ironią>No, zajebiiiisty...

- Oj, to ja już nie wiem, co Ci kupić, żebyś był zadowolony... Tobie Marcysiu się książka podoba, prawda?

- Taaa, jest jeszcze bardziej zajebiiista od albumu.

- Gienek, Ty to słyszysz? Tych niewdzięczników?

- Masz nauczkę, Stara. Tyle razy Ci mówiłem – nie kupuj im nic, to się nauczą, że kurwa, lepiej coś, niż nic!

 

 

 

Z życzeniami Wszystkiego Najlepszego

 

Phantasmagor