Trudy miejskiej komunikacji, czyli Jedziesz pan na szpital?!


Paranoja. A że przy oknie. A że przodem. A że bokiem. A że nie wiadomo dlaczego.
Dlaczego wciąż mym udziałem jest taka paranoja? - Dzień Świra


Autobus czy to nie dziwne miejsce? Ludziska wsiadają do niego. Ludziska wychodzą. Jeżdżą nimi uczniowie, nauczyciele, murarze, emeryci - słowem zwykli ludzie. Niby wszystko gra, ale jeśli przyjrzeć to można dostrzec całe mnóstwo paranoi...

Kierowca
W celu przetransportowania się z miejsca na miejsce, ludzie chąc nie chcąc, powierzają swoje zycie jednemu człowiekowi - kierowcy MZK. A z tego gościa to dopiero jest numer...
Kierowca ubrany być musi służbowo, gładko uczesany i przede wszystkim kulturalny. Kierowca, niczym anioł stróż, dba o dobro każdego swego pasażera. Służy pomocą, informacją, jest zawsze uśmiechnięty, prowadzi autobus delikatnie, by przypadkiem biedni pasażerowie się nie poprzewracali. To tyle teorii, a jak jest w praktyce?
Kierowców miejskich środków transportu mona z grubsza podzielić na kilka kategorii:

- rajdowiec
Najwaniejszy jest czas! Bo czas to pieniądz. Liczy każdą sekundę opóźnienia. Jeśli na przystanku jest wielu ludzi i wchodzą zdecydowanie za wolno, rajdowiec stosuje kilka tricków mających przyspieszyć odbywanie się tego procesu. Szybkie podwójne naciskanie klawisza otwierania pneumatycznych drzwi, niczym mordercza kombinacja ciosów w Mortal Kombat, daje do zrozumienia pasażerom kto tu rządzi. Pulsacyjne ruszanie, jeszcze na przystanku, z otwartymi drzwiami, ma na celu popieszenie niedobitków, którzy są jeszcze na dworze lub jedną nogą na pokładzie.
W korkach zaś, rajdowiec przeżywa prawdziwe katusze, dając tego wyraz poprzez nieustanne, gwatowne operowanie gazem i hamulcem. Daleko w przedzie, zmienio sie światło na zielone, korek przesuwa się ledwie o parę metrów, co robi rajdowiec? Oczywicie gaz do dechy. Bo przecie jeśli szybciej ruszy szybciej dojedzie, logiczne. Ale co się dzieje po chwili? Konwój kilkunastu samochodów zwalnia i zatrzymuje się. Hamuj, hamulców nie żałuj! Ostry wdep w pedał, biedne tarcze hamulcowe łagodnie piszczą, wtórują im przy tym piski przewracąjcych się pasażerów. Oczywicie proces ten powtarza się wielokrotnie w ciągu tych paru minut w korku...
Efekt: bezsensowne marnotrawstwo paliwa, części zamiennych i irytacja pasazerów ciągłym bujaniem wzdłużnym.

- dyskutant
Pogadać rzecz ludzka. Zawsze można się zatrzymać, by poprzez otwarte okno porozmawiać sobie z kierowcą, który jedzie z naprzeciwka, pełna kulturka, mila i urocza atmosfera zrozumienia w kabinach kierowców, przy jednoczesnych bluzgach padajcych gdzieś z tyłu - inni kierowcy uczestnicy ruchu drogowego są po prostu zachwyceni.
Czasami zdarzy się że jednym autobusem jedzie dwóch kierowców - jeden dopiero jedzie do zajezdni. W takiej sytuacji szkoda by było zmarnować czas, pogadać po prostu TRZEBA. Kilka razy byłem nawet świadkiem zmiany kierowcy podczas jazdy! Podczas postoju na przystanku, zamienili się miejscami! Dyskutant czasami lubi pogadać sobie przez telefon, oczywicie bez użycia zestawu głośnomówiącego. W końcu kiedyś tę sprawę naprawy pralki trzeba załatwić, nie?
Efekt: spadek bezpieczestwa jazdy.

- bluzgacz czyli Gdzie leziesz święta krowo!?
Bluzgacz nie potrafi przemilczeć ignorancji otaczającego go świata. Czy nikt nie rozumie, że on się zmaga cały dzień? Że takie jeżdżenie w tą i z powrotem, to człowieka może cakiem wykończyć? Jeszcze te korki, wrzeszczące bachory, te stare baby, parujące szyby w zimie jak tu się nie wkur&%#?
Niedawno byłem świadkiem takiej scenki: mój kierowca MZty jedzie ulicą jednokierunkową, chce skręcić, lecz zza zakrętu nieprzepisowo wyjeżdża jaki inny wóz. Kierowca natychmiast otworzył szybkę boczną i wypluł kwiecistą wiązankę na tamtego. Najbardziej podobało mi się wyrażenie "A mam wyśjć i Ci doje%@#?!". Cała MZK-a zwijała się ze miechu. Chyba nie muszę też mówić, że używanie klaksonu to dla tego typa normalka.
Czasami jednak bluzgacz lubi obrzucić botem także pasażerów. Kiedyś, w lecie byłem świadkiem czegos takiego: na tyle siedzi kilku rozbrykanych kiboli: głośno gadaja, głupio się cieszą z dennych dowcipów, itd. Kwestią czasu było, aż którys wpadnie na pomysł naciskania przycisku Stop przed kadym przystankiem (a że było lato, nikt z autobusu nie wychodził, bo pasażerów było mało). Po paru takich razach kierowca nie wytrzymał, nerwy mu puściły. Na przystanku wyłączył silnik, wyszedł ze swojej kabiny, przez otwarte drzwi wyszed na dwór, by wrócić tylnymi drzwiami. Po kilkukrotnym wypytywaniu się kolesi który to naciska, dał sobie spokój, zbluzgał wszystkich i wrócił na miejsce. Dziwne, ale więcej przycisku nie naciskali...
Oglnie rzecz biorąc, bluzgaczem stać się może każdy kierowca o słabych nerwach, lecz zaobserwowałem że szczególny talent do przeklinania mają doświadczeni kierowcy po czterdziestce.
Efekt: zażenowanie co delikatniejszych pasażerów, nauka wielu nowych zastosowań słow kończących się na -rwa.

W rzeczywistości jednak, prawie każdy kierowca autobusu miejskiego ma w sobie sporo z kadego z tych typów. Rzadkością sa kierowcy którzy jeszcze nie są świrami (bo jak nie ześwirować, mając taką pracę?). Jeli już znajdziemy normalnego to najprawdopodobniej będzie nowy w tym zawodzie.
Uważam że kandydaci do tego zawodu powinni przechodzi dokadniejsze testy psychologiczne, powtarzane co roku. Strach pomyśleć że wozić nas mogą psychole z tysiącami natęrctw. Niech potwierdzeniem moich obaw będzie ponisza historyjka (autentyk). Ranek, tłok makabryczny, stoję przy drzwiach, bo głębiej się nie da. Baba, która weszła wcześniej, jedzie na tyle, ze swoimi wielkimi tobołami. Po jakim czasie chce wysiąść lecz niefortunnie, zaczęła ten manewr lekko za późno, w wyniku czego nie zdążyła do wyjścia. To nic, wyjdę na nastepnym przystanku, przejdę się kawałek, co najwyżej pewnie pomyślała i wróciła na swoje miejsce, powodując potworne zamieszanie w autobusie. Następny przystanek, sytuacja się powtarza, znowu nie zdążyła, gdy kierowcy się spieszy, nie czeka w ogóle aż ludzie wyjdą. Baba wrzeszczy - Ludzie wysiadają, stać!. Kierowca nic sobie z tego nie robi wciska gaz do dechy. Babka już mocno zdenerwowana, krzyczy coraz głośniej że chce wysiąsć, kierowca zaś wcale nie zwalnia. Robi za to rzecz absolutnie niezapomnianą - otwiera drzwi podczas jazdy i patrząc w lusterko wsteczne mówi: "no to wyskakuj!". Baba tak się wkurzyła (a ja o mało nie wypadłem, bo opierałem się o te drzwi), że zaczęła grozić, że złoży skargę, itd. Kierowca w końcu zmikł i się zatrzymał, a kobieta z niezłą blazą na twarzy wyszła taszcząc swoje bagaże.


Pasażerowie
Oprcz kierowców, interesujące zachowania przejawiają także sami pasażerowie.
Moje wnikliwe badania :) zachowań w autobusach doprowadziły do tego że opracowałem dwa prawa, które sprawdzają się w 9 przypadkach na 10. Pierwsze z nich mówi, że ludzie, najczęściej gdy już miejsca siedzące są zajęte, gromadza się przy drzwiach. Podczas gdy w przejściach, na całej długości autobusu, (zwłaszcza na końcu w autobusach 2-drzwiowych) znajduje się dużo miejsca, większość pasażerów woli sterczeć w sztucznie zrobionym tłoku, w pobliżu drzwi. Jakby kierowani instynktem stadnym, gniotą się jeden na drugim, gdy ledwie metr dalej jest pusta przestrzeń...
Drugie z praw mówi, że jeśli pasażer pragnie wysiąść, wybierze najbardziej zakorkowane z wyjść (w 99% to usytuowane przed nim) autobusu. Dokładnie rzecz biorąc osoba siedząca zaraz przed tylnym kołem lub zaraz za przednim (w 3 drzwiowym autobusie), wybierze wyjście znajdujące się najbliej PRZED nią, nie znajdujce się faktycznie bliżej wyjcie ZA nią. Dodatkowo im bardziej zapchane i im trudniej będzie się przepchnąć, tym chętniej ludzie wybierają właśnie tę opcję, zwłaszcza gdy wyjściem usytuowanym z tyłu było by wysiąść znacznie łatwiej i szybciej.
Chyba najtęższe głowy psychologów nie potrafiłyby tego wyjanić, ale to fakt...
Dodatkowo, spośród pasażerów można wyłonić całe mnóstwo specyficznych rodzajów osobowości. Ograniczę się jednak do opisania co ciekawszych przypadków:

-blachara
Blachara jaka jest każdy widzi. Nadmierny makijaż, najprawdopodobniej blond włosy (farbowane, z odrostami najlepiej), obcisłe różowe ciuchy to jej znaki szczególne. Jeśli przypominacie sobie dialog w Dniu Świra, 3 dziewcząt w pociągu to wiecie już o czym mówię. Dziewczyny tego typu potrafią rozprawiać o podpaskach, swych miłosnych dylematach, pikantnych wieczorach w dyskotece i innych tego typu fascynujących sprawach, podczas całego przejazdu autobusem. A że nie robią tego zbyt dyskretnie, po wyjciu z MZK-i wszyscy pasażerowie wiedzą już z kim teraz chodzi Zocha, i że tipsy nie są już w modzie.

-techno-muł
Tego młodzieńca spotkać można właściwie na każdym kroku, nie tylko w MZK-ach. Cechą szczególną jest umiłowanie do muzyki nieskomplikowanej, zwanej techno. Jego miłosć do tego gatunku jest tak duża że nie potrafi trzymać jej tylko dla siebie - chcąc się nią podzielić z innymi, puszcza swoje ulubione kawałki (całe 2, na zmianę) na pełen regulator, najcześciej z telefonu, rzadziej z odtwarzacza MP3 z wbudowaną pierdziawką (bo głośnikiem ciężko to nazwać). Żałosna osobowość, irytująca co bardziej czułych na muzyczną katastrofę pasażerow.

-moherowa babcia
Prawdziwy postrach miejskiej komunikacji. Moherowa babcia to nie taka sobie zwykła babcia. Ona jest tajnym agentem sił wyższych do zwalczania chamstwa w autobusach. Zazwyczaj wyposażona w uzbrojoną parasolkę do obrony przed hołotą, która jakimś dziwnym trafem jedzie z nią tym samym autobusem. Beret który moherowa babcia nosi, wyposażony w antenkę być musi, gdyż antenka służy oczywicie do komunikacji z centrum dowodzenia, usytuowanym w Toruniu.
Babcia tego typu potrafi stać nad głową i narzekać na to jaka ta dzisiejsza młodzież nie wychowana i nie ustąpi miejsca, nawet jeśli połowa miejsc siedzących jest wolna...

-transporter opancerzony
Kobieta o tej uroczej nazwie to osoba po czterdziestce, ubrana zazwyczaj w ciężki płaszcz lub futro. Jej cecha szczególna to nadzwyczajny ekwipunek - gigantyczne torby opancerzone, o pojemności średniej wielkości bagażnika samochodu osobowego, pozwalające na przewożenie dosłownie wszystkiego. Czy to choinka na Boże Narodzenie (Naprawdę! Widziałem raz, jak baba wtachała do MZK-i choinę najprawdziwszą!), czy stos jajek na Wielkanoc, czy zakupy na 2 tygodnie dla 6 osobowej rodziny, transporter opancerzony nie boi się żadnej misji. Gdy kobieta wejdzie już do autobusu i się już rozsiądzie, zajmuje do 4 miejsc siedzących lub stojących (gdy torby pozostawione zostają na podłodze). Wszystko to generuje oczywicie wielkie zamieszanie, gdy kobieta chce wysiąść, lub pogubiła bagaże...


Bileterzy
Kontrolerzy biletów nazywani są przez pasażerów różnie, lecz najpopularniejsze jest określenie kanar. Z punktu widzenia uczciwego pasażera, kanar to menda żerujca na ich błędach/zapominalstwie. Zapomniałeś podpisać bilet miesięczny - mandat. Zapomniałeś podbić legitymację - mandacik jak ta lala (zauważyłem, że co roku kanary specjalnie jeżdżą częściej po 30 września, by złapać tych, co zapomnieli sobie podbić legitymację). Życzliwy kanar to zjawisko rzadsze ni śnieg w czerwcu. Najczęściej kanarami zostają osoby wybitnie upierdliwe, wredne i biurokratyczne.
Wiadomo że starych, nawet dziwnie ubranych agentów Smithów rozpozna większość pasażerow, którzy już parę latek MZK-kami jeżdżą, więc w razie nieposiadania biletu, mogą sobie zwiać z miejsca zbrodni. Mimo to, by zwiększyć element zaskoczenia kanary stosują różne kamuflaże. Parę razy typowo ubrany student/uczeń liceum (plecak itd.) zaskoczył mnie po paru minutach od wejcia do MZK-i hasłem "bileciki do kontroli". Czasami też można spotkać się z kamuflażem na mietka. By wtopić się w otoczenie, kontrolerzy zakładają wtedy wyciuchrane łachy, nie golą się itd. Jeszcze trochę, a dla niepoznaki kanarami zostawać będą moherowe babcie...


Podsumowuąjc - zwaywszy na ilosć absurdów, z jakimi się stykam codziennie, wydaje mi się czasem że jestem bohaterem Dnia Świra. Wszak każdy nowy dzień, rodzi nowe paranoje...
 

Ziohm