Rzecz o moich smutnych...
(tytuł zaczerpnięty z Marqueza, aczkolwiek niezbyt konsekwentnie)



Nie jestem mną, chociaż narracja pierwszoosobowa bywa kusząca.



uśmiechała się, to jedno pamiętam. Tak samo, jak jej kroki. Raz, dwa, dwa, raz, dwa, dwa... Chyba nie miała większych problemów z chodzeniem, krótsza noga dawała się we znaki tylko czasami. Czy chciałem? Chyba nie, potem trochę tak, ale ogólnie od początku pociągały mnie te zdrowsze. Zapalenie płuc to nie to samo co niezbyt odległa perspektywa chodzenia o lasce.

 ♀♀ pamiętam już wyraźniej. Nie była kulawa, za to ani na moment nie zwróciła ku mnie swoich jasnych myśli, nawet jednego pasemka. Teraz wiem, że to była farba, ale cholernie jej było w tej farbie dobrze. Niektórzy już tak mają, że lepsi są pod powłoką czegoś, kogoś. Murzynem się nie urodziłem, a może i szkoda. Murzyn, do tego cwaniak, to byłby dla niej ideał. A co ja jej mogłem zaoferować? Ile centymetrów? Postawmy sprawę jasno – byłem gołodupcem pod wieloma wzlędami.

♀♀♀ nie stanowiła wyzwania. Była obok, nigdy prostopadle, ale równoległość nie jest znowu taka zła. Grunt to mieć kogoś obok. Ta również nie była kulawa, no może trochę na umyśle, ale to oczywiście zauważyłem dużo później. Chodziłem wtedy po ścianach. Pewnie, że nie dosłownie, ale mój pokój miał już wtedy wymiary w granicach 2x3m. Po odjęciu ogromnej szafy, łóżka, stolików, krzeseł dawało... No, było co odejmować, mniej zostało niż było. A zatem spacerowałem (szybko) metr w jedną stronę, pół metra w bok i naprawdę czułem, że gdybym tylko chciał – wszedłbym na tę cholerną ścianę. Postawienie jednej nogi nie kosztuje nic, dołączenie drugiej może skończyć się urazem kręgosłupa, ale wtedy o tym nie myślałem. Ważne byłoby samo dostawienie, chociaż na chwilę, drugiego klapka. Oczywiście nawet ze stworzeniem pary łapci mi się nie udało. No i z czym do ludzi...

♀♀♀♀ była produktem gotowym, niemal idealnym nawet teraz, z odpowiedniej perspektywy. To było zaskakująco spójne uczucie, oczywiście nadal relacjonując to bardzo jednostronnie i tylko tak. Ta być może się nawet czegoś domyślała, ale wrodzona grzeczność nie pozwalała jej spytać, czy bym się z nią nie przespał, bo jeśli i owszem, to ona przeprasza, ale mogę już zabierać swoje chusteczki czy co tam jeszcze mam, podnosić siedzenie, otwierać drzwi i jednoznacznie spierdalać. Nie, taka na pewno nie była, więc nigdy nie spytała. Zresztą spać z nią za bardzo nie chciałem, wydawała się kruchutka, poza tym co ja zrobię, że nie widziałem w żadnej typowego obiektu włącz i użyj. Zawsze chciałem jedynie, żeby ta równoległa linia biegła trochę bliżej mojej, żeby może się te linie nawet leciutko stykały brzeżkami... To takie romantyczne, geometria uczuć (dobrze, że nie przyszła mi na myśl metafora z całkami albo funkcjami, zdechłbym chyba od razu).

♀♀♀♀♀ nie może się spełnić. Jest z innego świata. A ten świat zbyt świeży. Może kiedy rosa opadnie.

♀♀♀♀♀♀ istnieje tylko w mojej podświadomości. Jest wzorcem, matrycą wykonaną na podstawie wcześniejszych. Poprawiam sobie nią nastrój – jeśli tego wymaga potrzeba chwili, staje się głupiutką blondynką, innym razem czułą dziwką na telefon. Po nocy z nią nigdy nie miewam wyrzutów sumienia.

w paru miejscach życia zadałem kłam wielu teoriom naukowym. Przede wszystkim tej, że ciało wprawione w ruch nie może znajdować się w stanie spoczynku. Ja taki byłem zawsze. W cyrku też bym się sprawdził, już widzę te nagłówki – MĘŻCZYZNA CO PRAWDA BEZ WĄSA, ALE ZA TO STOJĄCY PODCZAS RUCHU, a może odwrotnie. Prawdziwą przeszkodą był dopiero ruch wahadłowy, tak monotonny, że mogłem nawet przysnąć. I z tym sobie jednak radziłem, zabijając po kilka osób przy maksymalnym wychyleniu. Mogłem być pewien, że przy każdym kolejnym razie wybudzą mnie z letargu ostrą ripostą, w końcu mało kto lubi być zabijany.





♀♂ biała kartka





Tuxedo