Przypadkowy tekst



Zbrodnia! Poczułam się skrzywdzona. Babcia bezwzględnie i z pełnym wyrachowaniem zawłaszczyła moje butelki po Tymbarkach, smak pomarańczowo pomarańczowy, czasem zastępczo grejpfrutowo różowy. Więc zostały przechwycone i niecnie poustawiane w rządku w garażu, pomiędzy smutnymi zasłoikowanymi ogórkami z marchewką a pustymi, bezwnętrznymi i bezprzykryciowymi kawałkami szkła, co to kiedyś dumnie zwane były słojami i przechowywały specjały typu (chronologicznie) majonez babuni, ogórki konserwowe, ogórki kiszone, dynie w occie… I dziś, gdy pod moją opieką trafiła do garażu dostawa takowych eks-słoików-bez-zawartości, zobaczyłam je. Moje zagubione zielone nakrętki tęsknie połyskujące spod kurzu. Odwróciłam jedną do góry dnem. Właśnie - nie odkręciłam korka, ale odwróciłam całą butelkę. I w dali zobaczyłąm rozmazany, jakby mgliście falujący napis. „Tymbarkowy talizman”.

No cóż. Faktycznie. Może i lekka schiza. Może i trudno zrozumieć, że ktoś, przy odczuwaniu silnych emocji, czuje się w obowiązku zakupić Tymbarka i przeczytać nic-nie-znaczący napis pod spodem. I koniecznie zinterpretować, zwykle naginając, prawie że nadłamując do konkretnej sytuacji. Ale co z tego, skoro i tak tego nie zmienię. I nadal będę uważać, że to co najmniej i n t e r e s u j ą c e, że właśnie 
t e n korek/ kapsel trafił do mnie właśnie t e r a z. Że to c i e k a w e, że wybrałam właśnie tę, a nie inną butelkę. A górka korków na półce będzie rosnąć w najlepsze. Otóż eM nie wierzy w przypadki. I nie wierzy w przeznaczenie. Jest gdzieś pośrodku. Wszystko ma jakiś sens, ale to od nas zależy, czy go dostrzeżemy. Ale to materiał na osobny tekst. I eM wierzy w magię. Nie tam żadne wróżki, czarne koty, drabiny i linie na dłoniach. Taką małą zwykła i codzienną. Taką co nam życie spowija mgiełką tajemnicy, której nie mamy ochoty rozwiązywać. Tę magię, która sprawia, że choć na chwilę czujemy się naprawdę ważni i mamy wrażenie, że cały wszechświat współpracuje, żeby nam przekazać chociaż mały, prawie niedostrzegalny znak. Żebyśmy w odpowiednim momencie mogli zobaczyć tego ptaka, albo podjąć zupełnie nieprzemyślany wybór, po którym nasze życie się zmienia.

Ja wcale nie chcę nikogo skłonić do kupowania napojów z zielonym zwieńczeniem i do obsesyjnego wypatrywania ZNAKÓW, które wam niezbicie powiedzą, co dalej robić. Bo takich znaków nie ma i nie będzie. Po prostu czasami jest ciekawiej, gdy potrafimy dostrzec zbiegi okoliczności. Kundera w Nieznośnej lekkości bytu pisał, że gdy dostrzegamy przypadki, to dostrzegamy piękno. Dlatego warto mieć oczy szeroko otwarte. Może i to po prostu takie gadanie od rzeczy, ale… Czasami każdy potrzebuje uwierzyć, że gdzieś coś tym wszystkim kieruje. A dostrzeganie tego w najmniejszych, najbardziej błahych sprawach, to wstęp do zrozumienia tego w większej, głębszej skali. Więc można zacząć nawet od głupich Tymbarków.



Martika