Kartka z pamiętnika inaczej

 

"All in all is all we are..."*

 

12.08.2009r.

Nie da się Jej ufać.

Dowiadujesz się wszystkiego jako ostatni.

Masz się nie wtrącać.

Masz się cieszyć razem z Nią.

Mimo, że wcale Cię to nie cieszy, a dołuje.

Nic nie mów, bo przeszkadzasz, Nioł jest zajęta.

Gdy o coś prosisz, nie otrzymasz tego.

 Gdy Nioł twierdzi, że jest źle, ma do tego prawo.

Gdy Ty tak twierdzisz – oznacza to, ze nie doceniasz życia.

Kolejny komentarz pod jakąś notatką.

Kolejna wiadomość radosna dla Niej.

Dla Ciebie jest kolejnym powodem, aby skończyć to coś, co błędnie nazywasz życiem.

Jesteś dla Nioł tak naprawdę “single-serving friend”.

Gdy popełnisz jakieś małe błędy – będzie to przez cały czas roztrząsać.

Przez co następnym razem nie da Ci szansy poprawy, ani nie będzie chciała, aby było jak dawniej.

Naprawiasz stosunki ostatkami sił.

A reszta wcale się nie stara i wszystko jest ok.

Niesprawiedliwe?

Powiedz Jej to sam.

 

"Czasami wolę być zupełnie sam/Niezdarnie tańczyć na granicy zła/I nawet stoczyć się na samo dno/Czasami wolę to, niż czułość waszych obcych rąk..."**

 

Zwinięty w kłębek.

Zmęczony.

Samotny.

Trup.

Ech...

 

Może by tak...

Zniknąć?

Nie umrzeć.

Zniknąć.

Rozpłynąć się bez śladu.

Wymazać siebie z pamięci innych.

Nie istniejesz.

W ogóle nie istniałeś.

Nie ma Cię.

I nigdy Cię nie było.

 

Nareszcie.

 

O wiele lepiej.

 

Wszystko tak, jakbyś istniał.

Tylko...

Nie istniejesz.

Zachowanie innych?

Takie samo.

Nigdy się nie zmienią...

Nigdy.

Nic ich nie nauczy.

Żyją jednak lepiej.

Bo nie mają balastu w Twojej postaci.

Żyją jednak lepiej.

 

Tak naprawdę, to jestem człowiekiem, który czasem ma ochotę leżeć na łóżku i słuchać dołujących piosenek aż do usranej śmierci.

Bo każdy z nas rodzi się tylko i wyłącznie po to, aby umrzeć.

Nie powinniśmy oglądać się za siebie.

Nie powinniśmy wspominać tego, co juz było.

Ponieważ czasem wspominanie boli.

I to bardzo.

 

"Miałem kiedyś plan zostawić wszystkich was/Odmienić dziwny los, zbudować sobie raj/Zaczepić myśli gdzieś, gdzie nie dochodzi śmiech/Gdzie żaden ślepy szpieg nie rozszyfruje mnie/Miałem kiedyś plan oszukać własny strach/Bez okien kupić dom, pod drzwi podstawić stół/Lecz zrozumiałem, że kiedy ściemnia się/To z was wychodzi zło/Pożera wszystkich, nie ja, nie ja..."***

 

Jak można przeciwstawić się samotności w niekonwencjonalny sposób?

Dlaczego pytanie ma taką treść?

Otóż dlatego, że metody konwencjonalne zna każdy - miłość, przyjaźń, koleżeństwo.

Zastanówmy się więc nad metodami innymi.

Może wystarczy ludzka zdolność przystosowawcza?

Po prostu nauczyć się, iż sama samotność jest częścią życia, nie walczyć z nią, a ją przyjąć.

A może ją pokochać?

Miłość do samotności, miłość do tego, czego chcemy się pozbyć.

Czy na pewno chcemy?

Powoli ją poznajemy, coraz lepiej i lepiej...

Może w którymś momencie ona się nam spodoba?

 

"Peace, love, empathy."****

 

Odczuwasz samotność, kiedy ktoś zadaje Ci ból.

Kiedy ktoś mnogością swoich poczynań odsuwa się od Ciebie i kiedy nie rozumiesz tego zachowania.

Wtedy zaczynasz szukać odpowiedzi, ale kiedy jest ona zbyt zawiła lub nie zostaje udzielona, włączasz muzykę, leżysz i nie myślisz, a nieraz uświadamiasz sobie, czym jest świat.

Potem wstajesz i biegniesz ze znajomymi.

Ale w tym biegu oni podstawiają Ci nogę, oni skręcają, oni znikają.

A Ty zamiast biec za nimi, bądź zostawić ich samym sobie i szukać tych, którzy pobiegną z Tobą dalej - wracasz do muzyki (czytaj domu) i tam zastanawiasz się dlaczego po co i takie tam pierdoły.

A w którymś momencie ten stary znajomy zapuka i przyjmiesz go z otwartymi ramionami, aby wbił Ci nóż w plecy...

 

"Here we are now, entertain us!"*****

 

Nie zostanę gwiazdą rocka.

Nie zostanę milionerem.

Nie wydam książki.

Nie napiszę bestsellera.

Nie wydam autobiografii.

Nie nakręcę “Fight Clubu 2”.

Moje zdjęcia nie pojawią się na World Press Photo.

Moje projekty nie zostaną wykorzystane przez Sony.

Moje szkice nie zostaną wystawione w galeriach.

Nie będę nowym Edwardem Nortonem.

Nie będę jak David Belle.

Nigdy nie zdobędę Oscara.

Nie będę jak Ryszard Kapuściński.

Nie założę zespołu Wszystko jedno.

Nie ukaże się nasza biografia.

Nie będziemy supportem Myslovitz.

Nie wystąpimy gościnnie na płycie Rammsteina.

Happysad nie uzna nas za najlepszy zespół rockowo-punkowy tej dekady.

Nie zaśpiewam razem z Davem Gahanem “Suffer Well”.

Nie poznam osobiście Doorshlaqa.

Nie wydam płyty “Pain – Part One”.

Będę nikim.

 

A może się mylę?

 

Oby.

 

Emszi

 

emszi@wp.pl

 

PS. Podczas pisania słuchałem "All Apologies" i "Smells Like Teen Spirit" Nirvany, "Zbyszka" i "Leszka Żukowskiego" Comy, "Every You Every Me" Placebo, "Technologic" Daft Punka i "On A Plain" Nirvany w wykonaniu The String Quartet.

PS 2.

*Nirvana, "All Apologies"

**Coma, "Leszek Żukowski"

***Myslovitz, "Myszy i ludzie"

****Kurt Cobain, ostatnie słowa listu pożegnalnego

*****Nirvana, "Smells Like Teen Spirit"

PS 3. 45% zdarzeń tu opisanych zdarzyło się naprawdę, reszta to fikcja.

PS 4. "Peace, love, empathy..."