[F11] Full screen mode


"Dwanaście i dwanaście, a cztery lata tobie pozostały do ostatniego ziarna piasku,
które spadnie ogłaszając To Na Co Czekają wybrani przez siebie"

...pozostało jeszcze pół roku




        Jesod poznał ją na imprezie, na którą w normalnych okolicznościach nigdy by się nie wybrał. Jednakże nie przychodząc mógłby obrazić trzy osoby jednocześnie, co nie było dobrą alternatywą w obliczu możliwości jakie dawał tłum znajomków rozdartych egzystencjalnym dylematem: Czy iść po jeszcze jedno piwo, czy pogadać jeszcze o tych gejach...
To dopiero było pole do popisu, więc decyzja była jednoznaczna ze stawieniem się o umówionej pietruszce w umówionym miejscu.

Bełkot, kot tu był
ByłKot tu i się zmył
Behemot w kotły ude-żył

Spodobała mu się od razu, i z pewnością nie tylko jemu. Jak wyglądała, to nie ważne. Na którymś z poziomów nastąpił horyzontalny kontakt. Dopiero później, jakieś trzy miesiące później, gdy jesod poznał swoje imię, uświadomił sobie, że ani ciało fizyczne, ani osobowość nie brała udziału w tej telepatii. Były to głębsze pokłady zwane indywidualnością oraz duchem czyli esencją bytu. Duch i umysł działały bez pośrednictwa ciała fizycznego, ani emocji, dlatego nie był tego świadomy.
A na imprezie? Dwie natury dzałania, które nadają mu charakter, kierowały jesodem bardzo wyraźnie. Poddał się reakcjom z tłumem, ...choć mógł wypaść lepiej (za słabo trzymał persone).

Jump up! let's bounce.
Get dałn!
Hopla la bum cyk cyk, po dożynkach w sianko myk!

"Śmieszny i ciekawy, na razie nic więcej, ale można bliżej poznać;)"      Dręczyło to głowę jesoda, który nie chciał aby wszyscy napotkani reprezentanci gatunku homo "zwyrol" sapie'ns myśleli takimi kategoriami. Naprawdę chciał poznać istotę, która pomimo świadomości swej zwierzęcej formy, potrafi wyjść poza ramy nakreślane nawet przez siebie samą.

Po imprezie wrócił bogatszy o wspomnienia visualne i dwa numery telefonów ...tak miał numer, który pozwalał na zachowanie kontaktu, w epoce pędzącego neośredniowiecza (ukłony ode mnie).
Użył go niezwłocznie, a potrafił to robić bowiem, miast do szkółki niedzielnej chodził do sobotniej.

Klik,puk,klik Łamie palce
piekę maile, ślę zakalce

Wymagało to kilku prób, alę w końcu udało się jesodowi zaaranżować spotkanie nieindywidualne, okraszone aurą rozrywki pseudointelektualnej, choć przyjemnej. W noc poprzedzającą to wydarzenie, nawiązała Ona łączność za pośrednictwem fal radiowych, i także potrzebowała kilku prób. Nie chodziło wcale o to, że jesod spał, bo wcale mu to przez zafrasowaną czuprynę rekruta, nie przeszło. Tylko zaabsorbował taką ilość danych, dnia owego iż postanowił je przetrawić w modniejszejniżdoniedawna kontemplacji skoncentrowanych myśli, zwaną inaczej medytacją. Nareszcie mogła porozmawiać i zadać nurtujące ją pytania natury terminologicznej i inwenturologicznej adekwatnie, odległego o kilkanaście godzin spotkania.
Jednak jedno zdanie, które wypowiedziała, wprawiło go w niemałe zakłopotanie, bowiem nie zrozumiał O CO JEJ DO STU KWINTYLIONÓW BECZEK CZESKICH ŚLEDZI, CHODZIŁO!!!
"ile to będzie trwało..."
"ile to będzie trwało. . ."
"ile to będzie trwało. . ."
ton jej głosu, nie pasował do kontekstu zdań, dlatego jesod zdołał tylko rozśmieszyć rozmówczynię, swą nie trafna odpowiedzią: "Nie ja płacę, więc mogę rozmawiać przynajmniej do rana..."

Nie znam celu, ni końca drogi, ale wiem gdzie postawię stopę czyniąc następny krok i jeśli dobrze rozpoznam podłoże to jestem w stanie przewidzieć jak zachowa się ono pod moim ciężarem.



PS: Teraz to ona ma grube nogi...

                           

bastard                                  
send mail»