Dzień zadumy



1 listopada, okolice południa. Cmentarz. Setki elegancko ubranych ludzi przechodzą przez bramę w obu kierunkach. Setki samochodów stoją na parkingach, inne dopiero szukają miejsca postoju. Wszystko jest zastawione do granic ciasnoty, auta nie mogą wyminąć się na wąskich ulicach. Słychać klaksony, kierowcy pokrzykują na siebie, pukają się w czoła. Jednemu kobiecina o kulach wyszła prawie pod koła, drugi wymusił pierwszeństwo. Znicze dzwonią w bagażnikach, wiązanki podskakują na tylnych siedzeniach. Ścisk i hałas. Obok, na straganach, świąteczne gadżety – oprócz kwiatów można kupić przepojone Duchem Świętym obwarzanki, pełne zadumy pączki i refleksyjne gofry. Motyle drewniane, koniki bujane, cukrową watę i z piernika chatę. Dla każdego coś się znajdzie; śpieszmy się kupować gofry od ludzi, bo tak szybko schodzą. Bierzmy i jedzmy z tego wszyscy, póki my żyjemy.

Śpieszmy się kochać ludzi – tak szybko odchodzą i trzeba stawiać im znicze, polerować nagrobki i zmieniać wodę w wazonach; śpieszmy się z tym stawianiem, polerowaniem i zmienianiem, bo nie zdążymy na „Teleexpress”. Bieg do pierwszego grobu, drugiego, trzeciego nie można znaleźć, o, pod tamtym drzewem, bieg. Przy nagrobku stoi już ciocia z rodziną. Pełni właściwej temu świętu zadumy zastanawiają się właśnie, ile kosztują takie ładne znicze, jakie zobaczyli obok. Ktoś musiał kochać swoich bliskich, skoro kupił im piękne, drogie latarnie, a nie jakieś badziewie z Tesco. Świece stoją w dwóch równych rządkach, dwa razy po sześć sztuk; po jednej na każdy miesiąc. Skoro przez najbliższy rok nie zajrzy się na cmentarz, przynajmniej pierwszego listopada trzeba pokazać swą miłość i pamięć. Niech ludzie widzą, jakich dobrych krewnych mają zmarli tu leżący, niech zastanawiają się, ile kosztowały te wspaniałości.

Rodzinne powitanie przy grobie. Cmok, cmok, jak urosłeś, studiujesz? na drugim roku, masz dziewczynę? od trzech lat, jak ja dawno cię nie widziałam, nie poznałabym cię, to już przecież dorosły mężczyzna z ciebie, mamo, on ma 21 lat, a gdzie wujek? wujek został przy samochodzie, pilnuje radia, tyle kradzieży teraz, a przyjdzie tu? a po co, to nie jego matka, ha ha, ale trzeba się pomodlić, czekajcie. Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie – dostałem sms-a, odbiorę, o, darmowe minuty – a światłość wiekuista niech im świeci. Jaki masz telefon? Nokia? A Krzysiek ma Ericssona, dobry telefon, nie wiem, jaki model. Znowu zapada cisza, nastrój zadumy, ciotka myśli o modelu telefonu. Nie może sobie przypomnieć. Gadają o pracy. Patryczku, nie wrzucaj mrówek do znicza, słychać nieopodal. Tłucze się jakieś szkło. Kuuurrwa – ktoś wyraża swoje nieukontentowanie – ty to masz dwie lewe ręce, jak ty to trzymasz, 8zł znicz kosztował, jeszcze grób zalałaś, zobacz, jak to wygląda. Bieg do pradziadka, do siostry babci, do ciotki szwagra siostry babci, żadnego z nich nigdy nie widziałem. Masz dziewczynę, pyta wujek. Mam. Idziemy.

Chodźcie do nas na ciasto, nie, musimy jeszcze do Sochaczewa i do Puszczy Mariańskiej, tam leży rodzina. Dobrze, cześć. Cmok. Pod cmentarzem kusi zapach gofrów. Ludzie idą do domu na film. Wieczorem patrzą na „Wiadomości”, słuchając w zadumie i ciszy informacji o liczbie zabitych tego dnia na polskich drogach.



Doorshlaq <doorshlaq@poczta.onet.pl>