Polska - to brzmi dumnie.

Polska spętana szarą siecią układu, opanowana przez łżeelity, z udoskonaloną wolnością mediów, z prawem pełnym kar penalnych i co oczywiście oczywiste solidarna - to brzmi śmiesznie.

O ile jesteś poza jej granicami.

 

Odzyskane przez Panującą Miłościwie Władzę państwo kwitło, bo nikt z jej członków nie miał pojęcia, co robić, więc nie robił nic, zajmując się jedynie wykonywaniem poleceń Braci Założycieli, ograniczających się do powolnego demontażu struktur demokratycznego państwa prawa.

I wszystko zdawało się iść ku szczęśliwemu upadkowi, gdy nagle pojawił się On. Przed dwoma laty ciężko doświadczony i pokonany, teraz powraca, by zrobić to, co mu się nie udało.

A procent głosów mu czterdzieści i cztery

(mniej więcej).

 

 


 

BARWY KAMPANII 2

 


 

 

 

Dramatis personae:

 

PANUJĄCA MIŁOŚCIWIE WŁADZA

w składzie:

 

Jarosław Dwojaki - prime minister. Prime ma zupełnie inne znaczenie niż "prima", a tym bardziej "prima sort"

Lech Dwojaki - prezydent Jaśnie Oświeconej RP, która już sama nie wie, jaki ma numerek

Zbigniew Dobro - pseudonim Temida, ślepy - a sprawiedliwy

Ol O'Strzygło - struktura obronna

Jacek Skórski - specjalista- germanista, tropiciel Ciemnego Ludu

Jolanta Szczypcińska - aka Coco Chanel

Ludwik KoRn - marszałek zamordysta

Englekról - prokurator z zacięciem szołmena

Ojciec Tadeusz Podgrzybek - smakowity kąsek z uwagi na tysiące fanatycznych wyznawców

 

 

UKŁAD

w składzie:

 

Donald Plusk - Andrzej Gołota polskiej polityki; pokonany, upokorzony i wyśmiewany ponownie walczy o tytuł

Kacz Marek - prowokator krajowy

Piękny Roman - przewodniczący eLePpeRu

Jak Mak Rozkwitał- zagubiony w odpowiedzialności

Nelly Rozkwitała - odnaleziona w sprawiedliwości

Andrzej Peller - zapalony rozsypywacz zboża, wielki fan Ich Trojga

Wojtek Ojejnicztego - młody, gniewny, piękny

Strażak - Władek, co został premierem

 

 

CZWARTA WŁADZA

w składzie:

 

Dzied Moroz - zimny jak lód

Chytrusek - Lisek, który pyta, co z (tą) Polską

Kolęda - w święta nie zalewa

Pandora - siedzi z puszką w superstacji

 

 

 


 

 

Panująca Miłościwie władza miała się dobrze i wespół z przystawkami rządziła pięknymi nadwiślańskimi włościami. I mogłoby to trwać bardzo długo, tym bardziej, że każdy z członków rządu był niezwykle przywiązany do własnego stołka, gdyby nie Kościół Katolicki. Wielokrotnie Kościół miał udział w obalaniu niepopularnej władzy. Wielokrotnie nazywał kobiety czarownicami, po czym posyłał je na stos. Ale jeszcze nie zdarzyło się w dziejach, aby strzelić sobie takiego samobója.

 

 

 

SPRAWY NIE MA

 

Dzied Moroz: Czy Ojciec Podgrzybek powinien przeprosić za nazwanie żony Pana brata czarownicą?

Jarosław Dwojaki: Nie, dlaczego?

Moroz: Bo to żona głowy państwa?

Dwojaki: Nie widzę takiej potrzeby. Mógł ją przecież nazwać burą suką. Tak, wtedy to byłaby afera.

 

 

 

Aby odwrócić uwagę od osoby pierwszej damy, zwrócono kamery w kierunku Andrzeja Pellera. Widok to podobny, aczkolwiek dla niepoznaki postanowiono zapakować go w bransolety. Niestety, jak to bywa w przypadku misternie uknutych planów, wystarczyło nie dokręcić jednej śrubki i wszystko się zawaliło.

 

 

 

GILOWO

 

Andrzej Peller: Roman, chcą mnie zwinąć, zjeść, zmiażdżyć, zniszczyć...

Piękny Roman: Za dużo się Dwojakich nasłuchałeś, udzieliło Ci się...

Peller: To oni chcą mnie zniszczyć!

Roman: Ja też ich nie lubię, ale żeby aż tak...

Peller: Obudź się do cholery! Chcieli mnie zwinąć i przejąć mój elektorat. Potem zrobią to samo z Tobą, rozumiesz?

Roman: I co w związku z tym?

Peller: Jako człowiek przewidujący i zapobiegliwy wszystko przemyślałem... Utworzymy nową partię!

Roman: Co? Jaką?

Peller: Gil!

Roman: Gil?

Peller: To skrót od Gierek i Lejek! (wsadzając palec do nosa) Mam już nawet maskotkę!

Roman: Nie, poczekaj, musi być jakiś lepszy pomysł...

Peller: Co Ci się w tym nie podoba?

Roman: Nie wiem, jakieś takie smarkate...

Peller: No to nie wiem, może Sojusz Romana i Andrzeja...

Roman: Teraz jakieś gówniane...

Peller: A Liga i Samoobrona? LiS?

Roman: Podoba mi się! Takie sprytne!

Peller: No właśnie... Bardziej mi do nas pasowało GiL i SRA...

 

 

 

Na reakcję Miłościwie Panującej władzy nie trzeba było długo czekać...

 

 

 

ZAKŁÓCENIA ŁAŃCUCHA POKARMOWEGO

 

Kolęda: Co Pan na plany koalicyjnych wiceministrów dotyczących powstania wspólnej partii LiS?

Jarosław Dwojaki: Nazwa LiS jest piękna, jednak drapieżne kaczory potrafią porwać lisa, unieść w powietrze i później los lisa jest ciężki

 

 

Jak się okazało słowa ówczesnego premiera miały charakter przepowiedni, gdyż kilka miesięcy później w domu znanego dziennikarza, usuniętego z równie znanej stacji telewizyjnej:

 

 

Chytrusek: Tak coś czułem, że z tym ciężkim losem Lisa to jednak nie był skrót myślowy...

 

 

 

Jednakże Miłościwie panującej Władzy sytuacja zaczęła się wymykać z rąk nie tylko w sejmie, ale i na ulicach

 

 

 

WHITE TOWN

 

Kolęda: Jak się czują pielęgniarki okupujące budynek kancelarii premiera?

Szczypcińska: Doskonale! Co prawda nie zjadły wczoraj kolacji, ale Jarek powiedział, że to jeszcze nie głodówka. Zresztą warunki mają fenomenalne - dzisiaj, na ten przykład zaniosłam im dwie podpaski i pół banana. Żyć nie umierać!

Kolęda: Dwie podpaski? Ekhm... Czy Pani jakoś to obliczyła? To znaczy...

Szczypcińska: Dobrze wiem do czego Pani zmierza! Nie, to nieprawda, że te podpaski były dla prezydenta i premiera! To wierutne bzdury, bzdury, bzdury! (tupie pantofelkiem)

Kolęda: Ale może jednak nie warto było spychać tych pielęgniarek z ulicy?

Szczypcińska: No jak nie warto? A, przepraszam bardzo, którędy ja mam teraz jeździć do kancelarii? Gdzie parkować? Nikt nawet przez chwilę się nie zastanowił, jakie niedogodności stwarza zaistniała sytuacja nam wszystkim, to znaczy posłom. I jeszcze do kogo te butelki, ten tumult cogodzinny... Jarka głowa boli od rana do wieczora. Ostatnio tak bardzo się załamał, że nawet chciał do tych pań wyjść. Ale ja mówię: nie! Jarku, tu jest Twoja pani i może Ci zrobić zastrzyk przeciwbólowy (w tym miejscu pogroziłam strzykawką). Przeszło mu jak ręką odjął.

 

 

 

By uniknąć kolejnych spadków na giełdzie sondażowej Miłościwie Panująca Władza zdecydowała się na pokerowe zagranie i dzięki przenikliwej i sprytnej grze politycznej, tudzież małostkowości i jednopłaszczyznowości współparlamentarzystów doprowadziła do samorozwiązania sejmu. Jakaż radość musiała zakwitnąć w głowach MPW, gdy z ich sukcesu najbardziej cieszyła się opozycja

 

 

 

ROZWIĄZŁOŚĆ

 

Ludwik KoRn: Niniejszym stwierdzam, że sejm rozwiązał się sam

Lech Dwojaki: Z naszą lekką pomocą...

(Pełna Odpowiedzialność klaszcze i skanduje "Donald Plusk! Donald Plusk!")

Jacek Skórki: O co im chodzi?

Dwojaki: Nie wiem. Zrozum tu liberałów...

 

 

 

Trochę później niż "tuż" Prawie że Sprawiedliwość przystąpiła do zmasowanej ofensywy. Zaczęła od zadawania ciosów własnym szeregom:

 

 

 

UKŁADAMY, ROZBIJAMY

 

Engelkról: Witamy Państwa na specjalnym, premierowym pokazie thrillera politycznego "Catch the Mareck". W rolach głównych wystąpi dziś Prowokator Krajowy.. Proszę o włączenie taśmy!

(trzask uruchamianego rzutnika, na ścianie pojawia się obraz, widzimy przemykającą hotelowymi korytarzami postać w czarnym prochowcu, w tle kilka kobiet nienajgorszej urody)

Engelkról: Proszę zwrócić uwagę na krawat oskarżonego... znaczy... Prowokatora Krajowego. Jak widzimy jest on koloru czerwonego. A teraz uwaga- nagranie z dnia następnego.

(parking przed Ministerstwem Sprawiedliwości, postać w prochowcu pokonuje schody)

Engelkról: O, proszę, doskonale widać. Prowokator Krajowy jest w tym samym krawacie, co ubiegłej nocy. PżS miał walczyć z korupcją i zabiegać o odnowę moralną, a okazuje się, że nawet we własnych szeregach posiada osoby niechlujne, żeby nie powiedzieć mocniej: zwyczajnie brudne! Tu pojawia się zasadnicze pytanie: czy mogą nami rządzić ludzie nieczyści, przedkładający własne wygodnictwo nad nieskazitelność tak duchową, jak i całkiem materialna? Otóż nie, Drodzy Państwo! Prowokatorowi Krajowemu zostaną w najbliższym czasie postanowione najcięższe z możliwych zarzutów, o oczywiście porażającej sile rażenia. Grozi mu kara porządkowa w wysokości pięćdziesięciu złotych oraz upomnienie z wpisem do akt.

 

 

 

A kiedy szeregi PżS stały się znacznie czystsze, jej politycy przeszli do działań zaczepnych:

 

 

 

KONFERENCJA

 

Zbigniew Dobro: Witam państwa na maratonie konferencyjnym. Będzie to najdłuższa konferencja w Polsce i na świecie, spróbujemy pobić rekord Guinessa. Dotychczasowa najdłuższa konferencja trwała zaledwie piętnaście godzin i myślę, że z łatwością sobie z tym wynikiem poradzimy, dodatkowo śrubując go o dodatkowe godziny, a kto wie - może nawet dni. Proszę o zadawanie pytań.

Kolęda: Co jest tematem konferencji?

Zbigniew Dobro: Tematem jest wszystko to, co dla Polski i Polaków istotne: oligarchia, korupcja, nadużycia. Także gwóźdź do odremontowanej - zagadka - stodoły Andrzeja Pellera.

Kolęda: Skąd pan ma ten gwóźdź?

Zbigniew Dobro: Uzyskali go agenci CBA podczas akcji dywersacyjnej. Rzeczony gwóźdź wbił się w stopę jednego z naszych ludzi, podejrzewaliśmy tu nawet celowe działanie podejrzanego Pellera, okazało się jednak, że po prostu pomyliliśmy stodoły i wpakowaliśmy się ze sprzętem do budynków gospodarczych sąsiada podejrzanego.

Kolęda: Czy sąsiad był zaskoczony?

Zbigniew Dobro: Bynajmniej, chociaż niejakie zdziwienie przejawiały urzędujące w stodole konie.

Kolęda: Konie były zdziwione? Czym?

Zbigniew Dobro: Proszę pani, gdyby panią obudzono o szóstej nad ranem i założono kajdanki na wszystkie cztery nogi, to też by była pani zdziwiona. Ale może zmieńmy temat.

Pandora: To może o przecieku w sprawie afery gruntowej...

Zbigniew Dobro: Jedynym przeciekiem, jakiego się dopuściłem, był przeciek syropu malinowego na moje spodnie. Jeśli chodzi o inne przecieki, to radziłbym spytać prokuratora Kacz Marka.

Pandora: Czy on też zaplamił sobie spodnie?

Zbigniew Dobro: Bardzo prawdopodobne, w dodatku sokiem znacznie trudniejszym do wyprania, bo jagodowym!

Pandora: Och... Czy w związku z tym podjęto jakieś kroki w ministerstwie?

Zbigniew Dobro: Oczywiście. Kancelaria zakupiła tysiąc litrów wybielacza. Przyda się na okres kampanii, kiedy trzeba będzie wybielić życiorysy naszych kandydatów.

 

 

 

Ale na dobre walka zaczęła się dopiero w telewizji

 

 

 

MORDO TY MOJA!

 

Scenariusze najnowszym reklamówek czołowych partii:

 

Prawie Że Sprawiedliwość:

 

/rozjaśnienie/

- Mordo ty moja, co będziemy dziś robić?

- Jak to co? To, co zawsze, wszak jesteśmy paskudnymi oligarchami - postaramy się zrobić PRZEKRĘT!

- To trzeba będzie posmarować opozycji...

- Nie, oni w opozycji byli dwa lata temu. Teraz smarujemy rządowi.

/wyciemnienie/

Chcesz, byśmy wrócili do opozycji?

 

 

Pełna Odpowiedzialność:

 

/głos zza kadru/

- Czarownica, szambiarka, czarownica, szabmiarka, czarownica...

/głos zza innego kadru/

- Niektórym wolno więcej. Chcesz, żeby nam też było wolno?

 

Demo Sojuszu Lewicy:

 

/obrzydliwe facjaty liderów partii rządzącej/

/głos zza kadru/

- Widzisz te paskudne mordy? Czujesz do nich odrazę? Głosuj na pięknego Wojtka!

 

 

 

Pełna Odpowiedzialność po przespaniu początku kampanii ożywiła się dopiero, gdy przyszło jej testować nowych zawodników. Oto podsumowanie transferowe:

 

 

 

TRANSFERY

 

Pełna Odpowiedzialność okazała się najaktywniejszym graczem letniego okienka transferowego, podkupując największemu rywalowi byłego Ministra Obrony Narodowej, Radka S. Zdekomunizowanego oraz legendę "Solidności", Antka Mężnego. W drugą stronę, a więc do Prawie Że Sprawiedliwości, powędrowała Nelly Rozkwitała. W rozliczeniu za ten transfer z życia publicznego wycofał się mąż Nelly, Jak Mak Rozkwitał, a Pełna Odpowiedzialność dostała marszałka Senatu, Bogdana Borsuka, którego Jarosław Dwojaki raczył nazwać "przemokłym kapiszonem", chociaż jeszcze kilka dni wcześniej był dumny z tego, że kapiszon kieruje Senatem z ramienia Prawie Że Sprawiedliwości. Pozostałe partie nie były już tak aktywne, dość powiedzieć, że Demo Sojuszu Lewicy pozbyło się na wolny transfer Mieszka Lillera, który jednak pozostawał bez przydziału zaledwie dzień, znajdując oparcie w partii Andrzeja Pellera alias Warchoła. Bitwa o Kazimierza z Londynu pozostała nierozstrzygnięta, były premier wydał jedynie krótkie oświadczenie, w którym stwierdził, że wprawdzie lubił być w Polsce podsłuchiwany, ale co zachodnia technika to zachodnia technika i woli monitoring w banku, którym obecnie kieruje.

 

 

 

Ale największy hit transferowy miał dopiero nadejść. Oto nowa atakująca PżS - Nelly Rozkwitała.

 

 

 

WHOA NELLY!

 

Nelly Rozkwitała: Witam Państwa dziennikarzy w moim nowym gabinecie. Oto moja nowe komórka, a oto mój nowy laptop. Prawda, że ładne?

Kolęda: Tak, bardzo ładne. Czy to prawda, że musiała Pani aż pół roku czeka na rozpatrzenie swojego podania w Kancelarii Prezydenta?

Nelly Rozkwitała: Oj tam zaraz czekać... Zwyczajnie Lechu się zastanawiał. Zastanawiał, zastanawiał, aż w końcu nadszedł czas wyborów i się zastanowił widać lepiej

Kolęda: Nie czuje się Pani wykorzystana?

Nelly Rozkwitała: Ja? Skąd! Proszę tylko zobaczyć, co dostałam: nowa komórka, nowy laptop...

Kolęda: Tak, tak, już widzieliśmy. A co na to wszystko Pani mąż?

Nelly Rozkwitała: Och, Janek o wszystkim wiedział. Śmiał się jak mu opowiadałam, że szukam pracy. Do końca nie powierzał, biedaczek...

Kolęda: Co z nim teraz będzie?

Nelly Rozkwitała: Mógłby zostać moim doradcą.

Kolęda: Doradcą Doradcy do spraw kobiet?

Nelly Rozkwitała: No, Janek dobrze zna kobiety. To znaczy mnie zna. A kobiety są przecież takie jak ja.

Kolęda: Wszystkie?

Nelly Rozkwitała: No jedna czy dwie by się znalazły... Ale do dwóch kobiet to niepotrzebny osobny doradca, więc ja jestem od tych pozostałych dwudziestu milionów

 

(ulica, były poseł nagabywany pod swoim domem)

 

Kolęda: Panie Janie, jaka była Pana pierwsza reakcja na wieść o decyzji Nelly?

Jak Mak Rozkwitał: Nelly? Jakiej Nelly? Nie znam żadnej Nelly.

 

 

/scenka okazuje się być nową reklamówką Pełnej Odpowiedzialności, pojawia się plansza z wielkim napisem/

 

Prawie że Sprawiedliwość

 

Rozbijanie małżeństw. Całodobowo.

 

 

 

Transfery transferami, ale końcem końców liczy się gra. A do gry przystąpiły głowy rodzin.

 

Jako pierwsze spotkały się rodziny DSL i PżS. W tym nudnym pojedynku obie strony starały się raczej nie zrobić sobie krzywdy, toteż i padł satysfakcjonujący je remis.

 

 

 

Olek Kwaśny: Dzień dobry, Panie Premierze!

Jarosław Dwojaki: Dzień dobry, Panie Prezydencie! Jak zdrowie?

Kwaśny: Proszę mnie nie atakować!

Dwojaki: Ja? Tylko grzecznie spytałem...

Kwaśny: Akurat! Sugeruje Pan, że mam kłopot z alkoholem, a tak naprawdę to co najwyżej alkohol może mieć problem ze mną.  To jest oczywista oczywistość.

Dwojaki: Ale proszę się nie przedrzeźniać! Zachowuje się Pan napastliwe i chamsko!

Kwaśny: A Pan jest niski!

Dwojaki: Przykro mi.

Kwaśny: Mnie również.

Dwojaki: Wróćmy jednak do stanu...

Kwaśny: A Pan swoje... JA JESTEM TRZEŹWY!

Dwojaki: Może ja dokończę... Wróćmy do stanu kraju. Powoli wielkim wysiłkiem wyzwalamy się z czasów komunistycznych. Może chciałby Pan teraz przeprosić za coś Polaków?

Kwaśny: Nie, nie bardzo.

Dwojaki: no to trudno. W takim razie za komunizm będziemy żądać przeprosin od Pluska

Kwaśny: Nie wydaje się Panu, że to naciągane?

Dwojaki: Naciągane? Nie, naciągana była koalicja z przystawkami, afera taśmowa i wreszcie seksafera. Przepraszanie nas za wszystko jest jak najbardziej na miejscu.

Kwaśny: To może pomówimy o Waszych rządach?

Dwojaki: Są świetne.

Kwaśny: Ministrach?

Dwojaki: Są znakomici.

Kwaśny: Polityce zagranicznej?

Dwojaki: Wstaliśmy z kolan, Waszej ulubionej pozycji.

Kwaśny: Bezrobociu?

Dwojaki: Spada. A nawet jeśli rośnie to Wasza wina.

Kwaśny: Emeryturach?

Dwojaki: Podwyższamy. A nawet, jeśli nie to przynajmniej dużo o tym mówimy.

Kwaśny: Czyli jak rozumiem wszystko świetnie.

Dwojaki: Nie do końca..

Kwaśny: Jak to?

Dwojaki: Kot mi ostatnio choruje...

 

 

 

Drugi mecz w grupie był meczem o wszystko. Po pięknej grze Donald Plusk rozgromił lidera PżS, nie dając mu nawet otworzyć etui do okularów. Od tego momentu szala zwycięstwa zaczęła się przechylać na stronę Pełnej Odpowiedzialności

 

 

 

Plusk: To co zrobiliście dla kraju przez te dwa lata?

Jarosław Dwojaki: Robimy dla Polski dużo, bardzo dużo... Aż trudno wymienić!

Plusk: Jakieś większe reformy?

Dwojaki: Nie ma obecnie rzeczy, której nie reformujemy.

Plusk: Przyrost naturalny...

Dwojaki: Fakt, mamy spadającą ludność, ale proszę spojrzeć na Futrę, stara się jak może...

Plusk: Służba zdrowia leży na całej linii...

Dwojaki: Nie zauważyłem.

Plusk: A strajki lekarzy? Pielęgniarek?

Dwojaki: To nie jest wina lekarzy i pielęgniarek, bo oni mogą sobie tego nie uświadamiać, ale inni szatani są tam czynni!

Plusk: To może przynajmniej chcecie legalizacji narkotyków, jak lewica? Konopie chociażby?

Dwojaki: Co do konopi no to na pewno trzeba walczyć z marihuaną. Ale czy marihuana jest z konopi? Chyba nie. No w sumie ja na ten temat nic nie wiem. Nie wiem jak Pan łączy marihuanę z konopią, konopiami, no, ale na pewno z narkomanią trzeba walczyć.

Plusk: Tylko bycie ze wszystkim walczyli, mieszali, dzielili. To jest chore!

Dwojaki: A skąd. Ostatnich kilkanaście miesięcy to najspokojniejszy społecznie okres po 1989 roku.

Plusk: Tak, o ile mówimy o Czeczenii.

Dwojaki: Nie chcemy prowadzić żadnych walki, my nie jesteśmy partią wojny, jak nam się to przypisuje, my jesteśmy partią spokojnych, ale konsekwentnych zmian, przebudowy, naprawy. Ale z tej drogi naprawy nie cofniemy się w żadnym wypadku!

Plusk: Koalicja z Samotną Broną też prowadziła do naprawy?

Dwojaki: To była koalicja ku dobremu. Nawet Andrzej Peller był człowiekiem, w którym w pewnym momencie dobro zwyciężyło.

Plusk: Piękny Roman też? Nie pokazywał się Pan z nim publicznie...

Dwojaki: Niespecjalnie przepadam za tym, żeby występować razem z premierem Romanem. Ale to nie jest polityka tylko centymetria.

Plusk: Zawłaszczyliście media...

Dwojaki: W dzisiejszym świecie w państwach demokratycznych rządy nie mają swoich mediów. Trudniej się bez tego rządzi, ale to obiektywny fakt..

Plusk: Nawet radio macie...

Dwojaki: Zazdrosny? Mówi się o radiu, o moherach, teraz krąży ten dowcip, żeby porwać babci beret przed wyborami. Drwią sobie z naszego narodu, kpią z jego tradycji. Drwią z tego, co w nim jest tak naprawdę najlepsze.

Plusk: Ale ja nie drwię.

Dwojaki: Tak? Ale przezywa Pan się od moherów, a niedługo sam pewnie Pan będzie dziadkiem w berecie.

Plusk: Chce być dziadkiem, ale póki co jestem ojcem, który czuje to samo, co polskie matki.

Dwojaki: Niech Pan nie przesadza z tą empatią. Polskie matki mają się jak najlepiej, zakłamujecie rzeczywistość!

Plusk: Nie twierdzę, że w Polsce panuje stan nadzwyczajny. Mówię, że stan nadzwyczajny panuje w głowach rządzących.

Dwojaki: Jesteśmy bardzo spokojni przecież...

Plusk: DSL przynajmniej próbowało muślinowe firanki wieszać, żeby cynicznej wersji polityki nie było widać. Natomiast PżS jest w tym zaskakująco otwarte.

Dwojaki: Przynajmniej nie chowamy się z planami, tak jak Wy. Prywatyzacja szpitali, odebranie podwyżek nauczycielom, niższe emerytury.

Plusk: Ja powiedziałem, że wyrzucę z partii każdego, kto będzie mówił, że jesteśmy po to, by przeprowadzać bolesne reformy. Jak ktoś chce bólu to niech idzie do stomatologa i rwie zęby bez znieczulenia. My nie jesteśmy od zadawania bólu.

 

 

 

 

W spotkaniu o pietruszkę obudził się dla odmiany Olek Kwaśny i zdaniem wielu był nieznacznie lepszy od lidera PO. Nie zatrzymało to jednak zwycięskiego pochodu Donalda Pluska. Tej szansy nie mógł już wypuścić z rąk

 

 

Niewiele brakowało, a wytrąciłaby ją rozpaczliwa szarża PżS w postaci (mało) Odpowiedzialnej Posłanki, uwiedzionej, przekupionej i porzuconej przez oficera CBA. Na nieszczęście dla partii Dwojakich ciemny lud kupił jej ckliwe tłumaczenia.

 

 

 

WZRUSZAJĄCA OCZYWISTOŚĆ

 

Odpowiedzialna Posłanka (drżącym głosem): Państwo widzieli na taśmie... Ja nie chciałam... Ja nie wiem jak to się mogło stać... Ja naprawdę, ale Proszę państwa... Ja tylko...

Dzied Moroz: To nic nie znaczy, już wielu przed Panią nie chciało równie wielu rzeczy. Najważniejsze dziś pytanie brzmi: czy wzięła Pani tego lizaka? Czy zabrała Pani słodycz trzyletniemu dziecku?

Odpowiedzialna Posłanka (nie hamując już łez): Tak, to prawda! Wzięłam do niego patyczek z niemal już dojedzonym lizakiem, tak, wiem, nie usprawiedliwi mnie to, ale on sam... On sam mi go posunął! Naprawdę nie wiem dlaczego potem się rozbeczał i pobiegł do tych panów w kominiarkach... Prawdopodobnie on się tylko ze mną droczył. Omotał mnie i postępem wcisnął w dłoń lizaka... Tak to teraz widzę

(mdleje)

 

 

 

I choć zwycięstwo PO było oczekiwane, nikt nie przewidział tak wielkiej przewagi nad PżS. Nie przewidział tego nawet Jarosław Dwojaki, który obwieszczając klęskę gadał od rzeczy jeszcze bardziej niż zwykle

 

 

 

MOWA SPODTRONOWA

 

Jarosław Dwojaki: Zwyciężył Front Obrony Trzeciej RP. Zwyciężyła koalicja zawiązana przez zabójców księdza Popiełuszki. Być może są w niej także odpowiedzialni za śmierć Piłsudskiego, Napoleona i Marii Wawelskiej. Nie możemy wykluczyć współudziału tygodników hobbystycznych, dajmy na to "Drób na stole". Przecież to się wszystko jednoznacznie kojarzy. Albo ta kampania w telewizji publicznej "Zmień kraj - idź na wybory". To jest nie do pomyślenia, aby w NASZEJ telewizji pokazywano tak demoralizujące reklamy. Gdyby wszyscy uczciwi ludzie w dniu wyborów zostaliby na kanapie, przed telewizorem, sprawy nadal szłyby w dobrym kierunku.

 

 

 

Miast pogratulować zwycięzcom, zażądali od nich przeprosin. Za co? Oddajmy głos prezydentowi:

 

SĄDZĘ, ŻE ZWYCIĘZCÓW SIĘ SĄDZI

 

Dzied Moroz: Czemu Pan Prezydent nie pogratulował do tej pory zwycięskiej partii?

Lech Dwojaki: Najpierw Pan Donald musiałby mnie przeprosić. Za całkowicie bezpodstawne utożsamianie mnie z bratem bliźniakiem. Za uległość wobec naszej partii przez poprzednie dwa lata rządów. Za to, że przegrał poprzednie wybory parlamentarne i za to, że wygrał obecne. Za sznurówkę, która mi się dziś rano rozwiązała, ale przede wszystkim za to, że kot Jarka znów narzygał mi do klapek.

Moroz: A jeśli nie przeprosi? Czy - aż się boję o tym mówić - zakończy Pan Prezydent znajomość z Pluskiem?

Dwojaki: O, to bardzo prawdopodobne. Niemniej chciałbym znaleźć mniej konfliktowe rozwiązanie. Na razie poprzestaniemy z bratem na ciągłym obrzucaniu go błotem przed kamerami jak i w prywatnym gronie. Myślę, że to nauczy go szacunku.

 

 

 

O cokolwiek by tu nie chodziło Donald Plusk przeprosił i po dwuletniej przerwie mógł ponownie przystąpić do rozmów koalicyjnych. Tym razem przebiegały one w iście sielskiej atmosferze

 

 

 

UMIZGI

 

Plusk: No i co, Strażak? Chcesz ten resort pracy?

Strażak: No ja nie wiem, czy my powinniśmy brać tyle resortów...

Plusk: Bierzcie, one się Wam należą...

Strażak: Ale ja nie wiem czy my jesteśmy gotowi...

Plusk: No pewnie, że jesteście, jak nie Wy to kto?

Strażak: Macie lepszych ludzie, weźcie ten resort, my się obejdziemy.

Plusk: Na pewno? Dobrze, z bólem serca, ale zajmiemy się tym...

Strażak: Ale jeśli to kłopot, to możemy się tym zająć.

Plusk: Nie, nie, to nie kłopot...

Strażak: Chętnie pomożemy dla dobra Polski.

Plusk: Poradzimy sobie.

Strażak: Mamy lepszych ludzi

Plusk: Przed chwilą mówiłeś co innego...

Strażak: Jakbyś mnie nie znał.

 

 

 

Mimo drobnych nieporozumień koalicjanci dobili targu, a Donald Plusk otrzymał misję

 

 

 

MAŁY BRAT NOMINUJE

 

(Pałac Prezydencki, pusta mała salka, łyse ściany, kilku reporterów)

Lech Dwojaki: Niniejszym wręczam Panu Donaldowi Pluskowi nominację

(błyskają flesze)

(Dwojaki wręcza nominację, Plusk w pełnym uniesieniu)

(ponownie błyskają flesze)

Donald Plusk (zaglądając do okładki i cicho do Dwojakiego): Ale tu jest mapa Boliwii...

Dwojaki (prowadząc go do drzwi): No pewnie! Serdecznie gratuluje Panie Ambasadorze. Proszę, tam są Pana bagaże.

 

 

 

To jedna z wielu wersji, aczkolwiek w końcu Plusk został powołany na stanowisko Szefa Rządu.

 

Umożliwiała mu to kartka papieru z zapisaną na niej nominacją, pochodząca z 200 tonowej amerykańskiej sekwoi. Resztę tej sekwoi działacze PżS rzucali Pluskowi pod nogi w postaci kłód.

 

 

 

ZDRAJCA

 

Kolęda: Co Panowie sądzą o kandydaturze Radka S. Zdekomunizowanego na szefa MSZ?

O'Strzygło: To zdrajca!

Kolęda: Jak to zdrajca?

KoRn: Proszę sobie przypomnieć... 1941...

Kolęda: Co 1941?

O'Strzygło: Kto kolaborował z Sowietami?

Kolęda: Jezu... Nie ja?

O'Strzygło: Jak się nazywa układ z Sowietami z 1941?

Kolęda: Sikorski- Majski...

KoRn: Aha! Właśnie!

Kolęda: Ale przecież...

KoRn: Co?

Kolęda: Co to ma wspólnego z tym Sikorskim?

O'Strzygło: Więcej niż Pani myśli! Sikorski kolaborował z Sowietami.

Kolęda: To co Panowie mówią nie ma nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem.

KoRn: Niniejszym dementuję jakobym kiedykolwiek miał zdrowy rozsądek.

 

 

 

I choć niekoniecznie to wszystko trzymało się kupy, to jednak stojąc twardo przy swoim Donald Plusk zaprezentował swój rząd i wygłosił expose. Pan Donald zaskoczył wszystkich długością.

 

 

 

NIE W DŁUGOŚCI SIŁA

 

Kolęda: Podobało się Pani?

Pani Plusk: Bardzo mi się podobało.

Kolęda: A co z długością?

Pani Plusk: No... spodziewałam się krótszego...

 

 

 

Krótsze czy dłuższe, lepsze czy gorsze, na wotum zaufania wystarczyło. Mamy nowy rząd z niespotykanym dotąd poparciem i z niespotykanymi dotąd oczekiwaniami. Cudów w historii Polski kilka już ponoć było, ale ostatni z nich był na tyle dawno, że czas przypomnieć Polakom, ze one się jednak zdarzają.

 

W tym barwy kampanii jednak nie pomogą. One już przywiędły i poczekają parę lat na ponowny rozkwit. Teraz trzeba wziąć się do roboty.

 

 


 

 TUXEDO i JĘDRZEJ IV ŚNIADY