To był piękny dzień. Jeden z gatunku tych, kiedy niebo jest czyste i błękitne i płynie po nim dokładnie tyle chmur ile potrzeba, żeby pustka nie była przytłaczająca. I żeby można było w nie swobodnie patrzeć. A zza chmur co chwila wyglądało słońce. Ale nie w ten wkurzający, nachalny sposób, kiedy masz wrażenie, że zaraz wyciągnie te swoje cholerne, gorące łapska i cię przypiecze żywcem, nawet jak się schowasz pod tym daszkiem. Nie. Tym razem po prostu było gdzieś wysoko w górze i przyjemnie koegzystowało sobie ze mną, towarzysząc mi od rana. A tak naprawdę to padał deszcz i było cholernie zimno. A nieba to nie zobaczyłam nawet kawałka. Ale co z tego? Wszystko kwestia podejścia.
No bo po co się przejmować tym, że Ci zimno i że ta głupia parasolka popsuła się akurat, kiedy je potrzebujesz. Albo, że wredny maszynista zatrzasnął Ci drzwi tramwaju przed nosem. Zawsze możesz przebiec się do najbliższego przystanku. To tylko cztery minuty. Hm i zawsze jest ciekawiej, jak się okazuje, że tramwaj twojej linii jest przepełniony tak, że musisz ludzi upychać kolanem. Jakaś odskocznia od monotonii.
A ludzie się wkurzają. I mnie piorunują wzrokiem jak zdyszana wpadam w ostatniej chwili i „baaaardzo proooszę, niech się pani kawałeczek odsunie. Tylko kawałek…”. Trudno. I co z tego, że „to wcale nie jest zabawne”. Oczywiście, że jest. Każdy powód jest dobry do uśmiechu. Nawet głupi napis na zaparowanej szybie. I to, że maszynista ma ambicje zostać kierowcą ciężarówki przewożącej kartofle i już się przygotowuje do nowego zawodu. Nawet te siniaki po bliskim kontakcie z tamtą panią podczas hamowania.
Boże, jak ten tekst ocieka optymizmem. Pewnie nie da się go czytać. Na pewno. Ale szczerze mówiąc nie bardzo mnie to obchodzi. Bo ja nie piszę po to, żeby go ktoś przeczytał, mimo że parę osób wyraziło już głośno swoje niezadowolenie z tego powodu. Ja piszę ot tak, dla siebie. Bo mam nieodpartą potrzebę podzielenia się radością. Jeśli nie z czytelnikami to z wirtualną kartką papieru. W tym kontekście jestem egoistką w każdym calu. I mnie nie obchodzi, że takich rzeczy potem się nie powinno wysyłać. Tak samo jak nie powinno się śpiewać na cały głos na Starówce. Swoją drogą ciekawie się ludzie patrzyli…
I pewnie tak samo patrzą, czytając to, co tutaj wypisuję. Ni mniej ni więcej- wariatka. Trudno. Może i tak.
A życie i tak jest piękne.
I co z tego, że to banał?