ZBRODNIA I KARA
Mrok dzielnicy zapomnianej przez Boga i Urząd Skarbowy. Czaicie się za winklem na nieświadomą niczego ofiarę. Wreszcie, gdy przechodzi tuż obok Was, wcielacie w życie swój demoniczny plan i przebijacie nadmuchaną plastikową torebkę.
Cóż się dzieje później? Dwudziestoczteroletnia rozhisteryzowana blond lala wypuszcza tony wyższe niż gwizdek do wabienia psów, emerytka słysząc tylko lekkie bum, instynktownie wspominając czasy walki podziemnej, pozbawia Cię dwóch jedynek celnymi uderzeniami swej skórzanej torebki, strugający twardziela powie Ci w mało dyplomatycznych słowach, byś zmienił odległość na bardziej bezpieczną. Drogowiec zaś umrze na zawał.
Drogowiec to osoba z definicji zaskoczona. "Nagły atak zimy zaskoczył drogowców"- któż z nas nie słyszy tego hasła każdej zimy? To mniej więcej tak, jakby kupujących zaskoczyła konieczność uiszczenia za towar przy kasach. W dobie kilku dzienników informacyjnych zawierających prognozy pogody i osobnego kanału specjalizującego się w tymże drogowcy nadal bywają zaskakiwani przez zimę. Bywają zaskakiwani przez zimę w środku zimy.
-Czy tak trudno było przewidzieć, że 11. grudnia, a zatem w miesiącu zimowym, zgodnie z zapowiedzią wygłoszoną wczoraj przez kilku prezenterów, na podstawie kilku niezależnie od siebie działających synoptyków spadnie grubsza warstwa białego puchu- zwracam się z tymi słowami do zaskoczonego drogowcy- Pana Józefa
-Widzi Pan, jeszcze wczoraj była pogoda, słońce...
-Ty idioto, kretynie jeden, trąbili wczoraj o tym cały dzień, że dzisiaj spadnie śnieg. Gazet nie czytasz? Komputera nie masz? Telewizji nie oglądasz? Jełopie, przez Ciebie ludzie nie mogą się garażu ruszyć albo sterczą godzinami na przystankach
-Ale...
-Cicho, teraz ja mówię! Może trzeba Ci sieroto smsa wysłać, że to białe to śnieg i że daleko się nie zajedzie? Może powołamy komitet przypominający drogowcom o tym, że po śniegu się jeździ inaczej, bo sami do tego nie dotrą. Zbiórka o 4 rano na rynku i idziemy tłumaczyć każdemu z osobna, może do kogoś dotrze, bo do takiej zakutej pały jak Ty to na pewno nie.
-No wie Pan, ja tez do pracy nie dojechałem...
-Co?
-Zima mnie zaskoczyła... Tam stanąłem... Próbowałem wyjechać pół godziny…
-Tam?! Sieroto bosa, zablokowałeś dwa pasy drogi, co przy wielkości twojego kaszlaka wymaga naprawdę wiele wyczucia, po czym zamiast ruszyć derierę zza kierownicy cisnąłeś pedał. W cuda wierzysz?
-Ja tylko...
-Pługi powinny zgarniać takich jak Ty razem ze śniegiem i spychać na zmrożone koryta rzeczne, stamtąd się spróbuj wyślizgnąć patafianie jeden, aż dziwne że przyszło Ci do łba, żeby zamknąć okno, byłbyś bałwanem także i z wyglądu.
-Ale ja pracuje dopiero dwa dni…
-I już Cię zarazili tą cholerną zarazą bezradności i zaskoczenia? Sepsą straszą, ptasią grypą straszą, a nikt nie bije na alarm widząc wirus trawiący mózgi drogowców. Zarzynanie zagrypionych ptaków przynosi mniej strat niż to co robicie. Nie strzeliło Wam do łba ile mocy produkcyjnych marnuje się przez Zespół Drogowcowego Otępienia Mózgu?
-To co ja mam niby zrobić?
-Pójść do domu i zostawić ta zaśnieżoną, nieruchawa kupę złomu na środku jezdni.
-Serio?
-Tak, tylko najpierw ja się zaczaję ze winklem z nadmuchaną plastikową torebką.