Re: Ludzie przeciwni rozumowi
trochę inne spojrzenie z tej samej strony barykady
"Ludzie Przeciwni Rozumowi" (Doorshlaq), AM 92
Przez dłuższy czas Action Maga nie czytałem, aż w końcu ostatnio zachciało mi się znowu powrócić do lektury. W numerze 92 znalazłem tekst Doorshlaqa pt. "Ludzie przeciwni rozumowi" - w pierwszej chwili pomyślałem sobie, że to kolejny "rozumny" głos w sprawie dość popularnej na przestrzeni ostatniego czasu, tj. tolerancji, wyśmiewający ultrakonserwatywne, fundamentalistyczne podejście, na które to tyle razy się już zdążyliśmy napatrzeć, zwłaszcza przez minione dwa lata rządów pewnej prawicowej partii i "przystawek" - które na szczęście, w chwili gdy to piszę, już odeszły na stronę przeszłości - i tym bardziej, wydaje mi się, podejście "rozumne" - a więc tolerancja, otwartość - powinno brać górę, teraz, kiedy będzie nam się kształtować charakter kraju na co najmniej najbliższe cztery lata. W trakcie czytania tekstu dość szybko nasunęło mi się jednak, że też niekoniecznie tędy droga, i że brakuje mi (i jestem święcie przekonany, że nie tylko mi) podejścia bardziej wyważonego - zamiast być albo całkowicie za, albo całkowicie przeciw, zadać sobie trochę trudu i pomyśleć w obie strony. W codziennym życiu obserwuję głównie postawy skrajne, zaś ludzie polityki którzy mogliby stanąć pośrodku nie robią tego, tylko przyjmują stanowisko bardzo ostrożne i trochę pragmatyczne, praktycznie omijając temat szerokim łukiem, żeby nie narazić się na stratę poparcia. I tak w ten sposób najgłośniej krzyczą prawicowi szczekacze, co z kolei dzieli nam kraj na pół, a Unię Europejską prowokuje do myślenia, jak to strasznie w Polsce jest z tą tolerancją. Zanim przejdę do konkretów, zaznaczę jeszcze że chodzi mi przede wszystkim o kwestie obyczajowe - czyli poruszane przez Doorshlaqa tematy jak homoseksualizm, aborcja, religia czy antysemityzm - bo co do kwestii pozostałych to akurat jestem zdania, że lewicowe podejście by się czasem przydało, ale to już temat na inny artykuł. Jeżeli o mnie chodzi, to jeżeli miałbym wybierać, to ustawiłbym się oczywiście po 'liberalnej' stronie barykady, cieszę się z wyniku wyborów, a jeżeli ktoś się zaczął zastanawiać - Polski i Polaków bronię wtedy, kiedy wydaje mi się że obiektywnie można to robić, akurat negatywnych aspektów naszego kraju czy rodaków znalazłbym pewnie więcej niż pozytywnych, gdybym miał na ten temat pisać. Ale do rzeczy.
Już na początku tego tekstu Doorshlaq przytacza nam dość ironicznie parę cytatów popełnionych przez garstkę oszołomów, mówiących o tym że homoseksualizm jest dewiacją wbrew Bogu, a Polska jest krajem tolerancyjnym - co do pierwszego zdania chyba nie ma sensu nic mówić, bo raczej wątpię żeby ktoś z czytających ten tekst był w stanie wypowiedzieć podobne słowa - co do drugiego, to myślę że nie ma co go dyskredytować tylko dlatego, że jest wypowiadane przez idiotę. A przede wszystkim, warto się nad tym zastanowić bez zakładania już na początku, że Polska jest kolebką homofobii, ksenofobii i innych fobii. W którymś z późniejszych akapitów Doorshlaq przedstawia statystykę, wg. której 54% Polaków uważa, że homoseksualizm to zboczenie - myślę, że to z nietolerancją ma niewiele wspólnego. Trochę "propagandową" rolę pełni tu słowo "zboczenie", ale moim zdaniem rzecz jest w tym, że każdy ma prawo do takiego myślenia. W końcu, nie widzę w tym niczego nadzwyczajnego, że przeciętni ludzie uważają homoseksualizm za coś odmiennego, za coś być może gorszego od heteroseksualizmu - wydaje mi się, że ledwo parę procent ponad połowę to i tak niedużo. Problem zaczynałby się wtedy, kiedy to myślenie o homoseksualiźmie przekładałoby się na działanie - to znaczy że na początku dziennym byłoby, dajmy na to, wyzywanie, wytykanie palcami, etc. - tak nie jest. Powiecie - a parady młodych koleżków Giertycha, łyse pały w dresach gotowe do zadźgania zadeklarowanego zwolennika tolerancji - akurat tego typu grupy są wszędzie, sęk w tym że nie zawsze mogą się pokazać, a klimat w Polsce daje do tego spore możliwości. Odmienną grupą są tradycyjni dresiarze, od których w łeb dostać można za kolczyk w uchu - to akurat jest polski problem, zahaczający o całe życie społeczne, nie tylko tolerancję lub jej brak, bo w takim samym stopniu można ich ganić za rzucanie bananami w czarnoskórych piłkarzy na stadionach, co przystawianie człowiekowi noża do gardła w zamian za komórkę. Polacy, ogółem - mogą być nieprzyzwyczajeni do widoku homoseksualistów, czarnoskórych, żółtych - ale nie wydaje mi się, żeby można to było uznać za problem, bo raczej przeciętna para idąca na zakupy nie będzie po drodze wyzywać akurat spotkanego Wietnamczyka, raczej należałoby to zaakceptować i, jeżeli próbować to zmienić, to z pewnym dystansem i powoli.
Jeżeli chodzi o paradoksy, dajmy na to związane np. z wiarą katolicką, która w rezultacie powoduje więcej negatywnych uczuć niż pozytywnych (choć takie ogólne rozliczenie to moim zdaniem przesada) - nie wydaje mi się, żeby można było powiedzieć że to polski problem. Polacy raczej są po prostu dość podatni na bycie manipulowanym czy nieracjonalnym - jeżeli Benedetto XVI mianuje na kardynała jakiegoś wysokiego urzędnika gdzieś z Afryki, którego główne postulaty religijne obejmują bycie przeciwko antykoncepcji w Afryce, to pytam - skąd przeciętny polski katolik ma brać przykład, jeżeli polityka głowy Kościoła preferuje trzymanie się ortodoksyjnych praw kosztem życia ludzkiego. Polska jest dla mnie raczej krajem anty-obywatelskiego społeczeństwa i braku wzorów (nie żeby tylko z własnej winy), niż jakichś uderzających paradoksów.
Idąc dalej... jeżeli chodzi o LPR, mieszanie Boga do nietolerancji, szkolnictwo, sprowadzanie Polski do kraju wyznaniowego i tym podobne sprawy, to naturalnie nie można się nie zgodzić, ale skupmy się raczej na tym, do czego można coś dopowiedzieć:) Adopcja dzieci przez pary homoseksualne - myślę że to jest ten krok, którego w ramach tolerancji naprawdę nie można zrobić. Nie chodzi tylko o sprowadzanie bycia przeciwko do tego, że (cytując za Doorshlaqiem) "takie dziecko byłoby wytykane palcami przez stado kretynów" - nie wydaje mi się, żeby tym stadem kretynów mogłyby być, powiedzmy, kilkuletnie dzieciaki w podstawówce - przecież dzieci w grupie zawsze znajdują swojego "kozła ofiarnego" z powodu jakichś błahych powodów (choć nie powiedziałbym żeby to była błaha kwestia akurat) i nie można je za to winić. Dziecko pary homoseksualnej mogłoby być w naturalny sposób odizolowane z grupy, co szybko mogłoby spowodować kompleksy i wszystkie inne rzeczy, których byśmy raczej nie chcieli. Zresztą, wystarczy zajrzeć do pierwszej lepszej książki psychologicznej o wychowaniu dzieci, o roli matki, roli ojca i strasznie ważnych rzeczy, które się z nimi, lub ich brakiem, wiążą, a decydujących o całym późniejszym życiu człowieka. I nie przekonają mnie tu (choć przyznam, zabawne:)) wywody o tym, że tatuś A będzie w parzyste dni mamą, a w nieparzyste będzie nią tatuś B:) cytując za Adamem Miauczyńskim - "wolność jednych nie może być kosztem drugich". Wiem wiem, nie chodzi tu o wolność pary homoseksualnej, której kaprysem będzie adopcja, a raczej o np. zapewnienie dobrych warunków dziecku - tylko jakim kosztem?
Co innego, jeżeli chodzi o kwestie, które homoseksualistom mogłyby po prostu ułatwić normalne, codzienne sytuacje, oraz oczywiście wzmocnić w nich poczucie bycia w odpowiednim stopniu akceptowanym przez społeczeństwo, a których jedynym kosztem jest pogodzenie się ze zmianami, które nikomu innemu nie szkodzą - czyli, przykładowo, fakt zaakceptowania związków homoseksualnych. Tutaj, przyznaję, pojawia się przeszkoda, którą zresztą sam w sobie czuję - wynikająca wyłącznie z tego, że jest to zbyt gwałtowna i poważna zmiana, na którą polskie społeczeństwo (i nie tylko polskie, bywam sporo np. w Niemczech i nie widzę wielkiej różnicy w sposobie myślenia ludzi pod tym względem) po prostu nie jest przygotowane, i nie można tego od niego wymagać, ani uznawać za argument potwierdzający, że Polska jest nietolerancyjnym krajem.
W którymś z kolejnych akapitów Doorshlaq wyśmiewa zdanie wypowiedziane przez jakiegoś mędrca "jesteśmy tolerancyjni, bo przecież pozwalamy gejom na spotykanie się po kryjomu" - które naturalnie też według mnie jest absurdalne i kretynskie, rzucił mi się jednak w oczy cytat z Doorshlaqa - "(...) chodzi właśnie o to, żeby oni nie musieli się z tym kryć tylko dlatego, że jakiegoś ćwoka kłuje w oczy ich widok." Takie podejście też moim zdaniem do niczego nie doprowadzi, bo jeżeli nie zaakceptujemy tego, że po prostu niektórych faktycznie "kłuje w oczy" widok homoseksualnej pary obścisującej się, i to bynajmniej nie dlatego że patrzący są opóźnieni w rozwoju, to nigdy nie dojdziemy do ogólnego porozumienia. Nie chcę przez to powiedzieć, że powinno się wobec tego zakazać gejom ściskać się w miejscach publicznych - bo wg. zasad demokracji powinniśmy to też wtedy zrobić dla par heteroseksualnych, a tutaj pozwolę już sobie mocno zaprotestować z przyczyn osobistych:) sęk w tym, że moim zdaniem homoseksualiści sami, w naturalny sposób powinni wyczuć, na co mogą sobie pozwolić, a czym się zwyczajnie narażają. Nie chcę powiedzieć, że należy tę sprawę zostawić samej sobie i tolerować np. przejawy agresji, ale to, że wystarczyłoby trochę zdroworozsądkowego podejścia, dzięki któremu z kolei homoseksualiści mogliby po prostu zaakceptować, że nie wszyscy będą pozytywnie reagować na ich widok i że nie jest to zawsze kwestia przyzwyczajenia czy uzmysłowienia sobie czegoś. Świat się zmienia, ale sztuczne przyspieszanie niektórych procesów może tylko zaognić konflikty.
Ogólnie rzecz biorąc, zgadzam się, że nie ma czegoś takiego jak "propaganda homoseksualna" a że parady służą raczej do propagowania tolerancji niż samej orientacji. Tylko że, moim zdaniem można by mówić o lekkim trendzie czy modzie. Tak jak w dwudziestoleciu międzywojennym trendem był antysemityzm (co teraz razi nas, jak tylko słyszymy to słowo - to z kolei już efekt zbrodni II WŚ), tak teraz trendem jest mówienie na każdym kroku o prawach homoseksualistów. Tolerancja dla innej orientacji seksualnej nie może być naturalnie porównywania sama w sobie do antysemityzmu, ale rzecz w tym, że naprawdę istnieje trend. W liceum do którego chodziłem, mieliśmy jednego zadeklarowanego gościa bi - takiego, który świadomie izoluje się od innych facetów, który mówi absolutnie stereotypowo "pedalskim" głosem, zakłada obcisłe koszulki i spodnie, ten typ człowieka na którego mówi się "pedał" - większość dziewczyn na nasze (męskie) sprośne (nierzadko) żarty reagowały zawsze wielkim oburzeniem, nie mogąc nigdy przyswoić do siebie faktu, że nie wyśmiewamy go za to, że pociągają go chłopcy, a za to że jest uosobieniem "pedała", z całym swoim zachowaniem, i nie bez znaczenia był też fakt podziału na dziewczyny, zawsze gorliwie zaangażowane w obronę tolerancji, i chłopaków, wyśmiewających owego gościa, często zresztą zachowując tak naprawdę dystans do samej kwestii odmiennej orientacji. Chcę powiedzieć, że część ludzi teraz każde użycia wyzwiska "pedał" czy "ciota" traktuje jako atak na tolerancję i prawa mniejszości. Takie podejście mnie mierzi, bo niedługo będziemy zmieniać nazwy części rowerowych.
Swoją drogą, przypomina mi się, jak kiedyś wraz z paroma kumplami poszedłem w Toruniu na manifestację anty-rządową (nie pamiętam już dokładnie z jakiej okazji), czyli zdecydowanie o wydźwięku lewicowym czy liberalnym. Skończyło się na tym, że wraz z kumplami szlismy wśród ludzi manifestujących tolerancję dla homoseksualizmu i kobiet-feministek - bynajmniej nie mam nic przeciwko wymienionym grupom, chodzi o to, że potem nie ma co się dziwić konfilktom, jeżeli przeciętny człowiek idący przez centrum miasta widzi "liberałów" i ludzi przeciwko PiSowi w jednej kolumnie z homoseksualistami i feministkami - nic dziwnego, że potem prawico-idioci (nie żebym utożsamiał prawicę z idiotyzmem, ale druga partia tych wyborów to niestety takie właśnie połączenie) zyskują głosy szarych ludzi, którzy po prostu chcą mieć od takich spraw spokój.
W Post Scriptum Doorshlaq pisze, że "świadomie zostawił kilka luk w argumentacji" i że chce sprowokować do polemiki homofobów i antysemitów, których jednak chce żeby nie było. Pominę już trochę pokraczne brzmienie tego fragmentu i przejdę do podsumowania. Mam nadzieję, że do żadnej z tych wymienionych grup mnie nikt na podstawie tekstu nie zaszufladkował - jak mówiłem, gdybym miał wybierać, to ustawiłbym się po "liberalnej" stronie barykady. Wydaje mi sie tylko, że warto dyskutować, warto polemizować, choć niestety obecna sytuacja skłania raczej każdego do radykalizmu po którejś ze stron. Zaznaczę jeszcze po raz kolejny, że z dużą częścią tego co Doorshlaq napisał się zgadzam - poruszałem te tematy, w których miałem coś do dodania czy odpowiedzenia.
Kończę ten artykuł i liczę na konstruktywną polemikę:)
Opinie, komentarze, wyzwiska, propozycje matrymonialne ze zdjęciem (pomimo liberalnej strony barykady chętniej dziewczyny:)) - śmiało, chętnie poczytam - ghost68@o2.pl.
Mało fascynujący to zwyczaj, ale co tam... słuchałem Ulver.
PS. Jeszcze coś, ale nie jestem biologiem więc nieśmiało umieszczam to w Peesie:) - homoseksualizm człowieka nie zależy (a conajmniej nie tylko) od genów, a przykładowo od braku ojca w rodzinie - wobec tego, dziecko wychowywane przez np. dwie lesbijki ma sporą szansę zostania gejem:) czysto teoretycznie.