Patrząc przez ciemne zwierciadło po drugiej stronie lustra
Pozdrowienia dla - Sato, Union Jack, Tuxedo - thx again 4 help ;)
Do stolika podeszła kelnerka, atrakcyjna blondyneczka w żółtym uniformie, pod którym rysowały się sterczące cycki.
- Cześć, wszystko w porządku?
Charles Freck spojrzał na nią ze strachem.
- Masz może na imię Patty? - spytał Barris i jednocześnie dał Charlesowi Freckowi znak, że wszystko w porządku.
- Nie - odparła i pokazała palcem plakietkę z imieniem na prawym cycku. - Beth.
Ciekawe, jak ma na imię ten lewy, pomyślał Charles Freck.
- Kelnerka, która nas ostatnio obsługiwała, miała na imię Patty - ciągnął Barris, przyglądając się bezczelnie dziewczynie. - Nazywała się tak samo jak sandwich.
- Nie tak samo. Zdaje mi się, że jej imię pisze się przez "i".
- Wszystko jest naprawdę znakomite - rzekł Barris. Nad jego głową Charles Freck zobaczył komiksowy
dymek, w którym Beth zdejmowała ubranie i jęczała,
żeby ją zaraz przelecieć.
- Ja się na to nie piszę - powiedział - mam problemy, których nie ma nikt inny na świecie.
- Te problemy ma znacznie więcej ludzi, niż ci się wydaje - stwierdził ponuro Barris. - Cały ten świat choruje, a rokowania są coraz gorsze.
W komiksowym dymku, pomyślał Charles, też dzieją się coraz gorsze rzeczy.
- Chcecie może zamówić deser? - zagadnęła Beth z uśmiechem.
- Jaki deser? - spytał podejrzliwie Charles.
- Mamy świeże ciasto, z truskawkami albo z brzoskwiniami. Sami pieczemy.
- Nie, nie mamy ochoty na deser - powiedział Charles Freck i kelnerka odeszła. - To dobre dla starych bab - zwrócił się do Barrisa - takie ciasto z owocami.
- Philip Dick: Przez ciemne zwierciadło.
- Chcę przez to powiedzieć - powiedziała - że jedno jest nie do uniknięcia: to, że się rośnie.
- Jedno jest nie do uniknięcia, ale dwoje może tego uniknąć - powiedział Humpty Dumpty. - Przy odpowiedniej współpracy z kimś mogłabyś poprzestać na siódmym roku życia.
- Lewis Carroll: O tym, co Alicja odkryła po Drugiej Stronie Lustra.
Każda godzina rani. Ostatnia zabija.
- stare powiedzenie.
Punkt pierwszy - Dywersja.
Pytasz, kto oszalał. Ty, czy świat dookoła ? Spotkałem się z dziewczyną, która nie była w moim typie, mimo, że przecież była. Jest kimś lepszym, a jednak jest taka, jak każda poprzednia - one zawsze kłamią. A kiedy tego nie robią, udają, że mówią prawdę. Jakaś perwersyjna przyjemność płynie z zabawy drugą istotą ludzką. Jest to chyba w każdym z nas- ukryte, lub ujawnione. A może objawione ? Prawda nieostateczna. Zbyt wiele myślałem, takie kiedyś było moje zdanie. Teraz widzę, że nie w tym problem. To nie we mnie tkwi to czego szukałem, to jest w każdym z nas z osobna. Nie TY jesteś problemem, prędzej ON jest tobą - i wieloma innymi rozpędzonymi mrówkami. Budujemy nowy dom, sosonowych igieł stos. Na sztos rzuciliśmy nasz życia los, na sztos.
A w czym tkwi problem ? Źródło problemu ? Sedno tajemnicy ? Otwierasz oczy i dostrzegasz tak wiele... Pragniesz widzieć więcej ! Mimo bólu i cierpienia, odkrywasz w sobie niezaspokojoną niczym rządzę ciekawości, która naprawdę prowadzi cię do Piekła, ale nie do jednego - do siedmiu kręgów Zła i Zepsucia, do nieskończonego zrozumienia - największego wybawienia w masochistyczną drogę po szkle, po kawałkach rozbitych witraży Kościołów Marzeń - twoich własnych, z trudem budowanych świątyń wiary w lepsze jutro. I chcesz być męczennikiem dla siebie samego, i chcesz wybawić innych mimo ,że nadal nie rozumiesz nawet siebie... umierasz i ponownie się rodzisz, a może tylko tworzysz sobie iluzję zmartwychwstania ? Zostajesz własnym Bogiem, bo nie masz wyjścia, bo z matni nikt cię nie wyzwoli poza tym, kim jesteś.
Czy szukasz śmierci, czy nowego życia ? Jak bardzo gotów jesteś się poświęcić ? Twoje wysiłki to niepowodzenia, ale dobrze o tym wiesz, prędzej lub później. Mimo to coś się zmienia - wlaczysz coraz mocniej, chcesz Chaosu, chcesz zmian, bo sam jesteś zmianą. O coś, o nic, o wszystko - oto twoje błędne rycerstwo. Te wiatraki mogą cię zabijać. Te podmuchy wiatru chwili mogą zmienić twój kierunek. Krusząc kopię o wyimaginowane mury, uderzasz ostrogami, wołając ku niebu o pomstę, o pomyślność, o prawdę. O wolność. Nic nie nadejdzie, ale ciebie to już nie przeraża. Świadomość obejmuje niechciane rządy. Uderzasz ponownie, by mocniej jeszcze zbłądzić na drogach do nieskończoności.
"Lost in the arms of destiny"
Cały twój świat staje się wszechrzeczą, a rzeczy wielkie nic nie znaczącą iluzją. Przewartościowany tracisz i zyskujesz wszystko, czas nie ogranicza już twego istnienia. Gubisz siebie i ponownie odnajdujesz, zabłąkany w zbyt wielkiej do podźwignięcia próbie pojęcia prawd życia. Czy tak to ma wyglądać ? A gdzie gloria zwycięstwa, gdzie chwała bohaterów ? Raz za razem powtarzasz obłąkańczy schemat, tworząc kreacje nowej rzeczywistości by sięz nich wycofać. nie wiesz co tracisz i co uzyskujesz, w paranoidalnym śnie - śniąc na jawie. Twój świat, cały świat, ich świat - oddzielasz je i sprawiasz by stawały się jednością. Nie ma już Ciebie. Nie odzyskasz przeszłości. "Więźniem jesteś układów". A gdy wszystko staje się niczym a nic - wszystkim, twoje własne paradoksy, które zaczynasz rozumieć, splatają się w sieć bez wyjścia, nierozerwalną pajęczynę przyczyn. Osiągnąłeś, coś, jako człowiek, przełomowego. Nie dowiesz się nigdy dlaczego i co osiągasz, nie dowiesz się co czeka cię na końcu tej drogi bez powrotu. Cieszysz się poprzez łzy. Cierpienie uszlachetnia, a czy ty chcesz cierpieć ? Czy nieświadomość nie jest zbyt bolesna ? Czy warto zamiast tego ginąć w zrozumieniu ? Przecież i tak nie masz wpływu na zmiany, a jednak się zmianiasz i zmieniasz twój świat w pasmo mysli płynących falą krwi poprzez arterie, do mózgu, legionem niepowstrzymanym - bo krew to życie, w krwi istniejesz naprawdę, w krew się przemieniasz i płyniesz, w biciu serca Wszechświatów niespełniony, aby osiągnąć swój cel, stać się nieosiągalną nirvaną, porzucasz dziecko i kobietę aby iść do światła - ty, nowy Budda, wybraniec nicości, zapatrzony w pustkę która wpatruje się w ciebie gwiazdami.
I jesteś DZISIAJ choć istniałeś zawsze, bo TU i TERAZ tracą swoją siłę... w woli swych własnych - innych - wyobrażeń, zbyt wiele widząc w empatycznej smudze cienia... Oto wybraniec, który nie powtrzymuje realności, rzeczywistości upadającej syn równie upadły, marnotrawna owca rzująca toksyczną trawę ludzkich wynaturzeń i kłamstw. Nie jesteś lepszy i nigdy nie byłeś, mimo to będąc pewnym swojej odrębności. Na siłę inny, czy na siłę normalny ? Decyzja i tak nie jest twoja. Bardzo chcesz żyć, nie masz sił by umrzeć, pogląd z poglądem zamieniasz miejscami. Jest w tym całym szaleństwie jakaś metoda, niepasujący element całości jakim zostajesz - i będziesz. Los, wiara, mur milczenia, obojętność śmierci, radość życia - wszystko to w tobie jest mieszanką. Koktajl wypijasz i wybuchasz, pewny swego, bo przecież i tak czeka nas zniszczenie... jedni giną szybko, inni szybciej umierają żyjąc, inni rodzą na nowo płonąc w swym cierpieniu. Nigdy nie jesteś idealny i nie to jest ważne - zostajesz nikim i kimś - na życzenie.
Wybierasz jakiś cel, a nawet brak celu... musisz coś wyrwać dla siebie, tak egoistycznie. Bo tak trzeba. Potem starasz się pomóc, powiedzieć, odetchnąć... czeka na ciebie niebo , czy czeka tam piekło... to staje się nieważne, jak nieważnym jest tak naprawdę wszystko... ponieważ tak nie można żyć, mimo to - żyjesz , z przekorą śmiejąc się z samego siebie, samemu sobie kibicujesz do nieprzytomności, machasz dłońmi by stanął pochód martwych masek, umarłych twarzy - ale oni dalej idą w swych milczących korowodach. Czy umrą w ciele, czy też w duszy ? Co ich czeka ? Co jest dla nich lepsze ? Te puste oczy, kiedy tak odchodzą... w inne przestrzenie, inny czas i miejsce. Umierają. Oni tak łatwo umierają. Czy im współczujesz ? Czy współczujesz wreszcie SOBIE ?
Przez głowę przeleciała mu najczarniejsza wizja, jaka może nawiedzić ćpuna. W całej zachodniej części Stanów Zjednoczonych w tej samej chwili kończy się towar i wszyscy padają tego samego dnia, pewnie gdzieś około szóstej rano w niedzielę, kiedy normalni ludzie ubierają się, żeby pójść do zasranego kościoła.
Miejsce akcji: Pierwszy Kościół Episkopalny w Pasadenie, 8,30, niedziela, Dzień Katastrofy.
- Umiłowani w Panu, módlmy się, aby Bóg ulżył cierpieniu tych wszystkich, którzy są w tej chwili na głodzie i rzucają się na łóżkach.
- Módlmy się - przytakują parafianie.
- Lecz zanim Pan ześle im świeżą dostawę...
Załoga policyjnego samochodu musiała zauważyć w sposobie jego jazdy cos, na co on sam nie zwrócił uwagi. Radiowóz wyjechał z parkingu i podążał za nim. na razie bez włączonych świateł i syreny, ale,..
Może jadę zygzakiem, pomyślał. Zasrana suka Musieli zobaczyć, że coś spierdoliłem. Ciekawe co?
GLINA: Pana nazwisko.
- Moje nazwisko? (NIE PRZYCHODZI MI DO GŁOWY ŻADNE NAZWISKO.)
- Nie wiesz pan, jak się nazywasz? - Gliniarz daje znak swojemu kumplowi, który siedzi w samochodzie. - Ten facet jest nieźle naćpany.
- Nic strzelajcie - mówi Charles Freck w wizji wywołanej widokiem radiowozu. - Zabierzcie mnie przynajmniej na posterunek i tam zastrzelcie, żeby nikt nie widział.
Zapytaj siebie kiedyś jak bardzo chcesz umrzeć ( lub żyć ). Zapytaj kim jesteś. Otwórz oczy, albo wcale nie patrz. Tak, życie jest kurewskie. Tak, ludzie nie pomogą ci, bo się ciebie boją. Boją się innych od siebie. Boją się sobie podobnych. Cały nasz cholerny świat to jedno wielkie pasmo strachu. Gdy tylko zyskujemy jakiś drobiazg, dostajemy po chwili większą jeszcze dawkę efedryny ( dożylnie ) w postaci "wielkiej depresji" , "ogromnych niepowodzeń" i innego shitu który "przecież powienien mnie omijać". Jesteś taki fajny, jesteś taki miły. Tak, ty człowieczku. Jesteś dla innych nieświadomym skarbem. Czym ci odpowiedzą, jak myślisz ? Za twoje starania ? W większości niczym, później nienawiścią, zazdrością i okrutnym śmiechem, który dla nich oznacza, że jesteś niczym. Znajdą się też tacy, którzy pojmą kim jesteś. Tacy jak ty. Te odrzuty społeczne w końcu się odnajdą- w jednym kuble na śmieci tego reality show w któe nas wpakowano. O tak, mamy wolną wolę - aby żyć ( nie decydujesz ) , aby umrzeć ( też nie masz wpływu ) . Możesz wcześniej skrócić życie, jasne, luz. Jednak nie możesz unikać ani życia, ani jego końca. Nieuchronność to cała twoja "wolna" wola. Tak, masz wpływ na wszystko, a jednak praktycznie nie masz wpływu na nic. Paradoks, który zrozumiesz, stworzy cię na nowo jeszcze "bardziej". I co ? P-s-tro. Nothing happens.
"You're a faker. You're not dying."
I nie masz szans ? Sam je sobie dajesz. Noooo, oczywiście poza momentami gdy cruel world odbiera ci je jak cukierek Wherthers Oryginal zabrany przez dziadka-socjopatę swemu znienawidzonemu wnuczkowi, synowi swej znienawidzonej córki, która jest w rzeczywistości bachorem kogoś innego, kto czasami odwiedzał żonę z przesyłkami i listami, nawet rachunkiem za prąd. Napięcie , tak, to go niszczy. Elektrowstrząsające, prawda ? Nawet Arka Noego nie zabierze cię tam gdzie trzeba ,mimo że "kochasz Jezusaaaaaa" ,nie wylądujesz na suchym lądzie. Twój piękny wybielony gołąbek to raczej czarny kruk niepokoju, ale mimo przeciwności pędzisz na swoim porysowanym rowerku prosto ku zachodzącemu Słońcu, śpiewając "Do nieba nie chodzę, bo jest mi nie po drodze". A wydra wyszczerza się szyderczo z jeziora, kiedy rzucasz pustymi butelkami po oranżadzie w przejeżdzające wagony pociągów , gdy chodzisz po torach kolejowych jak na krawędzi istnienia, zatopiony w swych myślach romantyczny dzieciak, zbyt szybko zmieniony przez to, co prawdziwe... albo co wydaje się być prawdziwe, bo nie mamy nic innego. Nie tęsknisz do tych dni, w których się budzisz. Przecież wszyscy na ciebie polują. Jesteś bezbronnym zwierzątkiem, mięsem dla drapieżców. Pożywieniem krwistym, smacznym. Upodobnisz się do nich, by przetrwać ? Czy zginiesz ? A może się ukryjesz i mimo to będziesz żył ( umierał ) ? Dasz sobie radę, bo nie masz wyjścia. Może wcale się nie zmieniasz, przeżyjesz a w sobie umrzesz. A może nie czeka cię duchowa śmierć ? Dlaczego ? "Bo nie" , czy to cię zadowala ? Niektórzy to mają szczęście. Może nawet nie będziesz już mieć klapek na oczach. I zostaniesz dobrym dzieckiem swoich rodziców. Może i tak. Jest taka możliwość. TY jesteś kim jesteś, nawet kiedy kot patrzy na ciebie pełnym magii wzrokiem. Nawet gdy jest czarny.
"Put the gun to my head and paint the walls with my brain"
Jak można żyć będąc takim popieprzonym człowiekiem ? O ile to jest "popieprzone" życie, rzecz jasna. W jakimś sensie na pewno. Wszystko ma tak wiele znaczeń. No więc - jak można ? Ano, trzeba. Istnieje jeszcze taka opcja, że nie...ale jej w ogóle nie biorę pod uwagę. Bądź co bądź, każdy kadet musi być dzielny ! Hehehe, każdy musi mieć swojego prywatnego Majora. "Jestem z was dumny, chłopcy". I cokolwiek sobie myślisz, wszystko to jest błędne. I prawdziwe. I powiem ci jeszcze, nie dopatruj się sensu w tym co widzisz, ale szukaj tego czego nie można dojrzeć. Samo szukanie da ci już tak wiele, że staniesz się świarem, jakich mało. Tzn. nie będziesz kopał ludzi na ulicy, nie zastrzelisz żony ani nie wyskoczysz oknem. Mimo to będziesz, rzecz jasna, świrem, dla całej reszty popaprańców. No cóż.
"This is your life, and it's ending one day after another."
Żyj sobie jeśli potrafisz, a jeśli nie to tym większe wyzwanie. Teoretycznie, nie do udźwignięcia ( skoro się załamiesz ) praktycznie jednak z wszystkiego można wyjść. To kwestia czegośtam. Nie ma to jak szczere i uczciwe "kurwa mać" od czasu do czasu przeplatane "pierdolić to". Pomaga ci zaistnieć jako prostacka scena jednego widza, ale mimo wszystko jesteś szczery. I dobrze ( dla kogośtam ) . Gdyby jednak coś poszło nie tak, zrób coś żeby było fajnie ( mój tajemny przepis to piwo + muzyka + książka , ewnetualnie piwo + piwo + piwo ) albo w ogóle nic nie rób ( czasami to najlepsze wyjście ) . Pamiętaj o jednym, mówi ci to twój guru and qmpel - nigdy w życiu nie stwierdzaj "jeśli cośtam mi nie wyjdzie to będzie koniec czegośtam ze mną i w ogóle cośtamcośtam niedobrego dla mnie i nie będzie cośtamcośtam zjebiście dlaczego dlaczego dlaczego tak jest, ojejkujejkujejkujej cośtam mi się przestawi zaraz w głowie". Tak będzie lepiej dla ciebie, wierz mi. Chociaż pozytywne myślenie to kłamstwo a pozytywna postawa to bełkot szaleńca, pozwól sobie czasami sprzeciwić się chłodnemu racjonalizmowi i być skończonym frajerem którego wszyscy i tak wykorzystają i porzucą. Masz jakąśtam szansę ( serio ! i to większą niż w Totku o jakieś 0.000001 % !!! ) ( ALE MASZ !!! ) ,że ludzie ci jednak nie odbiorą ci resztek wiary - w siebie czy też właśnie w nich. Ewentualnie jest też szansa, że wdepczą cię w ziemię i pójdą dalej, tak po prostu i bez powodu ( w końcu jesteśmy ludźmi a tylko człowiek zabija przedstawicieli własnego gatunku ) ,mimo wszystko jednak da ci to chwilę naiwnego ,ale szczerego BYCIA w czymś więcej niż bagno samotności. Ponieważ uważam, że warto w ludzi wierzyć, choćby dlatego, żeby się przekonać jak bardzo się myliliśmy wierząc w nich, to nie dajmy się zwariować i zwariujmy sami. Co zresztą i tak się dokonuje i dokonało na niektórych w naszym pięknym kraju zwanym Polską.
"Los się musi odmienić"

Czy faktycznie musi to dośc dyskusyjna ( deliaktnie mówiąc ) kwestia. Pytanie jednak powstaje, wbrew pozorom bardzo istotne, jeśli nie najistotniejsze nawet - jak bardzo cię to obchodzi ? Wyznam wam coś tak od serca - od kiedy zacząłem mieć naprawdę wszystko w czterech szacownych literkach to stwierdziłem, że nic mnie nie rusza. I to jest jakiś tam sposób, generalnie dużo się traci z życia ( BARDZO dużo ) ale przynajmniej nie wpada się w gwałtowne traumy związane z tym ,że zdechł ci pies, spłonął dom ( ok - rodzina jest dla mnie , i zawsze była i będzie, bardzo ważna, ale jako wyjątek potwierdzający regułę. Reszta jest milczeniem ) a "twoja dziewczyna z kimś na boku kręci" i jakoś można, w miarę "normalnie" , egzystować. Jeśli nadal masz marzenia, próbuj szczęścia. Życzę ci tego i mimo wszystko uważam, że nie musisz być na straconej pozycji. Opieram się w końcu tylko ( no, prawie ) na swoich doświadczeniach, tak więc nei mogę mówić tak ogólnie, że wszystko jest do d... itp. Tzn. mogę, ale to i tak moje spojrzenie i nie namawiam nikogo, że mam rację. Zresztą, jak chyba widać po poprzednich artach, moje poglądy są bardzo zmienne i z każdym dniem inne. Tak to już mamy my, paranoidalni. ;)

Żeby zakończyć tak optymistycznie, powiem wam jeszcze, że sam widziałem szczęśliwych ludzi ! Oczywiście, do czasu, ale jeszcze tego nie wiedzą, he he he ;>
PS - To był taki żarcik. Co traktować poważnie ? A co, JA mam ci powiedzieć ?! Nawet nie do końca wiem o czym i dlaczego piszę...
PS - Powiem więcej - naprawdę WIERZĘ w indywidualne happy endy ( nie licząc śmierci, rzecz jasna ) , ale mi się takie cuda nie zdarzają. Jeśli mogę ( a kto mi kurna zabroni ) coś dodać prywatnie ( a to co za txt, pisałem od kółka wiejskich gospodyń czy co , qrwa... ) to powiem, zupełnie bezsensownie , że popeiram Mistera Suche Gnaty, tak zwanego Tuxedo. Ostatni art "olaboga" zrobił na mnie szczególne wrażenie. Nie, nie jest "dobry", "fajny" czy co tam jeszcze chcecie wymyślać... jest ( mam nadzieję ) szczery. I za tą prostą ( ale nie prostacką ) szczerość ma u mnie TUxedo plusa. Chociaż to pewnie zlewa. Myślę jednak ,że wszyscy w jakimś stopniu , na jakiejś geometrycznej czy nie, płaszczyźnie, szukamy tutaj jakiegoś rodzaju poparcia. Tak więc daję mu swoje poparcie publicznie. Poza tym , Tuxedo - myślę ,że masz niezłe, mówiąc kolokwialnie, schizy. ;) I dzięki za korektę, nie dostosuję się oczywiście. Mimo to i tak dzięki ;) Pozdrowienia.
Ewentualne maile - bialymistyk@wp.pl , link jest zamieszczony tutaj