Anarchia




anarchia jest tylko indywidualnym poglądem na wolność




Txt bez wyraźnego powodu i celu.

[ (c) by ..:: Daredevil ::.. ]






Wyobraź sobie, że nie żyjesz, ale jesteś jeszcze wrażliwy na bodźce. Widzisz i rozumujesz, ale poza tym jesteś martwy. Tylko patrzysz. Rozpoznajesz przedmioty, ale nie żyjesz. Człowiek może umrzeć i mimo to dalej egzystować. Czasem bywa tak, że to co widać w oczach jakiegoś człowieka, umarło, kiedy ten ktoś był dzieckiem. To coś jest martwe, ale wciąż patrzy. Spogląda na ciebie nie tylko puste ciało, ale jeszcze coś, co w nim jest, coś, co umarło, ale jeszcze patrzy. Patrzy i nie może przestać.

( cytat z powieści Przez ciemne zwierciadło Philipa Dicka )



Część pierwsza - Przemyślenia , czyli bezcelowość ukierunkowana.



Zamknięci na świat , otwarci w wielorakości myśli , czuwamy , by przebudzić się kiedyś ze snu wiecznego w jakim trwamy...My , zmuszona do egzystencji , jedność wielorakości , szukający samych siebie , cienie na scianie. Odbite wyobrażenia wieczności. Czy naprawdę musimy być inni , czy może nasza inność jest tylko złudzeniem ? Moze tak naprawdę jesteśmy tacy sami jak wszyscy ? A moze jedno nigdy nie wyklucza drugiego ? Wydaje mi się , że mimo wszystko i tak dostrzegamy tylko wycinek realności , który pozwala nam się uchwycić...czegoś. Być może nie będziemy mieli innego wyjścia... tylko spojrzeć w twarz przeznaczeniu i potwierdzić , że jesteśmy.. Bo nic wiecej tak naprawdę nie wiemy... Zresztą , czy istniejemy jeszcze w takim sensie jaki widzimy ? Być może nasz swiat wcale nie wygląda tak , jak wskazują na to nasze ograniczone przecież zmysły , być może jest to ułuda , która trzyma nas w ramach zamkniętych pojęć. Być może ta ułuda jest wynikiem naszej małości , być może jest spowodowana czymś więcej , pochodząca z zewnątrz... Tego tak naprawdę nie da się określić... Przynajmniej obecnie , ale wiemy że moźliwość taka istnieje. A to juz powoduje lawinę pytań , z tym że w dalszym ciągu kolejną odpowiedzią będzie tylko jej brak ( odpowiedzi właśnie... ). Jeśli bowiem świat wokół nas nie jest taki jakim go widzimy lub chcielibyśmy go widzieć , z prostego powodu , selektywności przyzwyczajeń... Z powodu naszego przywykania do rzeczy , określeń , pojęć...Tworzymy być może ten świat sami , albo częściowo sami , bo wiemy , że ujrzenie całej prawdy doprowadziłoby nas do szaleństwa ? ...


Mam tak wiele pytań i nigdy odpowiedź nie jest prosta, nigdy nie jest jednoznaczna , co więcej , nawet nie jest jedna... To prowadzi do zapamiętania w myśleniu , im więcej myślę , tym więcej wywołuję pytań... mimo tego chcę myśleć więcej , moze właśnie dlatego , że daje to poczucie , że sięgam dalej niz ogół , że czuję się w tym momencie w jakiś sposób jedyny i wyjątkowy.. Jak każdy z nas , ale czy możemy zarazem uważać się za kogoś takiego jak ludzie tak ograniczeni , że nie dostrzegają oczywistości , ktore dla nas są nowym światem , nowym życiem ? Mówiąc o sobie , że jesteśmy tacy sami , że nie jesteśmy nikim szczególnym , robimy tak wielki błąd , bo ograniczamy samych siebie , swoim własnym zaprzeczaniem swej wartości ! Tak nie powinno być , nawet jeśli wyróżnia nas tylko coś , co inni dostrzegą jako nienormalność , aberrację oczywistości i porządku budowanego przez lata ! A co jeśli to właśnie zbudowane tryby systemu i jego działanie to tak naprawdę kolejna iluzja lub nienormalność ? Normalność to tylko względność , kolejna w szeregu złudzeń. To zawsze będzie tylko subiektywne pojęcie , którego się trzymamy , żeby nie popaść w chaos myśli i znaczeń , żeby móc wyróżniać jakiekolwiek rzeczy z ogólności.


To daje nam poczucie tego , że jednak w czymś żyjemy , mamy na coś wpływ itd. , ale to kolejne kłamstwo na którym opieramy porządek naszej egzystencji. Jeśli ktoś myślałby " normalnie " , weźmie wariata za wariata i nic więcej. Oczywiście posługuje się tu tymi śmiesznymi , przyjętymi , wartościowanymi pojęciami , które już wzbudzają pewne emocje i pozwalają na to co kreuje naszą rzeczywistość - na jakies OCENY. To przypisywanie pojęć prowadzi do ocen , kolejnych kroków do przodu wg. nas , a w rzeczywistości , jeśli taka w ogóle ( jedna-prawdziwa ( nie mówię"jedyna" ) ) istnieje , ale przyjmijmy na chwilę , że tak - tylko nas to uwstecznia.




A ktoś myślący szerokim zakresem , nie zamknięty w ramach systematyki , stwierdzić może , że wariat to wcale może nie być. Wariat wśród wariatow będzie normalny , jeśli za kryterium wariata przyjmiemy jakąś tam cechę , może to być np. cecha osobowości , to malo istotne. Ważne jest to , aby czymś się wyróżniał. Jeśli nie będzie miał jakiejś szczególnej cechy , nigdy nie przypiszemy mu pojęcia wariata. Tak samo jeśli chodzi o normalność. Trzeba tu jednak podkreślić , że w momencie kiedy różnicowanie się cech w tym przykładowym człowieku nie będzie wcale widoczne , nie będziemy mogli określić , że jest normalny , a to sprowadzi niebezpieczne konkluzje , np. to ( założenie ) , że sami jesteśmy wariatami ( od czego będziemy się wzbraniać , bo jeśli my ( jako "ja" osobowe ) będziemy mieli coś , co nas wyrożnia , a on ( hipotetycznie ) nie będzie żadnych szczególnych cech posiadać , to również możemy uznać go za "coś nienormalnego" - nie będzie bowiem mógł się wpisać w żadne standardowe pojęcia ) Mała uwaga - kryterium nie stanowi tu dobro czy zło pojęciowe , ale wyznacznik "ego" jakim jest uzewnętrzniona duchowość albo poza duchowości.


Jeżeli jednak np. nie będzie się ( dana jednostka ) naprawdę niczym wyróżniać , co praktycznie nie jest możliwe , to wówczas , jego nienormalnoscią , moze być jego brak wyróżniania się , brak cech szczególnie dostrzeganych właśnie. Nigdy nie określimy bowiem siebie pojęciem wariata bo to ma własny oddźwięk i przyjęte kryteria oceny ( to określenie jako pojęcie ) , które dopasowują ludzie ( do tegoż pojęcia właśnie ) . Nie są one nigdy pozytywne , więc tworzą dla nas pewną barierę wobec społeczności , do której jednak przynależymy , i zawsze na jakiejś płaszczyźnie będziemy dążyć do wpisywania się w tą społeczność , inaczej nie mielibyśmy możliwości egzystencji , stalibyśmy się wymarłym gatunkiem , niszą w procesie ewolucji , czyli wymazalibyśmy samych siebie. Ponieważ samodestrukcja jest nam przeciwna i nie akceptujemy jej , nie możemy świadomie prowadzić do tego. Nawet jeśli byśmy dążyli do destrukcji i samozniszczenia jak np samobójcy , przyświęca nam jakiś cel , w większości przypadków ( wbrew pozorom ) nie chodzi tylko o śmierć , lub nawet wcale o śmierć. Chcemy manifestować w ten sposób samych siebie , paradoksalnie więc , zabijając się , chcemy zaistniec. Mimo tego , że jest to kolejna iluzja , większość nawet uświadamia to sobie - i w tej świadomości rozrywana jest jeszcze mocniej od storny emocjonoalnej ! - , ale i tak dążyć będzie do zabicia siebie , z prostego powodu. Wiedzą oni bowiem , że większość z tego , czego doświadczają to maska , iluzja , za która kryje się pewna odmienność. Wiedzą , że otacza ich zasłona , której nigdy nie moga przekroczyć , bo nawet jeśli zaistnieliby jako ktoś inny i zyskali ( teoretycznie ) całkowite zrozumienie danej osoby , to i tak wytwarzać będą dla samych siebie wizerunki , które składać się będą na ich osobowość. Nigdy nie jest to jedna tylko twarz a raczej mieszanka nastrojów i czynników zewnętrznych , które kształtują w czasie naszą psyche i jej rozwój. Uświadomienie sobie niemożności zmiany w czymkolwiek i niemożność pojęcia jakiejkolwiek rzeczy naprawdę . i do końca , staje się po pewnym czasie przyczyną dochodzenia do podobnych jak tu przedstawiłem wniosków , zarazem jeśli nie możemy się odnaleźć w otaczającym świecie , tracimy samych siebie. Wielość naszych własnych poglądów , kiedy zaczniemy rozumieć te zasady rządzące światem sprawi ( w nas ) albo rozbicie osobowości, albo , co gorsza , świadomość niekończących się utrudnień do osiągnięcia prawdy. Skoro prawda sama w sobie jest paradoksem i musi się dla naszego postrzegania zatracać w wielości punktów widzenia , i zawsze będzie subiektywna , to nie mamy wpływu na jej istnienie , bo sama jest chaosem - tak jak i my. Chaosu nie da się opanować , gdyż jest , czym jest. Zmianą wieczną. Zatem pojawia się wtedy nieuchronnie zagłębianie się w kolejnych próbach rozumienia , coraz szersze spojrzenie na świat ( pozorne [choć nie zawsze] - często jednak bardziej zawężone do konkretnych , drobnych spraw które uczynimy istotnymi mimo iż takie nie będą ) . To sprowadza nas do poczucia całkowitej bezsilności oddziaływania na ( tzw. ) rzeczywistość , a to prowadzi do chęci wyrwania się z ograniczeń. Taką właśnie bramę do wolności samobójcy widzą w pojęciu śmierci. Przekroczenie bariery życia , które zdaje się być pułapką i zaciskać swe szpony przyczynowości , zdaje się samobójcom jedynym możliwym wyjściem. Wiara itp ( aspekty duchowe bytu ) nie ma dla nich znaczenia , kiedy stwierdzają subiektywność wszystkiego. Istnieje też możliwość zwrócenia się w stronę Boga ( najczęściej z pytaniami bez odpowiedzi ) Następuje tu nieuchronnie jedna rzecz - utrata kolejnych celów. Paradoksem jest , że coraz to większe zrozumienie świata poprzez uświadamianie sobie kolejnych jego zasad , a raczej braku ich istnienia , prowadzi właśnie nie do ewolucji , a do uwstecznienia przez umieranie , vide samobójstwo. Czy naprawdę zrozumienie ( jakkolwiek pojmowane tutaj w sensie oświecenia , przyjęte dla potrzeb artykułu jako założenie możliwe do spełnienia ) musi prowadzić do śmierci ? Osobiście sądzę , że nie musi , jedynie powoduje pewien okres przejściowy , pewne uwrażliwienie , kiedy odczuwamy wszystko , a być może chcielibyśmy wtedy nawet powrotu do swej małości. Być może wyobrażamy wtedy sobie , że nigdy moglibyśmy nie stać się świadomi na taką skalę , i woleli pozostać szarym tłumem ślepych na wszechswiat ludzi( jest to typowy syndrom "wybrańca" , w dużej mierze "prawdziwy" , choć nie do końca , bo sami narzucamy sobie ocenę innych od nas ludzi - którzy wydają się nam bardziej inni niż wcześniej , bardziej od nas "różni") ... To jednak tylko załamanie , które jest niestety oczywiste , bowiem przyjęcie na pełną skalę filozofii anarchistycznej ( mówię o neoanarchii która w zasadzie przetworzyła nihilizm w formę bardziej zideologizowaną ) , to w zasadzie też jest swego rodzaju ograniczenie , ale uświadomienie sobie własnej nieświadomosci ( czyli budzenie świadomości bytu pustki , patrz zen ) , chaosu świata wewnętrznego , prowadzi właśnie do wyrobienia w sobie anarchistycznego ( nihilistycznego i neoanarchistycznego z punktu widzenia indywidualizmu silnej jednostki ) podejścia , siłą rzeczy nie jest dla nikogo naturalne. Jest to kolejna rzecz , której nie chcemy uznac ( jako ludzie ) , bowiem co za sens jest w dążeniu , w trwaniu , kiedy żadne cele i wartości nie mają już znaczenia ? Wtedy myślimy - po co nam trwać ?




Właśnie tu kryje się sens anarchii - trwanie na przekór bezsensu życia. Niestety , konkluzją "jedyną prawdziwą" ( tylko w teorii mogę pozwolić sobie na tego typu stwierdzenie , przypominam ) jest właśnie uświadomienie sobie nieuchronności anarchii. Z tym , że anarchiści współcześni sądzą , że zniszczenie i destrukcja , w jakim szukają wyciszenia ( kolejny paradoks samospełniający się ) , jest rozwiązaniem na wszelkie problemy , że na gruzach "starego porządku", niejasno przecież określonego , postawią kiedyś podwaliny nowej cywilizacji. A to jest zaprzeczanie samym sobie ! Przecież jeśli nic nie ma sensu , to jak mozemy tworzyć coś , co i tak nie ma racji bytu ? Czy spełniamy niemożliwe ? Czy tylko robimy sami sobie iluzję życia , kolejną iluzję , która zamyka nas znów w jakieś tam ograniczenia ? Tworząc coś - tzw. nową cywilizację- przestajemy burzyć , niszczyć , szukać nowego sensu , przestajemy byc obrazem anarchii , czyli zabijamy własne wartości którym dajemy życie. Tworzymy kolejny paradoks !


Przestając być anarchistami ( nigdy się nimi nie stając ? ) zaprzeczamy bowiem już nie tylko sobie , ale porządkowi świata. Jeśli bowiem wierzymy , że jest on chaosem i sami wyznajemy tylko takie poglady , to kreując nowe stajemy się czymś innym . Czym ? Starym porządkiem. Tworzenie czegoś to nowe zasady , nowe ograniczenia . To powoduje siłą rzeczy kolejne powielanie , powstaną kolejni anarchiści , którzy przestaną nimi być , zburzą stare , stworzą nowe itd. itp. Czyli tak naprawdę anarchia staje się Ouroborosem pożerającym własny ogon , zamkniętym kołem Utopii. Nie mogąc zaprzeczyć porządkowi świata i własnemu postrzeganiu , krótko mówiąc temu , kim jesteśmy , temu , że jesteśmy tylko i az ludzmi , będziemy zmuszeni ( my jako gatunek ) , uświadamiać sobie znów nieprawdziwość własnej , budowanej skwapliwie , realności. Możemy ją zaakceptowac - lub nie - ale świadomosc tego nie da nam spokoju. Nie mogąc więc zaprzeczyć , musimy się z tym pogodzić , zarazem wpadać w ramiona anarchii , sprzeciwu na życie. Szukanie znów nowego zajmie nasz czas , będzie naszym wyzwaniem. I kolejne pokolenie anarchistów po jakimś czasie stworzy znów nową cywilizację , burząc starą. Porządek , istnienie pojęć i znaczeń , nieuchronne z powodu naszego człowieczego spostrzegania rzeczywistości , będzie kolejnym krokiem do powstania kolejnych systemów , ograniczeń i wartości którym staraliśmy się wyrwać i zaprzeczyć , lub które chcieliśmy ( najwięcej ) zmienić...Zaprzeczamy własnemu istnieniu tak naprawdę. Samym sobie , nie zgadzając się z naturą naszego "ja" do budowania czegoś i obracania tego w nicość.


Błędne koło , zero prawdy . Możliwość wygranej równa zeru. Tylko trwanie systemu jest gwarantem życia , bo system musi istnieć by można było z nim walczyć. Próba zniszczenia systemu stanie się tylko początkiem nowego systemu ! To właśnie staram się uświadamiać. Anarchia jest jedynym "prawdziwym" i sensownym poglądem , ( neoanarchia ) mimo ze sama w sobie jest , jak już mowiłem , paradoksem. Teoretycznie rzecz biorąc , sama się wówczas wyklucza , traci sens , ale z powodu jej bezsensu działania oraz samego paradoksu świata ( czyli tego , że świat nie ma " jednych prawd " a jedynie różne punkty widzenia , które można dostrzegać albo nie ) właśnie ten sens ona zyskuje . Nabiera sensu poprzez chaos tego świata , bo sama jest chaosem. Postawiona wobec świata , gdzie istnialyby jedne tylko "prawdy" ( nie jest on możliwy , ale załóżmy jego istnienie ) , wykluczałaby samą siebie . W takim świecie " jednego porządku " anarchia w ogóle nie byłaby możliwa , nawet by nie zaistniala. Gdyby bowiem była mimo tego , stałaby się na tyle nierealna , że sama by się zniszczyła. Anarchia bierze się niby ze "złości" na ogólny porządek i wartości systemu , w których niszczy on ludzkość , ale system gdzie na wszystko jest tylko jedna odpowiedź , wyklucza alternatywę , nie ma 50\50 , a zawsze jest tylko jedna odpowiedź ( możliwa do spełnienia ) .Oczywiście , zdaję sobie sprawę , że to co mowię samo w sobie jest paradoksem również , bo taki świat sam się wyklucza właśnie , ale był to jedyny sposob , żebym mógł powiedzieć , jak postrzegam anarchię i jej rozwój ( lub upadek - subiektywny ) .

Nie zaprzeczam , że czuję się anarchistą , ale bycie anarchistą w pełnym tego słowa znaczeniu ( co i tak jest - i powinno być - dostosowywaniem poglądów do siebie , a nie siebie do poglądów ! ) i tak nie jest możliwe... Musielibyśmy wyrwać się z systemu , a ponieważ jesteśmy , kim jesteśmy , nie możemy tego zrobić... możemy więc być anarchistami , ale czy możemy "spełnić" anarchię , w świecie , ktory wymaga systemu do jej istnienia ?
Chyba nie. Zarazem to wzajemne wykluczanie się tych dwóch sprzeczności , jakimi są anarchia i system , powoduje ich współistnienie. Więc w ostatecznym rozrachunku wydawałoby się to jednak możliwe. Ponieważ anarchia sama w sobie jest paradoksem i powstaje z paradoksu życia , którego nie możemy spełnić , w sensie którego chcemy , życie w anarchii samo sobie jest własnym zaprzeczeniem ( życia jako drogi istnienia ) . Ideologia bez ideologii , a jednak coś - sprzeciw przeciwko panującym "porządkom". Ogólności. Tak ja widzę anarchię , tak każdy powinien ją widzieć. Nie jest to narzucanie poglądu , a raczej stwierdzanie nieuchronności znaczeń. Pewne rzeczy po prostu wymagają pogodzenia ich ze sobą. Nie mogą się zmienić , nawte jeśli są różnie odbierane , bo nie byłby wtedy tym czym są , a podlegałyby przeistoczeniu w coś zupełnie innego. Anarchia powodowana jest brakiem sensu życia ( głównie , choć nie tylko przez to ) . Mając jakiś ( swój dla siebie ) sens , trzymamy się go kurczowo jak dzieci starające się wyjść poza ramy własnych ograniczeń. Starając się dopełnić niemożliwego ( poczucie braku sił do realizacji ) , w swoim sensie zatracamy się najzupełniej. Spełnimy się , ale fałszywie , bo tak naprawdę to każdy wyższy cel ponad istnienie samo w sobie jest iluzją. Jest to nasze samonarzucające się "próbowanie realizacji" czegoś , czego nie można dopełnić. To właśnie dążenie do celu jest tym , co robimy przez całe życie. Szczęśliwcy , którzy są w stanie sobie uświadomić , że to dążenie to nic innego jak droga do śmierci , że to dążenie nie może byc zrealizowane , że absolut do którego chcemy dojść ( podświadomie ) to nasza ułuda... ci stają naprzeciwko życia jako takiego jakim jest , nawet świata - jako całości. świat staje zaś przeciwko nim. Oto , bez braku celu , dążeń , wyższych znaczeń , uświadamiamy sobie ,że tak naprawdę nasza egzystencja nie ma sensu ( dostrzegalnego , co nie musi oznaczać jego braku w sensie stricte ). Skoro istniejemy poza sensem istnienia , zaprzeczamy samym sobie , własnemu życiu , trwaniu w nim. Jak możemy trwać ? Ruch to życie , bezruch to rozkład. Tymczasem to właśnie bezruch coraz bardziej nas oszałamia.




Stajemy się marionetkami od samego początku trwania , system nas pożera , by rodzić kolejne swoje dzieci. Stajemy się jego władcami , pozornymi - tylko po to , by w końcu życia uswiadomić sobie ( lub nie , nic nie jest w stanie determinować konieczności nadejścia oświecenia ) , że ciągle mu służyliśmy tak naprawdę.
Kupowane przez nas "konieczne" rzeczy , są dla nas ukrytą propagandą systemu. Trwamy w zamkniętym kole. Uświadomienie sobie bycia konsumentem , uwrażliwienie umysłu na grę z systemem ( a jest ona możliwa tylko z poziomu gracza i samej gry , a nie wygranych lub przegranych ) i życie jako coś więcej niż materializm spersonifikowany , w nas... to wszystko jest bardzo trudne , niewielu chce i może uświadomić sobie , że wartość życia jakim je znamy nie ma wartości samo w sobie. Dopiero my nadajemy sens , nie nasze materialne pragnienia. Opanowanie materii to jedno , potem następuje chęć opanowania samego siebie. Nie jest to w pełni możliwe , tak samo jak proces samounicestwienia znaczenia - dla nas - materii , wszystko odbywa się w jedności - świadomość życia , siebie , bezwartościowego istnienia materii , musi odbywać się jednocześnie , jednak mimo to , są to pewne etapy. Nic nie dzieje się naraz , w jednej chwili. Wymaga to czasu i zastanowienia. Mimo tego wszystkiego , najważniejszym aspektem anarchii jest świadomość chaosu. Mimo istnienia przeznaczenia , które wykluczałoby po części chaos , chaosu nie można likwidować , bo zawsze miejsce jest na zmiany. A chaos to właśnie zmiany , nie tyle przypadek , co wielorakość zmian. [ moim zdaniem istnieje coś takiego jak zmienne przeznaczenie , ale o tym innym razem ]


Dlatego chaos jest i będzie wszechobecny ( jest Bogiem ? ) . I dlatego dochodzimy w końcu do konkluzji , że życie nie ma sensu , bo wszystko podlega w nim zbyt wielkim zmianom. Czyli nei mamy naszego miejsca , punktu zaczepienia. Nasz wpływ ( zupełny )to iluzja , którą sobie tworzymy , bo nasz wpływ nie jest znaczący na tyle byśmy mogli nad chaosem zapanować. Świadomość życia kryje się w umyśle , mimo tego "oporu otoczenia" , ciągów zmiennych zdarzeń. Jeśli uwolnisz umysł , masz chociaż większe szanse na pojęcie braku znaczenia czegokolwiek- wszystko co trwa lub porusza się jest i tak tylko na jednej pewnej drodze - do unicestwienia , śmierci. Wobec nas , ludzi , jest to największa nasza porażka. Bo reszta dróg jest zamglona. Tylko droga do śmierci zawsze bedzie głównym szlakiem , od którego nie ma ucieczki. Kiedy jednak przestaniesz bać się śmierci , a jedynie ją UŚWIADOMISZ sobie , juz sam dla siebie wygrywasz. Wygrywasz wolne życie w uświadomionym zniewoleniu.
Świadomosc to klucz do wszystkiego. Wrażliwość postrzegania.MOże ci pomóc , ale może też cię zniszczyć. Może ci też pomóc poprzez wypalanie ciebie. NIekoneicznie coś pozostanie. Nie każdy może to przetrwać. I dalej żyć , nie jako inkarna wu wei [ "niedziałania" w znaczeniu dosłownym ] , lecz jako ożywiona własną akceptacją - a nawet brakiem akceptacji , po którym przychodzi rezygnacja - jednostka. Widzieć , dostrzegać , rozumieć. Coraz więcej. To nieuchronnie łączy się z bólem , nie każdy może to znieść. I nie każdy chce i może to akceptować. Niektórzy dalej wolą żyć uśpieni w świecie , ktory według nich nadaje im znaczenie , a jest dokładnie odwrotnie. To ty nadajesz sens temu co robisz.

Dlatego anarchizm jest taki trudny. Powoduje bowiem umyślne zbliżanie się do sadystycznego niszczenia własnego świata. Dlatego typowy ( archetypiczny ) anarchista , będzie zawsze dążył do samounicestwienia. Jeśli jednak wejdziesz na kolejny , wyższy poziom rozumienia , nie skupiając się na powierzchowności , uswiadomisz sobie , że częściowa akceptacja jest możliwa i konieczna. Musimy częściowo zaakceptować system i jego istnienie , uwolnienie i tak zależy - i odbywa się - w umyśle. To , co dzieje się wobec tego , a nie w tym procesie , tylko wobec niego , i tak nie ma już znaczenia. Widząc więcej , czujesz ból - z powodu nieświadmosci innych. Tak jest na początku. Niekoniecznie twój - bardziej ból otoczenia , którego wcześniej nie dostrzegałeś. Potem znajdziesz wolność dla siebie samego i reszta stanie się tylko otoczką. I tak to życie jest w nas , niczym innym , poza nami. W momencie opanowania siebie i własnych myśli możesz wszystko , w sensie emocjonalnym nic ci nie tworzy ograniczeń , musisz jedynie dobrowolnie je odrzucić ( ograniczenia ).Jak mówiłem , typowy anarchista ( to złe słowo , ale nic innego nie przychodzi mi na myśl ) będzie kierował się wg. stereotypu na drogę jak najszybszego samounicestwienia. Brak celu , bo cel nie istnieje. Widząc brak celu szukamy kolejnego wyznacznika znaczeń , drogowskazu emocjonalnego , ale nie znajdując go , widzimy w sobie frustrację. Ponieważ żyjemy na drodze do śmierci , dążymy do jak najszybszego "wypalenia" siebie , bo przecież nic i tak nie ma sensu , który mogłby być ( dla nas ) czymś stałym. Problem w tym , żeby sobie uświadomić , że cel jest , ale w nas nie " na zewnątrz " . Widzieć należy cel w sobie , nie WOBEC siebie.




Czyli nie żyjesz po to , aby coś robić , ale po prostu żyjesz , nie zastanawiając sie nad celem , ktorego nie ma. Poniewaz I TAK umrzemy , nie ma sensu - i bez wartości jest - przyspieszanie swojej śmierci. Zobojętnienie wobec świata , i zobojętnienie wobec smierci , poprzez fascynację jej sztucznym tworzeniem "wolności". To nadal - poczatek. To ledwie drugi krok. Świadomość tego , świadomość własnego myślenia i wolności swej , emocjonalnej , daje ci prawdziwe ( to kolejna subiektywna , ale nieuchronna rzecz ) oświecenie. Obojętność zamienia się w świadomość bezsensu trwania. Zatem szukasz celu , kolejny raz. Jeśli jesteś w stanie znaleźć go w sobie , nie uzależniając jednocześnie ( od tego znalezienia celu ) swojej egzystencji ( bo ważne jest samo poszukiwanie , które czyni cię jednostką swiadomą siebie coraz mocniej ) stajesz się prawdziwie wolnym czlowiekiem. Kluczem jest , jak mówilem , swiadomość , jak największa , zarazem uwolnienie się od systemów - także wartości. Wartości bowiem są jedynie tym , co ustalamy sami dla siebie , nasze życie w "wartościowanej" wersji jest niczym więcej , jak określanym schematem , przez tych , których już ten schemat dosięgnął wcześniej. Ludzie kształtują ludzi , stereotypy stają się wiarą nowych umysłów. Ponieważ jestem swiadomy , uwalniam się - ze wszystkiego co stara się być mi narzucane. Moją wolnoscią jest świadomość braku wolności. Moim zdecydowanie silnym aspektem wolności jest nie wiara w lepsze jutro , ale wiara w to , że los się nie odmienia. Co więcej , nie tyle wiara , co stwierdzenie faktu jako prawdy niepodważalnej ( ostatecznej ) . Bowiem nawet jeśli coś się zmienia , zmiany są jednak tylko powierzchowne , na szlaku prowadzącym , jak zawsze , do śmierci. Widząc sens w życiu jakim jest brak sensu , czyli będąc uświadomionym w bezsensie życia , stajemy się czymś więcej , niż juz tylko marionetkami na jego arenie... stajemy się jego nie tyle częścią , bo tym jesteśmy bezwolnie , co przewodnikami w odnajdywaniu samych siebie. Strach nie ma do nas dostępu. Wszystko dla nas staje się przemijajacym elementem ciszy wiecznej , ale jednak kiedy ujrzę w sobie cel , posiadam go. Jeśli jest on mi dany , jest zapewne fałszywy. Musi wyjść ze mnie. Przeze mnie.


Agresja wobec systemu , wobec świadomej niewoli w jakiej pozostajemy , dla większości ludzi staje się rezygnacją, bezsilnością , nawet jeśli są w stanie uświadomić sobie prawdę o tym , że wszystko jest subiektywne i że rzeczywistość może być czymś , co nie istnieje wg. naszego pojmowania , czyli naprawdę jest czymś , co tworzy kolejne złudzenia. Może nawet my sami tego dokonujemy ? Najważniejsze jest nie tyle eksponowanie jakichś uczuć , naturalnych zresztą , jak każdy bunt wobec niewoli , ale ich zrozumienie i ( co więcej ) , reakcja na nie ( nasza ) . Kiedy bowiem zaczniemy żyć gniewem , stajemy się inkarnacją uczucia. Wobec życia gniew jest irracjonalny , bo życie to abstrakcja. Sednem jesteśmy my sami , tego co się dzieje , czyli wystąpić by musiała w nas autoagresja , agresja wobec siebie samego. A to sprzeciw wobec systemu ma nas okreslać...? Nie , to my mamy okreslić nasz sprzeciw. Nasze przekonania.


Zrozumienie tej ukrytej wolności zawartej w anarchizmie , który może stać się czymś realnym , a nie tylko utopijnym poglądem , a raczej wykrzyczanym hasłem punkowego tłumu , nie jest łatwe , ale tym więcej przynosi korzyści , im bardziej go pojmiemy , im mocniej nad nim się zastanowimy i im bardziej jesteśmy w stanie go zrozumieć do konca - wyznaczanego przez nas , bo końcowe "pojmowanie" , ostateczny pogląd na wszechrzeczy , nie jest osiągalny , może obecnie , może nigdy. Choć mam nadzieję , jeśli nie może to być pewność , że istnieje choć kilka prawd , jakichkolwiek. Nie tylko Chaos. Może nie tutaj... nie w naszym reality show. Chociaż , czy pojecie czegokolwiek do końca ma możliwość realizacji ? Dla ludzi jacy istnieją teraz , na swoim poziomie rozumienia , ewolucji , a wręcz pogrążonych w bezwiednym staczaniu się w ograniczony hasłami demokracji , nieujawniony korporacyjny totalitaryzm , coraz bardziej złączony z rządami państwa , które broni się przed rozpadem dawnych idei - poddańczej niewoli społecznej...




Na podstawie wyłożonych tu poglądów jestem w stanie stwierdzić , że zyjemy , niestety , w iluzji życia. Od jednej do kolejnej. Możemy się temu sprzeciwić i być tego świadomi - to juz krok do anarchizmu. Anarchizm dla siebie samego , pogląd dla poglądu , nie dla spełnienia niemożliwej idei - to jest rzeczywistość. Tego nam brakuje i tym powinniśmy żyć , gdyu nie mamy wyjścia , gdy nie widzimy alternatywy. Bo życie w jakim trwamy i jesteśmy zmuszeni być , nie daje nam tego , czego zawsze od życia chcieliśmy - ludzie dążą do niemożliwego - samorealizacji. Z czasem dopiero pojmują , że ich cele , marzenia , nie będą nigdy spełnione ( choć to tylko jedna prawda z wielu ), że nie są tym , kim chcieliby być - i stąd bierze się ich załamanie , wielka jego część.


Składać się na to może bowiem wiele różnych rzeczy , nie tylko to co opisałem... każdy z ludzi jest kimś innym , większość nie rozumie samych siebie... dlatego między innymi ocenianie kogokolwiek to duży błąd ( nieunikniony czasem ). Powierzchowność zawsze bywa mylna , a zajrzeć w czyjeś myśli , i to też nie do końca , mogą tylko nieliczni , i im pewnie też , w większości wypadków , niestety , tylko się wydaje , że coś WIEDZĄ. Żyją iluzją , którą stworzyli , która została im dana , albo którą chcą stworzyc dla siebie. Określają kogoś , nie wiedząc , że już na początku takiej myśli - mylą się. Sam fakt oceny jest z zasady błędem.
Realizacja siebie. Anarchista musi być niespełniony , właściwie jego dążeniem z konieczności jest brak spełnienia i własciwej , kompletnej , realizacji siebie. Brak określonego celu. Przyczynowość uważa za chaos. Anarchista prawdziwy , nie wiem czy taki istnieje... ale zapewne nie powinien opierać się na ideologii , tym bardziej na utopijnej ideologii anarchizmu.. i nie może tego robić , jeśli nawet tak zrobi , będzie skazany na niepowodzenie - będzie swoim oskarżonym , sędzią i katem. Jest to typowy przykład samospełniającego się proroctwa a dokładniej komplikacji paradoksu( który jest możliwy , lub nie powstaje , albo powstaje z pozoru - kwestia na osobny art ). Mniej filozoficznie podchodząc do tej kwestii , można stwierdzić , że każda walka anarchisty, uzewnętrzniana na dużą skalę , musi skończyć się niepowodzeniem , ponieważ wobec systemu jest zawsze nikim. Organizowanie sięanarchistów w określoną grupę to już nie ten anarchizm pierwotny , ale anarchizm realny , czyli taki jakim ja sam go określam. Wydaje się bowiem , że walka wewnętrzna z sobą to jedyne wyjście , jakim można się oprzeć działalności systemu , a mimo to nie można się z niego wyrwać ( odseparować od idei przewodniej samego istnienia konstrukcji społeczeństwa w jakiejś tam formie ). Być może niektórzy tak będą sądzić , zapewne większość , ja jednak uważam , że walka realna też jest możliwa , wszystko jest kwestią realizacji swoich celów. Być może jednak z góry jest to skazane na niepowodzenie. A przecież trzeba jakoś żyć , czy musimy naprawdę dobrowolnie być więźniami zbiorowego umysłu - ludzkości skupionej na swoich określonych przez siebie - a zasadniczo , innych niż "tłum" ! - prawach ? Historia dowodzi , że prawa ustalała i tak przeważnie jednostka. Więc zbiorowość nie ma nic do "stwierdzania" , nie jest stworzona do mówienia czego pragnie. Zero tolerancji dla społeczeństwa. Władza społeczna to iluzja ( kolejna ) , która mocniej pozwala na władzę jednostek. Więc nalezałoby ją odrzucić , jak każde kłamstwo przyjmowane za prawdę - przetwarzane w "prawdę".


Tak samo jest , jeśli chodzi o wspomniane przeze mnie grupowanie się anarchistow ( ludzi w ogóle , szukających poparcia , sobie podobnych ) . Tu iluzją staje się łamanie zasad anarchizmu...w neoanarchizm. A wszystko ustalają ludzie. Skoro anarchia ma za zadanie łamać zasady , więc również brak zasad można przyjąć za jakieś określenie , którego można się w życiu trzymać lub nie ... wszystko jest chaosem , więc podlega zmienności. Zauważmy więc jeszcze dwie rzeczy , przemawiajace za grupami - są silniejsze niż samotna jednostka , dają poczucie wspólnoty w myśleniu ( wolnym myśleniu , czyli wyzwalają w nas prawdziwych ludzi ! ) , i co jeszcze być może jest ważniejsze ( chociaż dla mnie idea absolutnej wolności myślenia i dzielenie się tym z innymi to wielka idea , warta najwyższego wsparcia ) . A poza tym grupy pozwalają , aby pojawil się sens życia nieokreślony żadnymi prawidłami. Wiem , że to brzmi nierealnie , ale gdy przemyśleć tą teorię , to grupa anarchistów ( tych realnych , nie utopijnych ) pojmowała będzie w końcu , że uzależniona jest od systemu w jakimś stopniu - musi jeść jakieś produkty , korzystać z jakichś rzeczy... ale nie będzie to im tak przeszkadzać , bo wobec swej świadmosci konieczności walki z tymi przerysowanymi istnieniami w trwaniu , statycznosci , braku chęci życia i postepujacej depresji społecznej - będa mimo to wolni , nawet wobec jakichśtam , drobnych zresztą , ograniczeń. Jako że jesteśmy ludźmi , musimy mieć jakiekolwiek ograniczenia , ale ich świadomość daje nam pełną wolność , nawet jeśli nie fizyczną zawsze , to psychiczna już ( prawie ;) ) zawsze.


Grupa moze zdziałać więcej i więcej wzajemnie od siebie się uczyć , i więcej zrozumieć. Zaistnieje wówczas problem przywódcy... ale jeśli okreslimy go jako twórcę jakiejś ideii , stanie się przywódcą naturalnym. Bez narzucania jakiejś władzy a jedynie wobec podawania innym idei , wobec naturalnego użyczania wiedzy , stanie się nie dyktatorem nowego , ale raczej silą sprawczą przeciwstawiającą się sile systemu. Nie ukrywam , przywódca musi się wyłonić. Inaczej anarchia przejdzie ponad tym wszystkim co stworzyła i zniszczy się sama ( grupa ) . Z prostego powodu , rozbici , konfiktowi i nie zgadzający się będą łatwym celem i będą mogli być łatwo opanowani , być może sami staną się na powrót jednostkami , które nie mogą się odnaleźć w życiu i niczym więcej ( a o to "więcej" tu chodzi )... samotne myślenie ( nieuzewnętrznione ) zawsze idzie na marne , wobec zmian , bo nie jest tak naprawdę w stanie nic uczynić , realnie , nie tylko dla jednostki , która to myślenie kultywuje w duchu.


Krótko mowiąc - myślenie da ci wolność - samego siebie. I nic więcej nie zdziałasz , jeśli nadal jesteś sam. Trzeba działać razem jeśli zmiany mają nastapić ( nie twierdzę , że muszą ). Nadal uważam , że są możliwe. Tylko trzeba postawić na działanie i globalne działanie , a nie dopatrywać się problemów , których nie ma , np. czy kupno bułki gdy jest się głodnym , to podporządkowanie budce z hot dogami i wspieranie systemu. Nie o to chodzi , jeśli będziemy myśleć tylko drobiazgowo , nic nie zdziałamy.


A jaki jest cel ? Celem jest brak celu. Uświadomienie - najpierw - samemu sobie , że cel naprawdę nie jest osiągalny. Potem , uświadomienie trudności życia i jego smutnej konieczności trwania ( być może zmienione w pozytywne myślenie ) . Wtedy możesz zacząć pojmować , że zycie nic nie znaczy - a konkretnie , że cele w nim stawiane to tylko rzeczy , mające cię trzymać w określonych ramach , nie pozwalać , abyś zwariował - wobec społeczeństwa , które cię przecież nie kocha. To etap. Może cię odmienić na lepsze. Nie musi. Zmieni cię jednak.


Klucz to świadomość , wszelka jej odmiana , jak już mowiłem. Zaraz po niej - własne przeżycia , doświadczenie na sobie , czym jest życie naprawdę , że szczęście to niespełniająca sie idea. To moment , który tylko czasem się pojawia. Nie stanowi tła dla każdego oddechu zwanego popularnie przemijaniem. Nie jest sednem wszystkiego. Tak wydaje się tylko dzieciom , bo są nieskalane , są niewinne. I tym , którzy już zbyt wiele przeszli i chcą cos zmienić tak bardzo , że widzą tylko jedną drogę , zmiany w radośc , niespełnienie tak naprawdę. To nie ma być pesymistyczne... to realizm. Myśle , że realistyczny - realny zarazem dla samego siebie , by nie popaść w paradoks - anarchista może istnieć , więcej - nawet powinien, gdyż tylko anarchia jest sensem prawdziwym , uświadomieniem sobie nieuchronnego bezsensu istnienia , tego , że wszystko na co pracujemy to nasza ilzuja i wszystko to możemy stracić w sekundę... To pogląd bez poglądu i wiara bez wiary. Nie tyle postawa , co etap przejścia , w którym można pozostać i z którego można też wyjść w jedną czy inną skrajność emocji. Każda chwila jest dla nas jedynie trwaniem , aby to przerwać , rodzi się w nas bunt. Pewnego dnia uświadamiamy sobie , że nie jesteśmy nikim szczególnym , a nasze życie kończy sięz każdą chwilą , uświadamiamy sobie , że nie zrobimy fortuny , że pracujemy na ludzi których nic już nie obchodzi człowiek jako istota ludzka , myśląca , ODCZUWAJĄCA... mamy zbyt wiele pytań bez odpowiedzi i myśli bez znaczenia , więc zaczynamy być naprawde mocno wkurzeni na otoczenie. To typowe , ale co nie jest " typowe " , wszystko można wziąć w ramki... w ramy znaczeń , które same w sobie są oszustwem , aby móc trzymać w karbach nieświadomości społeczeństwo , które sobie uświadomiło , że nic nie znaczy. A woli być nieświadome. Nie czuć zbyt wiele , bo to może i uszlachetnia , ale boli. Jedni sami rzucają się w wir życia i wymazują myślenie. Inni chcą zbawić samych siebie na krzyżu własnego cierpienia. Jeszcze inni... Innych jest wielu. Jak ty , jak ja. Innych. Nieokreslonych ? Też.


Ramy wyrzuć razem z oknem na świat - które jest tylko namalowanym obrazkiem.


Bądźmy anarchistami. I tak jeśli chcemy naprawdę istnieć , nie ma dla nas innego rozwiązania. Wyjściem ostatecznym zawsze jest śmierć ( pozory , tylko pozory. nie jesteś Bogiem , nie wiesz co jest po śmierci ) , ale ponieważ dojdziemy do niej i tak , skupmy się na życiu i na " tu i teraz " . Działanie - przeciwko trwaniu. Walka ducha z materia. Walka - pierwsze stracie - rozpoczyna się w sercach.


Anarchia to wyzwolenie , od ciebie zależy czy chcesz cierpieć wyzwolony czy zyć w błogiej nieświadomości - kontrolowany - i umrzeć jako nic nie znacząca część bezbarwnego , ograniczonego tłumu.


A poza tym , osiąga się przez nią nei tyle postawę cierpiętniczą , a bardziej siebie - czy jakąś cząstkę swej istoty niematerialnej , umysłu , duszy , jakkolwiek to nazwiesz - i przez wypalający ogień oczyszczasz się z bzdur , które są ci zbędne. Z czasem myślenie nadmierne , nieuporządkowane mija i stajesz się zwycięzcą w tej moralnej walce. Stajesz się sobą ponad sobą samym. Nie określę ciebie , ani tego , kim się staniesz. Dla mnie pojawiła się wolność , nie skrępowana niczym - także "przeżywaniem przeżywania bolesnych chwil" , bo to nie ma sensu - a raczej , sensu nie pozwoli ci odnaleźć. To etap , moim zdaniem konieczny. Tylko po to jednak , by przejść na kolejny. Jaki ? Sam to znajdź. Zależy to tylko od ciebie , bo to twoje życie. Życie , nie tylko trwanie. Pamiętaj , jeśli możesz. Jeśli chcesz.


Ja idę drogą współczucia.




PS - Nie musicie się ze mną zgadzać , ale to nie znaczy , że nie mam racji ;) Z koleji daleki jestem od twierdzenia , że w tym tekście są jakieś "jedynie słuszne" poglądy bo takie nie istnieją. Czasami paradoks po prostu musi powstać. Sprzeczności są w nas samych.

PS - Czy ktoś w ogóle to przeczyta ?






kliknij aby wysłać mi maila

Ewentualne maile bialymistyk@wp.pl , link jest zamieszczony tutaj