Małe cuda

 

W niniejszym tekście postaram się przybliżyć PT. Czytelnikom zjawisko, mimo, iż powszechnie znane, to jednak zupełnie nam obce – małe cuda. Jak sama nazwa wskazuje, cuda małe różnią się od dużych wielkością. Ale czy jedynie? Nie, jest jeszcze jedna przeciwna cecha, widoczna gołym okiem – częstotliwość występowania. Tak się, bowiem składa, iż małe cuda, przewrotną naturę mając (co dobitne świadczy, że są rodzaju żeńskiego) ukazują się często gęsto, tylko my nie potrafimy ich dostrzec. Nie trzeba wcale na nie czekać z aparatem/kamerą, aby je uwiecznić dla potomności, gdy tylko się pojawią – to nie Smuggler :) W tym arcie zaś mam na celu pokazanie Wam kilka niezwykle pięknych w swojej prostocie cudów, w dodatku bardzo łatwych do zaobserwowania. Ba, zaobserwowania! Jeśli tylko Wasze zdolności manualne będą wystarczająco rozwinięte, będziecie w stanie stworzyć je sami! Gotowi? Enjoy!

 

 

·        Trąba powietrzna

    W tym miejscu muszę was zmartwić – nie mam patentu na wyczarowanie prawdziwego Twistera czy innej Katriny. Ale, ale – nic straconego. Bo wiem za to doskonale jak zrobić mini-Tornado a’la Phant! Serio, serio. Nim jednak przejdę do tajników sztuki wywoływania tornad... tornaden... o, mam – tornadów, pozwólcie że rozwiodę się nad niewątpliwymi walorami estetycznymi takowego. Owo tornado, nie dość, że jest niezwykle realistyczne i w niczym nie odbiegające od pełnoetatowego kuzyna, to jeszcze okraszone mnóstwem detali, które zręczne oko łowcy cudów na pewno wychwyci. Są nimi np. przepiękne refleksy światła na ściankach trąby powietrznej, albo jej miło wirujący koniec. Cudne jak... cud!

A jak owo tornado wywołać w domowych warunkach? Nie, nie – schowajcie ten indiański deszczowy proszek. Tę laleczkę (wz)voodooo też. Przygotujcie za to przezroczystą szklankę, najlepiej nie dziurawą. Nagotowawszy zaś wrzątku, zaparzcie w niej herbatę (może być z kota, aczkolwiek nie musi). Teraz już jesteście gotowi przejść od sedna sprawy – uzbroiwszy się w łyżkę pocznijcie okrężnymi ruchami Hobbita (tj. tam i z powrotem) mieszać w szklance brązowy płyn (najsampirw musicie jednak doń cukru nasypać, bo inaczej nic nie wyjdzie). Kiedy już łyżka zacznie się topić pod wpływem przeciążenia, a denko w szklance się przedziurawi zajrzyjcie doń (z kilku różnych kątów)... I wtedy zobaczycie cud! Najprawdziwsze tornado!!!

 

·        Mini wodospad

     Z wodospadem sprawa ma się podobnie – może i to nie będzie Niagara żadna (chociaż kto wie? Trening czyni miszcza, jak mawiają pijani poeci), ale zaklinam się na me serce kaprawe – będzie, na czym oko zawiesić. No i musze dodać, że TEN wodospad będzie hmmm... specyficzny, tj. okrągły. Naprawdę, możecie mi nie wierzyć, ale przekonacie się sami. Nad wodospadem specjalnie się rozwodził nie będę – w końcu wszyscy wiedzą jak wygląda i działa wodospad (mając z nim do czynienia chociażby w toalecie, albo podczas deszczu), więc przejdę od razu do tajników jego wykonania.

Zaopatrz się łowco drogi w talerz płaski, a przezroczysty. Gdyby talerz nie był brudny to już ogólnie sukces murowany. Następnie zaś udaj się z nim do łazienki/kuchni (no, tam gdzie kran masz), a podłożywszy go spodem pod wylot kranu odkręć kurek na maksa i rozkoszuj się przepięknym widokiem. Podpowiedź: aby zwiększyć rozkosz płynącą z możliwości oglądania tego cudu, obracaj talerzyk, kręć nim i machaj. UWAGA:, Phantasmagor nie ponosi kosztów/odpowiedzialności wynikających z faktu przemoczenia ubrania, ścian, sufitu i chaty sąsiada.

 

·        Erupcja wulkanu

     Jak zapewne jest wam doskonale wiadome – erupcja wulkanu nie należy do rzeczy bezpiecznych i przyjemnych, zaś obejrzeć jej też się za bardzo nie da (no, jeśli nie liczyć lamerskich filmów na Discovery) z uwagi na fruwające w powietrzu spore płaty popiołu i kurzu. Co wtedy? Z ratunkiem przychodzi Phantasmagor. Mój wulkan będzie bezpieczny, ekologiczny i bardzo fascynujący. Aby móc go stworzyć, wcale nie musicie być dziećmi Billa G. ani tym bardziej mieć skłonności do jackass’u.

Ażeby zrobić go w domowych warunkach, wymaga się: dużej butelki jakiegoś gazowanego płynu, niekoniecznie do naczyń (oraz – opcjonalnie – dorosłego opiekuna). Stanąwszy na jakiejś wolnej przestrzeni należy wstrząsnąć bardzo mocno butelką, po czym odchyliwszy ją maksymalnie od ciała odkręcić nakrętkę. I pamiętajcie – niech Ciemna Strona Mocy w postaci przemoczonego ubrania nie zmąci wam czerpania przyjemności z takiego małego cudu. Bo to cud jest, naprawdę!

 

·        Moje mamy

     Księżniczki „nZorki” Magdaleny oraz Bogini „asztaki” Julii wprawdzie stworzyć się nie da, ale należy im się zaszczytne miejsce w tym tekście ponad wszelką wątpliwość – są przecież obie cudami, i to w dodatku wcale nie małymi. Dlatego pamiętajcie – kiedy je zobaczycie pstrykajcie zdjęcia i chwalcie się znajomym, bo spotkanie z nimi to naprawdę przeżycie niezwykle wspaniałe i warte uwiecznienia (na taśmie i w pamięci).

 

 

 

 Małe (i duże) cuda przedstawiał, opisywał i stwarzał

Phantasmagor vel Rodzyn a.k.a Strzyga

 

 

PS. Buziaki dla KozaMana

PSS. Ave Chomiki!