I znowu nie wiem jak zacząć. Jedno słowo i tekst sam by popłynął. Jedno wystarczy. Ale dzisiaj go nie ma. Więc nie będę zaczynać. Bo przecież nie wszystko musi mieć początek dokładnie zdefiniowany w czasie i miejscu. Zwykle te najważniejsze rzeczy go nie mają. Te naprawdę ważne zaczynają się cicho, powoli rozwijają się, dojrzewają w cieniu krzykliwych kwiatów wydarzeń mniej istotnych. Są niepozorne. Wydają się bez znaczenia. Ale nie dla serca. Bo może i rozum przygląda się pięknym, kolorowym płatkom, wdycha zapachy i zachwyca się kunsztem i formą, ale ta druga część nas tak naprawdę czuje, że gdzieś tam w cieniu, dzieje się coś innego, coś magicznego. I stara się siłą o tym przeczuciu przypomnieć… Krzyczy do naszego mózgu tym nieokreślonym i nieuchwytnym przebłyskiem, tym ciepłem, które przez ułamek sekundy rozlewa się wewnątrz. Ale jest tak krótkie, że mamy wrażenie, że jednak się nie zdarzyło. I wolimy wierzyć w to, że tak było. Wobec tego, czy nic po sobie nie pozostawia? Skoro nasza wszechmocna Świadomość nie chce go uznać, czy jest sens tego wołania? Jest. Mimo, że nie pozostawia po sobie śladu w naszym umyśle, to odciska się głęboko tam, gdzie dociera tak niewiele rzeczy. Jest powodem tego, że idąc ulicą w deszczu uśmiechasz się do siebie, do ludzi, do nieba. Że nagle zaczynasz dostrzegać czerwone buty i zielone oczy, fioletowe chmury i pomarańczowe od słońca wieżowce. Że wśród spalin, czujesz niesiony z daleka zapach ciastek. Że czujesz, że wszystko będzie dobrze.
Ale mimo to cały czas mamy wątpliwości. I Ty i ja. Ale wątpliwości i obawy pochodzą zwykle od rozumu. A on, paradoksalnie, jest głupcem. Więc nie zwracaj uwagi na jego narzekania, nie pytaj „a co jeśli”. Bo czy to ma jakikolwiek cel? Czy nie lepiej przestroić swój wewnętrzny odbiornik na to ciche wołanie, które mimo, że jest znacznie rzadsze, to oznacza wiele więcej? Nie lepiej przyznać, że pewnych rzeczy po prostu nie trzeba, nie da się zrozumieć, że to wcale nie o to chodzi? To prawda, życie jest poszukiwaniem odpowiedzi. Bez tego byłoby bezsensowne. Ale czy naprawdę jesteśmy w stanie wytłumaczyć wszystko? A co jeśli pewnego dnia okaże się, że świat to jednak nie tylko liczby, prawa, przyczyny i zasady? Im natarczywiej będziesz dążył do zrozumienia za wszelką cenę i im dłużej będziesz to robił, tym bardziej będziesz wydawał się sobie ułomny… Ale czy to naprawdę jest ułomność? Człowiek ułomny to nie ten, który nie rozumie, ale ten, który nie potrafi przyznać tego, że nie wszystko da się zdefiniować. Chociaż, czy słowo „ułomny” jest odpowiednie? Nie. Odpowiedniejsze będzie „nieszczęśliwy”.
Więc czasem zamknij oczy, wyłącz choć na chwilę małą elektrownię w swojej głowie. To trudniejsze niż się wydaje. Bo naprawdę wielkiej odwagi wymaga stawienie czoła sobie samemu.


Martika