:: Słowem wstępu
Ooo, jak mi się nie chce pisać wstępniaka...
Do tej pory to byla lanserska robota, pisanie wstępniaków do magazynu, którego samemu się nie składa. To taki lans w postaci czystej - taka próba zapełnienia swoim jestestwem magazynu, ktory się współtworzy. "Jeszcze ja, ja chcę sobie popieprzyć bez sensu!!!" Teraz zaczyna mi to zalatywac niemalże obowiązkiem. Obowiązków z natury nie lubię i jestem pod tym wzgledem niereformowalny, chociaż są takie obowiązki, które jesli juz biorę na siebie, to z przyjemnością.
Składanie PP jest jednym z nich. :)
Metis, jak pewnie zauważyliście, albo dopiero zauważycie, znów na wakacjach - ale tym razem poszedłem po rozum do głowy i zamiast robić wszystko na ostatnią chwilę, zrobiłem na przedostatnią. :)
Nie chcę się wdawać w szczegóły, ponieważ dla mnie nieważnym jest, kto nowy numer Periodyku odda do Waszych rąk - ważniejsze jest, abyście Wy mieli co czytać. A nie jest wcale najgorzej - w porównaniu do ostatniego numeru, powiedziałbym nawet, że świetnie. Wena zdradliwa wypełzła gdzieś spod listopadowych liści, przebijając się przez grudniowe śniegi i - voila! Wierszy mamy kilka udanych naprawdę w tym numerze - debiutów tym razem brak, ale dobrze zwrócić uwagę na przykład na sześć wierszy martena. ;)
Wasz naczelny tym razem wyrobił się i dział Wieszczowski powraca do łask - chwilowo poszukujemy materialów do kolejnego cyklu, który już... niebawem. :) Myślę jednak że choćby magiczne wiersze Leśmiana w sam raz nadają się do lektury w dlugie, zimowe wieczory, kiedy to śnieg prószy za oknami, a bezdomni szukają miejsca w pobliskich aresztach śledczych. W zalezności od tego, z czym nam się zimowe wieczory kojarzą, można zawsze poczytać Asnyka, bądź Norwida, tudzież Edgara Poe. Za oknem sypie lub nie, w zależności od szerokości geograicznej, a ja patrzę na resztki topniejącego śniegu przed moim blokiem i próbuję zgrywać jasnowidza - nabrać was, że numer, który czytacie powstał wlaściwie parę dni temu. Tori Amos jest za to niestrudzona i w cały ten zimowy pejzaż wbija się i utrwala wrażenie...
Icicle, icicle, where are you going?
Where are you going?
I have a hiding place when spring marches in
Will you keep watch for me, I hear them calling
A żeby za poważnie nie było, zajrzeć powinniście do tegomiesięcznego Na Wesoło - szczęśliwie już pod redakcją Uniona. ;) Zauważyć się daje mimo wszystko, że jesienna deprecha odbija sie trochę na narodzie i satyr zdecydowanie nadal za mało, ale liczymy na to, że poranne zimowe słońce przebijając na wylot plaster płatków sniegu uzdrowi napoczętą sjestę. Znaczy... eeee... dobra, poczytajcie lepiej martena. :P A kiedy już wam się wszystko znudzi, wylączcie kompa, idźcie do ludzi... tylko nie zapomnijcie o nowym odcinku Teatrum mojego skromnego autorstwa. ;) Brak Asiowego działu międzywersowego może nas smucić, ale mamy nadzieję, że cała reszta wam to jakoś zrekompensuje.
Teraz nic, tylko wyciągnąć łyżwy i poszusować po lodowiskach wyobraźni - warto przy tym włączyć rejestrator, który potem wrażenia przekuje w niezapomniane wiersze. Następnie zaś, warto udać się na forum Apostrofu, do którego link widnieje tuż obok, w miejsce starego odnośnika do strony Periodyku. Tam właśnie, na tymże forum - przypominam - można publikować swoją spuściznę i liczyć na rady oraz opinie kolegów po piórze. Wiersze tam umieszczane mają oczywiście wielką szansę na publikację w PP. ;)
Wyobrażam sobie mistrza Zen podczas kontemplacji, czujnie wpatrzonego w lodowy sopel...
Getting off getting off, while they're all downstairs
Singing prayers, sing away
He's in my pumpkin P.J.'s
Lay your book on my chest
Feel the word feel the word
Feel the word feel the word
Feel it...
- Obywatel
PS: Okładka przedstawia zimową rezydencję Stachury i Bruna - chodzą słuchy, że dom wynajmuje im niejaki Ozzy Osbourne...