ART SKŁADAJĄCY SIĘ Z SAMYCH WSTĘPÓW
Był sobie taki żużlowiec. Nazywał się Nicki Pedersen. Pedersen Nicki był żużlowcem
zajebistym, ale i kontrowersyjnym. Niektórzy mówili, że jeździ po chamsku i rywali wpycha
w bandy. Ja mówiłem że tylko brawurowo, a żużel to sport, w którym brawura jest potrzebna.
Nicki w bieżącym roku jeździł w Marmie-Stali Rzeszów i był najlepszy w drużynie. Gdyby go
nie było, Marma w okolicach października jeździłaby pewnie o utrzymanie a nie w strefie
medalowej, bo zdarzały się mecze, w których robił dla drużyny połowę punktów. I tenże
Nicki Pedersen, w najważniejszym, jak się okazało meczu sezonu, o brązowy medal z Atlasem
Wrocław, miał wypadek w pierwszym biegu, po którym nie pokazał się już na torze i Rzeszów
sromotnie przegrał. No cóż. Na Marmę przed sezonem nikt nie stawiał. Co więcej, wszyscy
skazywali nas na co najwyżej baraże. I słusznie, bo poza Nickim wszyscy zawodnicy byli
niepewni. Ale objawił się jeszcze jeden niezły fighter, tej reszcie większość meczów wyszła
lepiej niż gorzej, a pozostałe punkty potrzebne do uciułania zwycięstw na własnym torze
dostarczał Nicki, dzięki niemu też nie odstawaliśmy tak bardzo na wyjazdach. Parę drużyn
się sypnęło, jak Tarnów na przykład, no i dociągnęliśmy do medalowej czwórki. A w niej,
o dziwo, przejechaliśmy się już raz po Wrocławiu. Drużyna zaczęła się rozkręcać rzeczywiś-
cie. I nagle jebło się wszystko. Marzenia o medalu sypnęły się jak domek z kart. (Jest
jeszcze rewanż za tydzień w Rzeszowie, ale to, że zdobędziemy dwa razy więcej punktów niż
Wrocław, jest niemożliwe nawet ze zdrowym Nickim.) Przy okazji wyszło na jaw to, co
wiedział każdy - że drużyna rzeszowska nie ma tak naprawdę nic i nikogo poza Pedersenem,
a reszta to były tylko fuksy. I jak jego zabrakło, to leżeliśmy z kwikiem. Stało się więc
zadość sprawiedliwości. I tak byliśmy rewelacją rozgrywek. Czwarte miejsce to sukces. Teraz
można pomysleć przed nowym sezonem, kupić kogoś rzeczywiście dobrego... Tak, nie jest tak
żle, jest sprawiedliwie i prawie.
Może i jest. No ale KUUUUUUUUUUUURWAAAAAAA!!!!!!!!!!! No tak blisko
było!!! Nie
mogło się nam udać? Byłby medal, mimo że przed sezonem marzyły o tym tylko ścięte głowy,
może włodarze rzeszowskiego żużla stwierdziliby wtedy, że oprócz tego iż nabijają sobie
kabzę, to i w sporcie coś się udało osiągnąć i zamiast kleić drużynę na sezon i sprowadzać
jakichś weteranów po kontuzjach kupiliby kogoś rzeczywiście dobrego i daliby kasę na szkole-
nie młodzieży. Może przestałoby się w Polsce mówić że Rzeszów preparuje tor i uprawia takie
rzeczy jak Tarnów parę lat temu, kiedy to kupił sobie Gollobów, zdobył trzy mistrzostwa, a
potem Gollobowie zaczęli kręcić nosami, a sponsorzy ulotnili się jak szczury z tonącego
statku. Znikłoby przekonanie ze na tym Podkarpaciu to złodziejstwo i krętactwo. Ktoś by
zauważył że Marma staje się wiarygodnym klubem, a nie przyznał dyplomatycznie "I tak
mieliście dużo szczęścia. Teraz skupcie się na zatrzymaniu Nickiego i ściągnięciu innych".
Może i tak będzie, ale wątpię. Życie po raz kolejny każe nam się cieszyć pierwszym miejscem
poza podium i z optymizmem patrzeć w przyszłość.
Kończę ten przydługi wstęp tyczący się jakiejś nikogo nie interesującej prowincjonalnej
dyscypliny sportu i przechodzę do drugiego wstępu. Ostatnio zapieprzam w Macu po dziesięć
godzin na dzień. Wkładam mięso do oleju, zwijam tortille, solę rybki i takie tam pięć rze-
czy naraz robię. Ktoś by mógł zapytać, po co do cholery pracuję w McDonaldzie, a nie gdzie-
kolwiek indziej. Dobre pytanie. Nawet nie znam odpowiedzi. A bo miałem go blisko, dwadzieś-
cia minut drogi od domu, bo kasy potrzebuję i nie chcę się nudzić wieczorami, po tym gdy
rankiem przeglądnę z dziesięć portali albo zostawię w kadrach z osiem cefałek szukając
poważnej roboty. Takie tam, nieważne. Zapieprz jest fajny. Osiem godzin roboty dziś,
dziesięć jutro, potem idziesz zmachany do domu i popalasz papieroska, jak on wtedy smakuje.
Full romantyzm. Jak ten robotnik rannej zmiany ze Stachury. Do tego mozna wypić z litr
Sprite`a dziennie za free :) Więc zapieprzam i z optymizmem patrzę w przyszłość. Tyle złego,
że nie dam rady urwać się do domu na wybory. Zasadniczo nie ufam już żadnej partii,
właściwie to nigdy żadnej nie ufałem. Lewicy nie lubię za przeszłość. Uważam, że na lewicę
mozna zagłosować z rozumu a nie z serca, a ja bym jednak wolał z tego drugiego. Poglady mam
prawicowe, przedkładam indywidualizm nad kolektywność i kręgosłupy moralne nad zbiorowe
porozumienia. Dwa lata temu wybierałem mniejsze zło i jak sobie myślałem że mniejsze
i większe zło pochodzi w prostej linii od tych, co niedaleko od miejsca gdzie teraz siedzę
klecili dzisiejszą Polskę, to się we mnie gotowało i gdybym dwudziestego pierwszego był w
Rzeszowie, to bym postawił krzyżyk przy LiD jednak. Ale nie będę, może i dobrze. Może za
cztery lata na lewicę, jeśli będę musiał. Na razie więc nie ma o czym gadać. To o czym
gada PiS i Platforma, pomijam. To tutaj nieistotne. Ale w jednym to oni się zgadzają.
Platformie PiS był wielce potrzebny przez ostatnie dwa lata, bo to dzięki niemu nabrała
wyrazu, Wcześniej nie miała go w ogóle. Powinni zmienić nazwę na antyPiS. Bo wirusem
epidemi PiSowskiej chyba też się zarazili. Widzicie jak jest. My zrobimy lepiej. To chuj
że wszystko wygląda inaczej, ale my wam mówimy że jest dobrze. Wierzcie że będzie lepiej,
z optymizmem patrzcie w przyszłość. Będzie prawie i sprawiedliwie (to PiS) albo będzie
naprawdę prawie i sprawiedliwie, bo PiS wypaczył te dwa słowa (to Platforma). A o trzecich
siłach nic, bo na wybory nie pójdę, więc o nich nie gadam. Jeszcze tak prywatnie panom
coś powiem - już nie wierzę ani wam ani wam. Wy platfusy nie macie jaj i jakbyście się
dopchali do władzy, to moglibyście skończyć albo jak kaczory, albo jak postacie z koszmaru
kaczorów, tego o utracie suwerenności, Niemcach na zachodzie i śląsku itp. już jeden eks-
peryment żeśmy mieli, właśnie z panami kaczorami. To była jakaś tymczasowa opcja, która
wcale nie musiała się zdarzać. Chyba że po to żeby się rozpieprzyć z hukiem i żeby się
paru skompromitowało definitywnie. Więcej takich opcji nie chcemy. A wy kaczory, to jużeś-
cie spieprzyli tyle, że kto jeszcze wierzy w waszą bajkę, jest albo głupi, albo patrzy
w przyszłość ze zbytnim optymizmem. Jak dalej będziecie mówić jedno, a w rzeczywistości
wasz przekaz będzie brzmiał "Cieszcie się tym co macie, i optymizm przede wszystkim, a
my i tak robimy swoje", to ostaną się u nas tylko pustelnicy i masochiści, takim ten
przekaz pasuje. Ja też stojąc nad fryturą pomyślałem sobie parę razy "mnie się nie chce
i ja zostaję w Macu do emerytury", ale ja niestety pustelnikiem nie jestem, może kiedyś,
a masochizm trzeba było zostawić w Rzeszowie:). O polityce pewnie napiszę jakiś art za
cztery lata, jak już się to wszystko pieprznie i skompromitują się obie strony do reszty.
Może wtedy nie będzie mniejszego czy większego zła ani żadnych takich, ktoś nam powie na
czym realnie stoimy i na czym realizm polega. A jak za olimpiadę wygra znowu jakaś mutacja
kaczorów, a ja uchowam się w Gdańsku, to wsiądę na prom do Karlskronny.
Dobra, wstępu by było na tyle.Idżcie na wybory, powiem wam, choć to nieistotne bo już
były. Głosować zawsze się przyda. Może coś ciekawego z tego wyniknie, jak z jazdy Marmy-
Stali w tym sezonie.
Pora kończyć arta. Gdy go czytacie, jest jakiś koniec listopada. Nicki miał jeszcze
w dniu wypadku prześwietlenia w szpitalu i nic nie wykazały, może tylko ma coś z oboj-
czykiem, ale go nie złamał. ciekawe kto jest w Polsce u władzy. Ciekawe czy jeszcze
pracuję w Macu czy w jakimś urzędzie albo firmie i czy dalej z optymizmem patrzę przed
siebie, czy stałem się już pragmatycznym realistą. Do czego mnie, kurde, zawiedzie :)
Donald
1-10-2007.