DEGRENGOLADA - Vol. 2:

TABLOIDY

 

Po co komu jakaś Wyborcza, Dziennik, Nocnik, Fakty i Pierdy, Newsweek, Polityka i inne badziewia? To każdy sobie może w dowolnej chwili przeczytać, ocenić, porównać, opisać... tez mi coś. I zweryfikować łatwo, czy pan X na pewno czytał w takiej, dajmy na to, GW, artykuł taki i taki, bo na przykład owego artykułu tam w ogóle nie było (tudzież pan Y użył go zamiast srajtaśmy i stąd przeoczenie). No i co za frajda z czegoś takiego?

Nie znacie się, tyle wam powiem! Teraz to się czyta lokalne brukowce. Nasz powiat, nasze sprawy, nasze rozterki, nasze problemy, nasze kamienice, nasze dziurawe drogi, nasze karaluchy, WRRR!!!

Gazet dobrych jest jak na lekarstwo, za to pierdołowatych nie brakuje. Cóż zrobić jednak, gdy te pierdołowate właśnie roztrząsają sprawy bieżące, opisują "sprawy pierwszej potrzeby" w skali bardziej mikro niż makro? Ano, kupować. I nie wybrzydzać na poziom, sztampę, brak ciekawych felietonów, i te de, i te pe. Zresztą, narzekać i ja zamiaru dzisiaj na to nie mam.

"Express Ilustrowany" to właśnie takie badziewo lokalne, do kupienia na terenie województwa łódzkiego. Jak na lokalną gazetę trzyma się i tak nieźle ("Dziennik Łódzki" nie jest tak poczytny) i jest czymś w rodzaju "Głosu Pomorza" na miarę naszych możliwości. Gazetce pomaga kawał ogona historii, jaki za sobą wlecze - istnieje od 1923 roku (wtedy jako "Express Wieczorny") i pamięta czasy, w których redaktorzy mogli opisywać pierwsze strajki robotników w łódzkich fabrykach. :) Nakładu ma całkiem sporo, ale od dawna jest "kontrolowany", więc zwykły szarak nie orientuje się w liczbach. Wydaje sześć numerów w tygodniu - wszystkie mają po 32 strony, tylko numer piątkowy ma jakieś dwa razy więcej. Kosztuje nie tak wiele, bo dokładnie 1,10 (razem z VAT :)). Nie pamiętam, kiedy zobaczyłam tę gazetę po raz pierwszy, bo moja rodzina kupuje ją już od pokoleń - ot, siła przyzwyczajenia. Nie, nic w niej "kultowego", żadnych wspomnień też nie przywołuje, nie było jakiegoś siadania przy świetle lampki naftowej z trzęsącym się dziadziusiem, który czytał wszystkim artykuły, jak przy jakimś ognisku. Nie nie, dziadziuś, jeśli już, preferował w ostatnich latach swojego życia czytanie, owszem, głośne, ale w samotności. Poza tym, wzrok mu się stępił trochę, toteż w tych swoich brylach mógł nagłówki czytać jeno. Nagłówki "Express" zawsze miał badziewne i obliczone na tani efekt, ale w intonacji dziadziusia przynajmniej śmieszyły. Właściwie to tylko tyle wspomnień, no.

[teraz jakiś rzewny fragment winien nastąpić, z cyklu "ale nie ma już dziadziusia... odeszedł, jak ja to mówię, zmienił miejsce zamieszkania" - ale ja jestem amoralna i tak dalej, przykro mi]

Właściwie to czytam "Express..." sporadycznie - do śniadania, czy obiadu, albo i dla zgrywy, bo we mnie tak czy siak gazety wywołują odruch obronny i na długo nie przyciągają. No to patrzę sobie na pierwsza stronę sobotniego wydania, numer 216/2007 (23685 numer w ogóle). Zawsze jest jakiś temat numeru, z najbardziej tłustą czcionką - tym razem to "STRAŻ OBYWATELSKA ZAMIAST MIEJSKIEJ". Strona piąta, się obaczy, ciekawe. Chcą mnie strzec? :) "Pomorska już otwarta" - fajnie, jedną ulicę w tym chorym mieście wreszcie zrobili, ciekawe co z resztą (chociaż, kiedy wy to czytacie, pewnie już po sprawie). "Podróże z modą" - tja, jakiś pokaz w centrum handlowym, pokaz bielizny, łał. Zawieszam oko na moment, siłą rzeczy, bo panienki trochę anorektyczne, ale jakoś tak estetycznie wyglądają. No, mogą się podobać. Zawieszam oko na dłużej - eee, już nuda.

Teraz warto przez chwilę poprzejmować się jakimiś politycznymi czy społecznymi pierdołami, nie ma co! Ale zawsze na początku jest lajtowo - ktoś wpadł pod tramwaj i zrobił jeszcze awanturę tym, co mu chcieli pomóc. A co tam, dobrze że nie zrobił awantury temu tramwajowi, mógłby się jeszcze biedak zamknąć w sobie i ludzi nie wypuścić. Inny news - łódzcy księża mogą już odprawiać mszę w rycie trydenckim, (dupą do wiernych i po łacinie) ale nie chcą. No, potężna wiadomość, okazuje się, że jest na świecie około 200 tysięcy lefebrystów, czyli takich, co to nie zaakceptowali w ogóle Soboru Trydenckiego, więc taka msza mogłaby ich przyciągnąć do kościołów. Ciekawe ile wynosi odsetek ludzi, którzy nie zaakceptowali faktu śmierci Elvisa, tudzież tych, co wciąż nie mogą pogodzić się z tym, że Ziemia jest okrągła.

Jakiś narwany Zieliński ma plan, co by wprowadzać u nas amerykańskie wzorce - Straż Obywatelska nie miałaby wcale zastąpić Miejskiej, (jak wiemy z okładki :)) jeno ją wspomóc. Chce, żeby działali tam emeryci i renciści, pracujący społecznie - no i tacy powiadamialiby Panów Władzów o różnych aktach przemocy na osiedlach i nie tylko. Pomysł pomysłem - ciekawe jak długo pożyje jakiś umundurowany (bo mają mieć szpecjalne czapki i kurtki) dziadek w godzinach wieczornych na Bałutach, albo w głębi osiedli dziesięciopiętrowców. Ale nie ganię dnia przed wschodem, bo a nuż widelec się mylę. ;p Ech, porządek i bezpieczeństwo - myślę sobie - to mi się tak strasznie z PiS-em kojarzy, nadal nikt nie ma pomysłu, jak wyeliminować tę całą przestępczość od wewnątrz, likwidując przyczynę... no to wszyscy likwidują skutki.

Skutki picia wódki są natomiast nie do zniwelowania. :)

Spodobał mi się za to artykuł "Bush broni irackiej strategii". Bo Georgie ma fenomenalne poczucie humoru - powiedział, że jego strategia względem Iraku jest dobra i, uwaga, ZACZYNA PRZYNOSIĆ SUKCESY! Cóż, dobre i to - po ponad pięciu latach kampanii. :) Zdrówka.

Dalej, strasznie ciepły i przyjemny wywiad z panem, co to stoi przy szkole i przeprowadza dzieci przez jezdnię w tym kiczowatym, pomarańczowym ubranku. Dostaje 640zł na rękę, ale mu to nie przeszkadza, bo został mu tylko rok do emerytury. A kierowcy, kiedy prują siedemdziesiątką przez Karolewską, bluzgają na niego ile wlezie. Za to, że przez niego muszą zwolnić do regulaminowych 40. :)

Niejaki Krzysztof Stangierski jest rzekomo Najlepiej Ubranym Łodzianinem Roku. Wygląda jak jakiś klon Poniedzielskiego, tyle, że zgarbiony nie chodzi. Ja się na ubiorach nie znam, ale jak dla mnie, garnitur w paski plus okulary to obciach i pretensja aż miło. :)

Jeszcze jeden akcent, w nawiązaniu do projektów obywatelskich - W łódzkim pogotowiu ratunkowym krąży czarna lista niebezpiecznych adresów - miejsc, w których pobito załogę karetki. Ledwo kilka miesięcy mija, a już jakichś 10 lekarzy oberwało po mordzie. Przy ulicy, nomen omen, Obywatelskiej (na takiej zadupnej dzielnicy miasta) wezwał ktoś karetkę do starszej kobiety, co to niby miała problemy z oddychaniem, a na miejscu pan lekarz oberwał od jakiegoś nadgorliwego pijaczyny w twarz i stracił gacie na domiar złego. Wizja losu emerytów w służbie społecznej nabiera czarnych barw.

Samochody, zielsko, program TV, ogłoszenia, programy kin i teatrów, sport. Sama nuda. Ale nuda to jakże potrzebna, w końcu są też pasjonaci, którzy zamiast wydać parę złotych na Auto Świat, wolą prześledzić sobie zdjęcia nowych furek w "Expressie". Podobnie jak można zrozumieć tych, którzy zamiast kupić sobie Playboya, czy Maxima, wola gapić się na jedno w tygodniu zdjęcie jakiegoś paszteta, podpisane "Dziewczyna z Sąsiedztwa". No cóż, jak się nie ma co się lubi... ;) Ech. Widzew przerżnął z Legią, spadając na piętnaste miejsce w tabeli ekstraklasy. A ja im na pohybel życzę, co by spadli do drugiej ligi. Albo, żeby spadła druga drużyna z miasta - ŁKS (16 pozycja :P). Nie będzie derbów, będzie mniej okazji do naparzanek, a i tramwajem pojechać będzie można bez strachu, że go zaraz "pejsy" wywalą z torów. I niech nie będzie niczego. O!

Moje wtręty o Kononowiczu utwierdzają mnie w przekonaniu, że ten jego program to jest jednak genialny. :)

Sobotnie wydania gazety mają dwa atuty - pierwszy to zdjęcia prasowe ze świata, (rany, w Bawarii taka ładna jesień... i 20 stopni w dodatku) drugi zaś, to dodatek lokalny. Nazywa się toto "Bliżej Ciebie" i obejmuje wydarzenia z całego powiatu (Brzeziny, Koluszki, Rzgów Tuszyn). Wychodzi raz na tydzień, ma 16 stron i za cholerę nie jest wyczerpujące. A powinno być, bo to zawsze jakoś bardziej do człowieka trafia, a i czasem przeczyta w gazecie o tym, czego za oknem nie widzi. Sama tak mam - moja wioska mieści się kilka kilometrów od większego miasta w okolicy, przy odrobinie dobrych chęci jestem zupełnie odcięta i wisi mi wszystko, co dzieje się dookoła. Tym chętniej sięgam co tydzień po ten badziewny dodatek, bo przecież ja też mam prawo wiedzieć, co w okolicy piszczy :)

"CZTERY KONCEPCJE" - literki z pierwszej strony. Oj, jak ja bym chciała, żeby wreszcie ktoś zrobił coś z tymi Brzezinami... To miasteczko położone na drodze 72 (przelot z Łodzi na Rawę Mazowiecką w kierunku Wawy) ma jedną wadę - bywa trudne do przejechania. Teraz słyszę, że ma powstać obwodnica, ale panowie urodzili sobie jakieś cztery koncepcje. Eeech, zatwierdzą jedną do 2008, zbudują, jak dobrze pójdzie, w 2011, a w 2012 będzie koniec świata i w pizdu, nikt sobie nie pojeździ. ;p Parę razy przejeżdżałam przez Brzeziny rowerem - i chyba tylko w ten sposób można je bezproblemowo pokonać. Na szczęście, nigdy tam nie stałam - to miasto charakteryzuje się totalnym brakiem miejsc do łapania stopa, a tiry walą przez sam jego środek, bo nie ma innej drogi. Same chodniki, brak pobocza w promieniu kilku kilometrów, chociaż to droga krajowa, jakieś dziwne skrzyżowania, prawie jak serpentyny... Oj, ludzie, jeśli łapiecie cokolwiek na siedemdziesiątce dwójce, na Rawę lub na Łódź, nie bierzcie nikogo, kto jedzie tylko do Brzezin. Taka mała rada. :)

A w podłódzkim Tuszynie jakieś prace archeologiczne, bo rzekomo szukają dworku ze średniowiecza. I dobrze, niech szukają, studenci przynajmniej będą mieli praktyki. Sama właściwie o mało co nie zostałam takim archeologiem od siedmiu boleści, ale po bardzo krótkim namyśle doszłam do wniosku, że jednak etnologia to jest to. :) Grzebologiem (grzebolożką?) nie będę więc, ale im kibicuję - zwłaszcza że od jakiegoś czasu trwają wykopaliska pod placem budowy IKEI w Pabianicach. I nawet zdarzy im się tam cos znaleźć! Ale co tam archeologia, zobaczmy, co się w Małych Newsach dzieje - makroskala jednak trochę tu przenika - wybory wszak się zbliżają, a tu bach, będzie więcej komisji i obwodów wyborczych! No, co za radość! :)

Kiedy wy to czytacie, jest już po wyborach. Ale nie mogę wytrzymać, mam jedyną okazję zajrzeć w przyszłość i zadać wam pytanie - ej, kto wygrał? :)

Kochane są te wszystkie informacje o festynach, wydarzeniach na skalę wszechświata, wzmianki o koncercie Trubadurów w koluszkowskim liceum - uwierzycie? Poznakowski odszedł z zespołu, (pewnie miał dosyć odjazdów Kowalewskiego - zresztą, kto ich nie ma dosyć) a dziadki na jego miejsce dokooptowały sobie, jak na ich warunki, młodzika (33 lata). I teraz sobie śmigają, jak za dawnych lat, ubrani jak krasnoludki. A ja wiem, że Lichtman też rzuci to w cholerę, bo mam pewne tajne informacje, ale o tym cicho sza. :)

Tak, w gminach coś się dzieje - miło latem łazić po różnych imprezach, dni Gałkówka, dni Tuszyna, dni Jeżowa, i tak dalej... małe miasta potrafią zadbać o prezencję, chcą być zauważone, pokazują swoich strażaków, jak to na pokaz ogień gaszą, (a potem się stodoła pali...) czczą rocznice bitew, a nawet - jak w tym roku - włączają się do programu Festiwalu Czterech Kultur. Oj, olałam ja ten biedny festiwal cienkim moczem w tym roku, mea culpa, biję się w piersi i postanawiam poprawę. Ale prawdą jest, że bycie w trasie kusiło bardziej, a repertuar tak rozległy i rozbuchany, że nie wiadomo na co iść. Tym, co nie wiedzą, czym jest ten festiwal, wyjaśniać mi się nie chce, poszukajcie sobie googlem. ;p

A w Brzezinach... Dożynki! Dorzynają ostatnie świniaki, się znaczy - prosto od Tuxa, jupi! :) Ale zdjęcia, ale fotoreportaż, ale folklor! Chleby i sole, rustykalizm pełen, chóry Starych Bab, śpiewające Kiedy Ranne Wstają Noże i takie tam. Ale przyjemne to, bo nażreć za darmo się można i przy okazji podumać sobie pod kątem przyszłych studiów. Struktura etnograficzna Brzezin i okolic... Hm... ;p

A w dziale Sport omijam wszystko szerokim łukiem, jak zwykle. Patriotyzm lokalny tylko każe mi spojrzeć, jak sobie radzi LKS Różyca, bo mnie z tym sentymenty wiążą. :) Poważna sprawa, grają z drużyną z Pabianic, a u nas to powaga jak się patrzy, bo i we wsi stadion mamy! Niewymiarowy odrobinę i bez trybun niestety, a więc o awansie do V ligi drużyna i tak zapomnieć może - ale słuchajcie, jaki folklor! Normalnie legalnie przychodzą na mecze bandy czasami, piją po browarze i krzyczą... zgadnijcie? A figę! "Wi - dzew - Łódź! Wi - dzew - Łódź!". :) Nadmienić by należało, że grają z Koluszkami. ;p

Sympatycznie jak zawsze na ostatniej stronie - jakieś zdjęcia, które to niby błyskotliwe i śmieszne być miały, ale jakimś cudem nie są, jakieś skargi mieszkańców regionu, (słuszne skądinąd) jakiś felieton z cyklu "Ja, wójt wam to mówię...", czyli o tym, jak poskromić Dupę Maryni... I sru. Aaa, nie, przepraszam! W małej kolumience mamy jeszcze krótkie kawały, z adnotacją "można powtarzać". Hm, a czy można, to bo ja wiem, a jak ZAiKS mnie potem dorwie, to jak tu się tłumaczyć, że się jest grzeczną dziewczynką i się przepisów nie znało? Ja w każdym razie wolę kontemplować to w ciszy.

A jest co kontemplować - kawałów jest sześć, na sześć pozostałych dni tygodnia - tak to zmyślnie skonstruowane, co by jeden dziennie można było czytać. Frapująca rozrywka na pół dnia, spróbuj zrozumieć o co w tym dowcipie chodzi. Czyta się jeden, a potem się duma. A przynajmniej ja dumam - no, pierwszy z brzegu:

- Pańska połowica jest co dzień piękniejsza!
- Tylko że, niestety, co dzień coraz drożej mnie to kosztuje.

[miejsce na opętańczy śmiech i odgłosy spadania z krzeseł]

I tak właśnie zasiadam i dumam - podpieram brodę gestem filozofów i dumam. Medytuję, nawet bym powiedziała. I siedzę tak godzinę, dwie, trzy i za cholerę nie mogę się dopatrzyć tego, z czego powinnam się tam śmiać. :)

Zamykam gazetę, odkładam na bok. Łomatko, dawno nie przeczytałam niczego aż tak dokładnie. Mój ostatnio nabyty literowstręt nie pozwala mi czytać za dużo, oprócz rozmów z postaciami w Morrowindzie i Falloucie 2. Toteż dobra i gazeta, w końcu łatwiej się za to zabrać, niż za jakąś literaturę - chociaż rozrywka to średniej próby. Gdzieś tam na półce czeka na lepsze czasy "Etnologia Ludów Pozaeuropejskich" pana Kamockiego, ale, jak widać, chwilowo wygrywa Express Ilustrowany. :)

Ale kochajmy gazety, kochajmy lokalne szmatławce, bo inaczej oderwiemy się od korzeni, stracimy kontakt z naszym rejonem i w ogóle. Bo co z tego, że pani na matematyce prawi słusznie, że płaszczyzna jest nieskończona, ze wielka, że na całą kulę ziemską się ciągnie, albo i na płaszczyznę czasoprzestrzeni nawet, skoro znana jest jak świat długi i szeroki jedna prawda, że mój jest ten kawałek podłogi?

Ano nic. Koniec, kropka, bomba, kto czytał, ten hekatomba.

 

ObywatELLE