DEGRENGOLADA - Vol. 1:

SPLEEN

 

Oooo, jaka jestem rozpieprzona, rozpieprzona...
Wąchałam plastikowy papier wczoraj...
Tak bardzo lubię, łubudubu, łubudubu...
Prynk, prank, prunk, jeb.


Jak to sobie napisałam to mnie aż duma zżerać zaczęła. Artystka jestem, a co! Teraz normalnie sobie rączkę do całowania wystawiam, taka poezja, taki kunszt normalnie! :)

A teraz sobie na basie pograłam przez chwilę. Nie zawsze mam ochotę na pisanie tylko dlatego, że akurat edytor tekstu otwarty. Nie, wystarczy mi czasem, że otwarty on właśnie, a już wydaje mi się, że coś innego za mnie pisze, że te ładne dźwięki mi w słowa zamienia. Grałam sobie jakieś pierdy tym razem, niezwiązane z tematem, którego jeszcze nie ma. Ale od nieużywania instrumentu paluszki bolą, trzeba znów się wprawić, byle nie na chama. Z graniem na tym badziewiu mam tak, jak z pisaniem tekstów - mogę wyklepać praktycznie wszystko, bez składu i ładu, bez pomysłu, a tak czy siak po jakimś czasie coś z tego wyjdzie i się wykrystalizuje i w ogóle. Kiedy pomyślę sobie o motywie z "Twierdzy", to ten od razu sam się gra, kiedy zmienię go w myślach na motyw z "Deep Blue Sea" - też. A potem kompilacje jakieś wychodzą i w ogóle.  Z pisaniem jest tak samo, tyle że pisać mi odrobinę trudniej i ogólnie tak mniej mi się chce.

Bo pisać można rzadko i niechętnie przecież, o tym już Miłosz mówił. A ja generalnie to nie lubię Miłosza, ale przecież zawsze dobrze zacytować. :)

Czasami to się jednak zastanawiam, czy byłabym w stanie pisać o czymkolwiek innym, niż o pisaniu. Dla mnie to Czysta Forma, ale nie taka Witkacowska, tylko moja, taka bardzo mojamojamoja, teoria to tak zawiła i skomplikowana, że wszyscy byście pozdychali z nudów, jakbym spróbowała ją wyłożyć. Aaa tam, to bez wódki nie da rady.

Wódka - ooo, rzecz zbawienna. Właśnie wróciłam z trasy, byłam między innymi we Wrocławiu - i tam na Szewskiej dostałam od Uli taką grę, w prezencie jakby. Planszówka, polega na chlaniu ogólnie - na każdym polu gracz jest zobowiązany do wypicia jednej kolejki. Albo i dwóch. Albo i pięciu. W dodatku pól jest około 70, a niektóre potrafią cofać gracza o 20 kratek wstecz. O dziwnych poleceniach już nie wspomnę. Gra dla ludzi o mocnym łbie i nerwach, w każdym razie.

Do ostatniego pola dojdzie chyba tylko Kononowicz, bo jego organizm automatycznie likwiduje alkohol. :)

W trasie jestem tak jakby wyłączona, nie mam pojęcia, co się dzieje na świecie. Właściwie to gdyby we Wrocku nie włączono mi telewizora kilka razy w ciągu dnia, byłabym w totalnym zacofaniu. Ale kiedy wracam, to zawsze okazuje się, że nic się nie zmieniło, że dalej ta sama bida z nędzą i tak dalej. W Gdańsku było jeszcze ciekawie - tam dowiedziałam się, że rozwiązali Sejm, że jakieśtam buldoki walczą sobie pod dywanem, ale właściwie to niewiele poza tym.

A teraz słyszę, że w Koluszkach działa dwóch narwańców, którzy robią specjalne banknoty z facjatami rodem z naszej sceny politycznej - mało tego! Karykatury odwalają, aż miło popatrzeć. Kupić można u nich na przykład dwadzieścia Złotych Wszechpolskich z przepięknym ryjem Romana, dwieście Kurwików z mordką Pięknej Renaty, czy też obowiązkowe papierki z naszym Panem Prezydentem (i poniemieckim orłem o dwóch głowach z kaczymi dziobami). Uchachałam się nieźle.

Gdyby bardziej mi się chciało, napisałabym o czymś rozsądniejszym, albo po prostu konkretniejszym. Ale nie zawsze mi się chce. Jest 22:11, ja cieszę się, że wakacji zostało mi jeszcze aż dwa tygodnie z hakiem i z tej okazji gram sobie w Fallouta 2.



Tym razem pilnowałam się bardzo, żeby nie wyszło z tego nic sensownego. Jako, że zaczyna mi świtać w głowie jakaś konkretyzacja, to już lepiej skończę. :)


Obywatel (ObywatELLE)