japońskie kanji oznaczające demona ( Akuma )


Destinejszyn Nołer








Istniejemy w świecie bez żadnych wartości. Rodzimy się i umieramy wielokrotnie , pewni swej inności. Pewni swego Przeznaczenia , losu upadłych aniołów. Pewni nicości, która na nas czeka. Oto nasze życia, miliony zdeprawowanych istnień, samodzielnie się degenerujących. Staramy się ŻYĆ. Każda kolejna emocjonalna śmierć przybliża nam koniec. W ludziach łatwo jest obudzić gniew. Łatwo może płonąć nienawiść, a my jesteśmy jej paliwem, bardziej lub mniej. Pełni bezsilności, szukamy sposobu na przebudzenie się ze snu , niewidocznej , króliczej nory. Wszelkie negatywne uczucia stwarzają nas na nowo, stając się zarzewiem człowieka pełnego odmienności, a raczej produktem własnej imaginacji - bo nasza rzeczywistość, my sami ! - przestajemy już pasować do elementów układanki , nieskończonej ilości puzzli Życia.


Jak żyć , kiedy każdy dzień przynosi ci gniew , ból , cierpienia. Zaakceptuj to , albo odsuń od siebie. Wyrzuć ze swego serca, albo nastaw się na to, że to wszystko czego tak nienawidzisz i co tak bardzo kochasz, do czego tak bardzo przywykasz... zniszczy cię. Wypali. Spłoniesz na własnym stosie. Czarodziej życia przywiązany realnością. Egoiści są wśród nas. Dziesiątki, tysiące, miliony. Ludzie niechciani, jakimi się stajemy, tworzą ukrywający się gatunek - nową rasę homo nihilus, bo nic już dla nas nie stwarza ważnego celu. Nie ma w nas przyszłości, więc jak możemy ją dostrzec. Nieświadomi samych siebie, jesteśmy w stanie przegapić wszystko, nasze życia - i naszą śmierć. Tracimy więcej niż można sobie wyobrazić.


Kiedyś chciałem pytać ( i pytałem miliony razy , wrzeszcząc w umęczonej duszy ) jak to się dzieje, że "wszyscy są tacy nieczuli, beznamiętni...źli...?" Oczywiście , żadnej odpowiedzi. Chyba od początku jej nie oczekiwałem, a jednak musiałem mieć jakąś wizję nadzieji. Nawet beznadziejną. To wszystko tombak , tandeta. Taki już jest ten świat, to nie książka ani opowiadanie fantasy, tu nie będziesz herosem, nie władasz magią, nie zdobywasz chwały. Starasz się przeżyć kolejny dzień poza szaleństwem i poza nachodzącymi cię wizjami upadku tego świata. Otwierasz piwo albo zapalasz papierosa, pewny ,że nic nie jest tak szkodliwe jak parszywi ludzie, bo przecież o to w tym wszystkim chodzi. Wiesz, że sam się okłamujesz. A mimo to nadal tak myślisz, bo nie masz już sił aby zmieniać rzeczywistość. Łatwiej jest upaść niż wstać, a gdy raz stracisz wiarę w człowieka to nigdy już jej w pełni nie odzyskasz.


I choćbyś wierzył, każda kolejna porażka będzie cię zmieniać. Miażdżyć. Każdy element życia będzie cię zabijał. Spalasz się, spalasz. "Więcej ognia". Gdy już wszystko odrzucisz, gdy wszystko wywołuje tylko pusty śmiech chorej desperacji..."Ja tu nie pasuję". Jasne ,że nie. I nie będziesz. Możesz jednak - choć wcale nie musisz , bo to życie jest tylko w TWOICH rękach - chociaż próbować wierzyć, że istnieje szansa także dla ciebie. I nie musisz kochać otoczenia, mówiąc, że ludzie "są fajni". NIE SĄ. To wszystko jednak co myślisz, to najczęściej uogólnienia. Gdy się z nich uwolnisz, wyzwoli cię świadomość. Nie określę ci tego dokładniej, bo nie potrafię. Itnieje oświecenie. To nie "bajer".


Nie, ja się takim nie czuję. Nadal jestem człowiekiem, który nie wie niemal nic. I zapewne na krańcu mojego istnienia będę wiedział jeszcze mniej, albo będę istniał "teraz i zawsze" tylko na początku "drogi". Zawsze nowy początek, bo życie to tylko chwila. Zbyt szybko mija, aby je pochwycić. Zbyt szybko by w nim się zatrzymać. Nie ma wyjścia ani jednego rozwiązania. Nie powiem ci, jak żyć. Poznałem życiowe zakręty bardzo, bardzo dobrze. Znam każdy ludzki fałsz. Każde zakłamanie. Większość nie jest taka fajna, jakbyś chciał tego oczekiwać. Nie odpowie ci uśmiechem, nie poda ci ręki, nie pomoże, nie podejdzie. Istnieją też jednak tacy , którzy CHCĄ... a nie potrafią. Przełamać się. Boją się właśnie takiej reakcji, suchej obojętności lub agresji. Zamknięci w sobie trwają w ciszy. W bezsensie, tak. I najgorsze, że oni to wiedzą.


Są też tacy, którzy reagują tak jak ty. Myślą tak jak ty. Mają ideały, tak jak ty. Lub tak jak ty je tracą. Ciężko jest istnieć w masce paladyna w tym świecie, ale są jeszcze desperaci ,którzy próbują. Tych "fajnych" ludzi prawdopodobnie nigdy nie spotkasz, nie chcę karmić cię nadzieją. Stanowią drobny ułamek całego społeczeństwa. Ci ludzie, prawdziwi ludzie... są już na wyginięciu, to fakt. Jest jednak szansa, minimalna... być może uda ci się rozwinąć skrzydła. Spotkać kogoś, kto da ci wsparcie. Wyrwać z powszechnego brudu i skurwysyństwa. Masz szansę. Gdy jednak dołączysz do milczących szeregów... albo do młodych gniewnych... nie licz na zmiany. Chyba, że w sobie. Sam decydujesz o tym co odrzucasz. O tym jak istniejesz. Jako ktoś czy jako nikt. Jasne, bycie wrażliwym frajerem nie jest już w modzie. Więcej ci powiem , to cię zabije bardziej. Nie wytrzymasz. Ktoś cię w końcu z takim podejściem "samarytanina" dobije. Wyrwie ci śrubki i rozkręci ci mózg. Umrzesz. Zostaniesz zombie, nic się nie liczy, nic nie ma znaczenia. "Nic nie muszę wiedzieć, roztopiłem się bezmyślnie w otoczeniu".


No dobra, jakie są wnioski ? Mnie pytasz ? Oszalałeś ?



PS - Lepiej być kimś fajnym, żeby mniej nas skakało z mostów, ale to bycie fajnym to też samobójstwo, tyle, że długotrwałe.


PS - A jednak lepiej być fajnym. :P Fuck destiny.





kliknij aby wysłać mi maila



Piszcie. :) Maile kierujecie na adres bialymistyk@wp.pl , link jest zamieszczony tutaj


Dla zainteresowanych mój blog - www.bialymistyk.eblog.pl