japońskie kanji oznaczające demona ( Akuma )


Back to the primitive







Kiedyś czułem gniew pierwotny. Płonące we mnie ognie czystej wściekłości - irracjonalnie racjonalnej , paradoksalnej , nieskomplikowanej , ukierunkowanej na jeden cel. W zasadzie , brak celu. Pragnąłem wykrzyczeć co czuję ! Wrzeszczeć , wyć , uderzać ! Pozwolić dzikości wkroczyć do mojego serca. Uwolnić drzemiącą Bestię. We mnie istniało dzikie zwierzę. Czy mój gniew był złem ? Czy nie mogłem sobie pozwolić na założenie - prawie pewność - że mój świat nie jest MOIM ? Staczający się w bagno wszelkich , najbardziej płytkich rządz i pragnień , w pogoni za seksem , pieniędzmi , materializmem... Oto był człowiek jakiego spotykałem na ulicy. A teraz ? Stałem się kimś innym. Mója strona , moja druga stona - primitive - zaginęła gdzieś po drodze. Coś przygasiło mój płomień. Mój gniew. Nie , świat nie zmienił się na lepsze. Dalej spada ku Otchłani. Więc...dlaczego ?


Dlaczego na to pozwalam ?!...


Stępiono mi kły. Poraniłem pysk na kratach żelaznego więzienia. Wyrwano mi pazury. Nagięto mi kark. Na chwilę , na moment , starali się , bym upadł. Oni są wśród nas. Ich niesłyszalny szept ogarnia całe społeczeństwa. Niedostrzegalni. W cieniach. Prawie mnie złamali. Czym ? Rzeczywistością. Dając i odbierając nadzieję. Sprawili , że upadłem , i powstałem. I znów upadłem. I znów się podniosłem. Najpierw walka , potem rezygnacja. A co dalej ? Wiara w lepsze jutro ? Czy tylko próba ukojenia swego bólu , niemyślenia...? Życia "normalnego" , tak , jak każdy ? Czy to ma być wyjście ?

Powrócił do mnie mój Szał. Mój ryk wściekłości , pomruk gniewu. Odrodziłem się na popiołach dawnych dni , ale już nie jako ustatkowany , nic nie znaczący , prosty człowiek. Mam nie tylko ciało. Istnieje we mnie duch , który powrócił z wygnania. I tak jak chciałem umrzeć , a potem znów żyć... tak jak znosiłem zawód , by zmienić go w klęskę , melancholię a w końcu osobiste zwycięstwo - pozornego przyzwyczajenia do okrucieństwa życia i szukania w nim tych "dobrych" stron . na przekór sobie ! - tak teraz rozumiem , czym jest dla mnie rzeczywistość. Kraty w których mnie zamknięto , gną się. Pękają pręty stworzone z najtwardszych metali - obojętności i bólu. Dobro , które sobie wmawiałem. Przeświadczenie , że świat jest "fajny". Może inaczej - że nie do końca jest tak zły , jak sądziłem... Nie , to wszystko nie tak. To nie rozwiązanie.

Szukam wyjścia. Moje zrozumienie zła, istniejącego zła , powraca do mnie. Nie mogę się uchronić , i nie dam się już nigdy nawet próbować złamać. Zostaje mi tylko walka. I walczył będę. Zrozumiałem , jaki stałem się potulny. Jak akceptowałem mój los. Jak starałem się myśleć , że ludzie są inni , niż są naprawdę. Tylko niewielki procent z nas , ludzi , czuje w taki sposób , tak odbiera świat , by być czymś więcej niż bezwolną kukłą. Więcej niż Laleczką Chucky. Tak , zło jest łatwe. Zamierzam je niszczyć. Jak kiedyś.

Zapomniałem kim byłem , bo chcieli , abym zapomniał. Mój duch żyje we mnie , choć niemal umarł. Istnieje , dzięki matce Ziemi. Ona daje mi siłę. I ona domaga się zapłaty. Za krzywdy. Za ludzi , niszczących wszelkie przejawy dobra. Na ulicach widzę w ich oczach pustkę. Widzę ich obojętność , egoizm , szyderczość , bezmyślność. Widzę wszystko. Dostrzegam każdy element całości. Jest ich tak wielu. Czują się tak silni. Władcy świata , którzy nic nie znaczą.


Dla mnie są nikim.


Straciłem tak wiele na bezsensownych rozważaniach , zamiast kierować się instynktem który zawsze mnie prowadził. Na drodze życia byłem tylko pionkiem w grze innych. Sterowany przez ludzi niegodnych tego miana. Obudziłem się , ponownie. Przetarłem oczy , sen , czy jawa... Jawa , sen... Obłędne przemieszczanie scen. Jestem ponad tym. Ponad tym , co było. mój los w moicgh rękach i naiwność nie może mieć do mnie dostępu. Nieczułość ? Nigdy. Po prostu nie mogę pozwolić by czyjeś pragnienia wyznaczały moją Drogę. Ludzie , których znam , niech wierzą we mnie zawsze. Nigdy nie dam im upaść. Podtrzymam ich na kolanach , we krwi. Ludzie , których fałsz widzę , niech mnie unikają. Skończą w Otchłani. Prędzej , czy później. To bez znaczenia. A na krzywdy innych nie patrzę obojętnie. Nie potrafię. Tak , oni wciąż zdradzają. Lecz nie wszyscy. Przebudziłem się i żyję. Pozwalam sobie uwolnić moje instynkty. Moje prawdziwe ja. Współczujące , realistyczne , marzycielskie , spokojne , gniewne ja. Syn paradoksu powstaje , by zaistnieć na nowo. Zbyt wyrozumiały. Zbyt naiwny. Zbyt spokojny. Zbyt bierny. Pozwoliłem się urobić w kształt syna gliny. Ja , syn ognia. Ja , żywioł pierwotny.


NIGDY WIĘCEJ.



PS - Czy ktoś z was czuje , czuł kiedykolwiek , że traci swoje prawdziwe ja ? Czy ktoś czuł widoczną zmianę ? Czy czuliście lęk , przed utratą duszy ? Prawdziwego obrazu siebie ? Sztuczne uśmiechy , zafałszowane słowa... Otaczają nas , osaczają. Czy wiecie , ile w was kłamstwa ? Czy chcecie to zmieniać ?

PS - Wiem , że pewnie ten art nie przejdzie selekcji. A jednak... cóż , mam nadzieję na jakąś opinię z nim związaną. Bo naprawdę od niedawna czuję , że JA to już nie Ja taki jak kiedyś. Miałem taki okres życia , gdy nie wiedziałem kim jestem. Tzn. , jaki jestem NAPRAWDĘ. Co wyznacza moje Ego , itp. Wielokrotna schizofrenia , czy tylko zmiany nastroju , gdzie kończy się nastroj , a zaczyna charakter...? Bez odpowiedzi.




kliknij aby wysłać mi maila



Maile kierujecie na adres bialymistyk@wp.pl , link jest zamieszczony tutaj