Spójrz! Cóż za piękna dama - ten powab, szyk, styl. Oczy błękitne szafirowo, włosy złotem obsypane, rzucone na wiatr, targane ciepłą bryzą, usta gorące od ognistych pocałunków. Zwróć uwagę na jędrne, opalone letnim słońcem piersi zerkające zza dekoltu idealnie dopasowanej białej sukienki z falbankami. Piękne dziewczę, oh, jakże wspaniałe. Widzisz te nagie ramiona stworzone do całowania, te malutkie, zręczne paluszki, paznokcie pomalowane bezbarwnym lakierem, te drobne stópki, których najdrobniejszy ruch wprawia innych w drżenie? Słyszysz ten głos delikatny jak morska bryza wykrzykujący BIERZ MNIE, RŻNIJ MNIE.
Widzisz? Cera zniszczona alkoholem, tabletkami antykoncepcyjnymi i wczesno-poronnymi. Twarz poznaczona zmarszczkami po ciągłych uśmiechach przed kamerą, usta nienaturalnie rozwarte po przygodach z mężczyznami. Spomiędzy warg wystaje język, przyzwyczajony do tego, że tylko momentami siedzi bez zajęcia. Nogi powykrzywiane nienaturalnymi pozycjami, rozkraczone prowadzą w górę, ku maszynie śmierci, zabijającej tak wiele nienarodzonych dzieci, maszynie, która przy każdym zgonie niewinnej duszyczki doprowadza do spazmów szczęścia, orgazmów przyjemności.
Twoja kolej! Dotknij tej gładkiej skóry i poczuj jej chropowatości, blizny i zmarszczki od słońc solarium, chemii wstrzykiwanej prosto w ciało i umysł. Pocałuj jej wargi, te od ust, te od łona i poczuj kwaśny smak męskiego nasienia rozprowadzonego nierównomiernie na każdym milimetrze jej nagiego ciała, które odpycha i przyciąga zarazem perwersyjną pozą. Poczuj tę woń, odór mieszaniny tanich perfum, ludzkiego potu oraz ejakulatu. A teraz usłysz jak błaga swoim zniszczonym od alkoholu głosem: WEJDŹ WE MNIE! JESZCZE RAZ! Chcesz tego? Powiedz, chcesz?
Nie, nie odwracaj wzroku i przypatrz się tym żywym zwłokom, które wymiotują seksapilem z każdego otworu ciała. To u nich czar osobisty stał się turpistyczną klątwą, pozostawiającą w umyśle ropne krosty spaczonej osobowości, urok fizyczny wygiął się w groteskowe kształty obrzydliwych gargulców osadzających się na twarzy, zaś wdzięk personalny przeistoczył się w coś, co przyciąga do siebie ludzi tak samo jak lepra.
Wciąż chcesz jej dotknąć i słuchać jak szepce Ci do ucha słówka o słodkim zapachu zgnilizny? A może wolisz jej siostry, które każdego dnia oddają się lasom i drogom krajowym, zaś każdej nocy wymiotują żale do znienawidzonego świata, lub kuzynki, będące atrakcyjnymi manekinami domów użyteczności publicznej, gdzie z diamentowej szafki za kryształową kotarą możesz wybrać najbardziej interesujący Cię okaz samogwałtu psychicznego, duchowego i fizycznego? Jeśli nie, to zawsze zostają dla Ciebie ich ciotki i matki, sprzedające swe ciała kamerom filmowym i aparatom fotograficznym, by pokazać swe chore wnętrze jak największym rzeszom ludzi za jak najmniejsze pieniądze.
Teraz pewnie zapytasz mnie dlaczego tak traktuję te „kobiety”. A ja pewnie odpowiem Ci: „Bo nie ma świętości na tym świecie”, zrobię krótką pauzę i dokończę zachęcającym „Smacznego!”.