Człowiek to brzmi durnie

("Wydaje mi się, że myślę, więc wydaje mi się, że jestem" – Doorshlaq)



 Kiedy jesteś samotny, kiedy jest Ci źle, kiedy przeżywasz kryzys samooceny - włącz telewizor. Gwarantuję, że przepiękny blask bijący od ekranu rozjaśni Twoje smutne życie i że usłyszysz coś, co Cię podbuduje. Coś, co pozwoli Ci poczuć, że jesteś ważny, ba - najważniejszy na świecie. A co w tym wszystkim najpiękniejsze? To, że możesz usłyszeć te niosące radość nowiny z ust ludzi, których najbardziej lubisz i szanujesz - naszych polityków.

 Ostatnio na przykład spotkał mnie zaszczyt obserwowania kolejnej dyskusji o sprawie Rospudy. Panowie Lepper, Putra i inni, pełni zachwytu dla własnej elokwencji i inteligencji, wysnuwali coraz to cudaczniejsze argumenty na korzyść przeprowadzenia obwodnicy przez rezerwat dzikiej przyrody. W końcu któryś palnął, że to dobrze, że w Rospudzie lęgną się ptaki - niech się lęgną, bylebyśmy nie zapominali, że w Augustowie ludzie wdychają spaliny, a człowiek jest przecie ważniejszy od jakiegoś ptaszydła czy innych chronionych krzaczków. Oznajmił to tonem osoby przekonanej, że mówi rzeczy oczywiste. Któż bowiem miałby się nie zgodzić z takim truizmem?

 Jesteśmy - w odróżnieniu od zwierząt - bytami duchowymi, wzniosłymi. Zdolnymi do refleksji, zachwytu i czynienia dobra. Tak czy nie? Och, nie musicie odpowiadać, pytanie było retoryczne. Stykamy się przecież na co dzień z przejawami naszej duchowości. Wzrusza nas "Przeminęło z wiatrem" i muzyka Piotra Rubika. Rozczulają nas małe kotki. Żyjemy w pokoju i pomagamy sobie wzajemnie. Wczoraj na przykład dwaj Wszechpolacy okazali bohaterstwo i uratowali życie homoseksualiście, przestając go kopać. Ludzkość to miłość, braterstwo, tolerancja... Mógłbym tak jeszcze długo opiewać zalety naszego niepojęcie cudownego człowieczeństwa, gdyby nie fakt, że nie zniosę większej dawki pieprzenia we własnym wydaniu. Muszę zatem zacząć pisać choc trochę serio.

 Jesteśmy tak bardzo uduchowieni, tak? Dusza ma pierwszeństwo przed ciałem, tak? Spytajcie więc kogoś toczonego przez nowotwór, kogoś krzyczącego z fizycznego bólu, czy myśli o wzniosłych sprawach. Czy ma ochotę na posłuchanie ulubionej muzyki, pójście od kina bądź wysyłanie SMS-ów, z których dochód idzie na chore dzieci. Dusza ucieka gdzieś daleko, chowa się za ośrodkiem bólu i czeka, aż wszystko w ciele wróci do normy. Tyle o naszym uduchowieniu i niezależności od ciała. Głodny pomyśli najpierw o kanapce, a potem o ideach platońskich. Sramy, pierdzimy, rzygamy, wpychamy sobie do ust zmielone kawałki zwierząt, popijając je posłodzonym benzoesanem sodu, bekamy, gnijemy, konsumują nas tasiemce i owsiki, a uważamy się za tak wzniosłych i eterycznych. Chyba gdzieś pojawiła się literówka i nie jesteśmy stworzeni na Boski obraz, a na Jego obrazę. Choć właściwie należy pamiętać, że w naszym kręgu kulturowym bogami są media, bohaterowie mediów i pieniądze - więc ludzie sami kształtują się na podobieństwo aktorek z seriali, gwiazd sportu i modelek (błee, cuchnie tanim moralizowaniem. A fuj).

 Wszystko - jak zwykle - rozbija się o kwestię formy. Róznimy się od zwierząt szczegółami. Tym, że one siorbią wodę z kałuży, a my kupujemy sobie w sklepie mineralną o smaku zielonego jabłuszka. Że one chodzą nago, a my wymyśliliśmy sobie jakże niezbędną modę. Tym, że podcieramy nasze piękne dupy różowym, mięciutkim i pachnącym papierem, zdobionym gustownym, kwiatowym wzorkiem, miast po prostu postawic figurkę z brązu pod drzewem i pójść sobie dalej. Że one myją się w rzece, a my w kabinie z hydromasażem, używając Luksji z dodatkiem kremu nawilżającego. Ogółem - same pierdoły. Czy można twierdzić, że tak bardzo uświęca nas choćby umiejętność mowy? Zwierzęta też się przecież porozumiewają. To, że nie ględzą o filozofii czy polityce, nie zmienia faktu, że taki kontakt im wystarcza. A że tylko do podstawowych spraw? Cóż, przynajmniej nie znają raniących słów, politycznej poprawności oraz asertywności. Zazdroszczę im tego.

 Świadomość? Nawet jeśli założymy, że zwierzęta jej nie mają, to... Co w niej wspaniałego? Zdawanie sobie sprawy z tego, że kiedyś zeżrą nas robale, zadawanie sobie jałowych pytań egzystencjalnych i snucie rozważań o przyszłości? Depresje i wahania? Tylko my jesteśmy zdolni do bezinteresownej złośliwości i bezmyślnego okrucieństwa, czemu zatem mówi się o zabójcy czy gwałcicielu, że to zwierzę, a nie człowiek? Błąd - to człowek pełną gębą.

 Złożoność uczuć? Zwierzęta też mają uczucia (jeśli ktoś uważa, że nie, proszony jest o przejście do kolejnego tekstu). A ludzie... Cóż, z moich obserwacji wynika, że duża część ludzi zdolna jest do odczuwania co najwyżej znudzenia, złości, głodu i parcia na stolec, a jakieś abstrakcje w rodzaju miłości, przyjaźni czy prawdziwego zachwytu są jej obce. Przeciętny człowiek zna zapewne tęsknotę, przywiązanie, dążenie do bliskości, pożądanie, gniew, smutek, miłość macierzyńską... Ale te uczucia znają przeciez również zwierzęta! Spójrzmy na to z drugiej strony: ilu znacie ludzi, którzy naprawdę kochają? U których miłość nie jest zwykłą mieszanką przyzwyczajenia, przywiązania, pozostałości po pierwszym zauroczeniu i fizycznej żądzy? To jest ta słynna złożoność uczuć u większości z nas. Pominę już fakt, że naprawdę spora część ludzi prowadzi równie wielowymiarowe życie wewnętrzne, co stonka ziemniaczana. Jeśli komuś te słowa nie w smak, to niech się rozejrzy dookoła i zastanowi, o ilu osobach ze swojego otoczenia może powiedzieć, że mają naprawdę bogate wnętrze (uczuciowo bogate). Bo ja bardzo bym się ucieszył, gdybym mógł tak określić choćby 10% ludzi, których znam. Reszta kieruje się potrzebami fizjologicznymi i żądzą posiadania. Oraz instynktem, który powszechnie przypisuje się zwierzętom. Nie mam ochoty zagłębiać się w ten temat, ale jeśli kogoś to interesuje, niech poczyta sobie gdzie indziej, ile jest podobieństw między zachowaniem ludzi a sposobem działania innych gatunków. Innymi słowy: nie zachwycajmy się tak bardzo własnym człowieczeństwem, bo jest ono mniej wyjątkowe, niż zwykło się uważać. Przynajmniej w większości przypadków. Ale przecież nie o tym miałem pisać...

 Miałem pisać o tym, czemu uważam, że chronione ptaki czy rośliny nie są moim zdaniem mniej ważne od pańów Leppera i Putry (czy też od mieszkańców tego nieszczęsnego Augustowa). Ale to tak, jak uzasadniać, czemu deszcz nie pada do góry. O oczywistościach się nie rozmawia. Nam jest wygodnie ze świadomością bycia „naj”. Żadne zwierzę nie zaprotestuje, bo niby jak? Nawet Bóg jest z nami. Mieszkańcy Augustowa wybiegli na ulicę z krzyżami - oni przecież giną od spalin, więc teraz kolej na ptaki i rośliny. Szkoda tylko, że na referendum w sprawie obwodnicy nie chciało im się pójść. Napisałbym, że to polska mentalność, ale to LUDZKA mentalność (której przejawem jest też pogląd, że dzikie zwierzęta nie mogą wchodzić do miast, bo są dla nas groźne, ale my możemy się do nich wpieprzać całkowicie bezkarnie).

 Tak, panie Putra. Tak, panie Lepper. Rozjeżdżajmy chronione krzaczki, wyrzucajmy puszki po coli z okien samochodów prosto na dzikie bagna, zadymiajmy tereny lęgowe. Nie będzie już ptaszydeł. Zostaną tylko w zoo. Nareszcie będziemy mieli planetę tylko dla siebie. Wtedy dopiero będzie pięknie.

 Pewnego pięknego poranka dzieci wyjdą z hermetycznie zamykanego domu, by się pobawić. Miną rachityczne, suche drzewko, ozdobione tabliczką z napisem „pomnik przyrody", i pobiegną dalej, radośnie potrząsając butlami tlenowymi i pokrzykując stłumionym głosem przez maski przeciwgazowe. Tego dnia z zachmurzonego, czerwonego nieba padać będzie czarny popiół - wymarzony, by ulepić zeń bałwanka. Ciemne, tłuste płaty łatwo uformują się w kule. Jeszcze tylko kawał rury wydechowej zamiast nosa, oczy z kapsli i gotowe! Będzie już można zacząć obrzucać się nawzajem czarnymi śnieżkami. Uważając, żeby maska nie spadła - bo wtedy...

To nie będą nasze dzieci ani wnuki. Jeszcze parę pokoleń do tego brakuje. W takim razie nas to nie dotyczy i możemy mieć to gdzieś. Poprowadźmy zatem szosę przez Rospudę. Rozjedźmy tę dolinę buldożerami. W końcu to w interesie mieszkańców Augustowa, a my musimy dbać o ludzi.

 Musimy dbać o naszą przyszłość.



Doorshlaq Do Zbierania Kur Po Wioskach

doorshlaq@poczta.onet.pl;
doorshlaq.eblog.pl


PS. Tak, tekst zawiera świadome nawiązanie do teledysku zespołu Sigur Ros, nakręconego do utworu "Untitled No. 1". Można go znaleźć na stronie zespołu A właściwie nie tyle można, co TRZEBA – jego obejrzenie to wręcz obowiązek wrażliwego człowieka. Nie spodziewajcie się nachalnego agitowania... i przygotujcie chusteczki.

PS2. Nie chodzi o ekologię. Chodzi o zdanie "ludzie są ważniejsi od zwierząt".