† Sama, wyizolowana jak parówka Jedynka, batonik i różowa landrynka. Siedzę i piszę, bo co
mam robić i ja pierdolę kurwa, jak powiedziałby Miauczyński Adam, znerwicowany
polskiego nauczyciel, wina i wódki alkoholik, że o piwie nie wspomnę. Piszę nic, bo nic nie
ma, ludzie robią ludzi w chuja za państwa przeproszeniem naszego Polskiej Rzeczpospolitej,
choć czy ich warto nazywać ludźmi, tych polityków i tu bym coś dodała, ale jeszcze zaczną
mnie śledzić jak tego bezdomnego, co go broniły media, a gardziła nim nasza wychowawczyni
pani nasza polonistka pani Adasia Miauczyńska we własnej złotowarkoczowej długowłosej
erotomańsko-nimfomańskiej, czy to ważne, osobie. Założą mi podsłuch w dupie uchu i zębie,
żebym nawet pierdnąć wbrew naszemu prezydentowi - jak zwietrzałe piwo batonik spleśniały
i majonez z przeceny - kochanemu się nie ważyła, bo to ujmę państwu polskiemu naszemu
Rzeczpospolitej dawnej ludowej a teraz drobiowej przynosi jak esbecy, Jaruzelski i żydofilia
urojona nasza taka sama jak wszędzie. I nie zaczynając zdania od ponieważ, bo to źle i
niegramatycznie, piszę bo, bo Żydzi są wszędzie, ja do nich nic nie mam, nic mi nie zrobili no
to czemu mam ich nienawidzić i przypomina mi się ta nieżeńska część klasy mojej
pomiędzypodstawówkowolicealnej, dla której to żydofilia tradycją stała się i nawet na
przystanku starym peerelowskim bezszybowym napisali honor i krew, bo to takie trędi jest
jak Kubica i brzmi nieźle i prezentuje się całkiem całkiem jak obrazek Czaka Norisa z Endrju
i Yaro Ka Chi i napisem Hero and Zero only on DivX. Piszę nic a obok mnie leży nóż
naostrzony jak żyletka i błyszczy do mnie tym ostrzem jak folijką od kondona jakby nie
wiedział, że ja nie do takich dystyngowanych inaczej dam rynsztokowych należę, że ja do
niekochanych pokolenia przypisana zostałam bez woli własnej i zgody, ale co
komu leży czy
wisi czy co tam jeszcze może, tak musi być czy też nie musi może tak się chciało tym na
górze może mieli zły dzień dobry i tak jakoś wyślizgnęłam się im lat temu prawie
siedemnaście i do szufladki wpadłam z rąk ich z napisem ofiara losu albo coś takiego w
końcu sens ten sam. I nie chciało się im nachylić podnieść mnie umieścić gdzie tam trzeba,
kto wie może jestem zwiastunem świata końca, znakiem że źle się dzieje w państwie boskim,
zostawmy to filozofom umarli już i nie mają do roboty nic pogłówkują sobie rozruszają
komórki szare nadgnite greckie swoje. Piszę nic, nóż się błyszczy a ja siedzę jak w folijce
cukierek długi choinkowy wieszany na gałązkach martwych zielonych lub plastikowych
ekonomicznych na dłużej starczających. I wzięłabym ten nóż i zrobiłabym to co trzeba a tu
wpieprza mi się na półce stojąca książka z tytułem pięknie banalnym Zostań z nami o
jedynym człowieku dla którego było żyć warto ale go nie ma już i mnie mogłoby nie być a
jestem a on mógłby być też ale go nie ma i tylko książka ta pcha mi się pod powieki moje
oczne. Zostań z nami, z kim ja mam zostać jak nikt na mnie nie czeka, jestem ofiarą losu
zwiastunem końca świata, moim przeznaczeniem się ukazywanie tuitam i ludzi przestrzeganie
przed z do celu drogi zboczeniem, ofiarolosowością. Zostań z nami patrzy się na mnie i pcha
mi się w moje gałki oszklone okularowe oczne i śmieje się nieperfidnie tylko jakoś tak
smutno prosząco tak jakoś. I uśmiecham się i ja a co nikt mi nie zabroni nikt nie widzi, kto się
dowie że ja się do książki uśmiecham, nóż trzymam i piszę nic. I odkładam nóż ten pruderią i
bezpruderią jednocześnie zalatujący błyszczący odkładam długopis i kartkę na której nic
napisane jest bardzo wyraźnie i czytelnie i wiem że jutro będzie tak samo tylko że inaczej.
† 27 sierpnia 2007r. †
|
|